I stało się! Siedzę i piszę ostatni tekst, jaki publikuję na tym blogu. Nie płaczę z tego powodu, choć decyzja lekką nie była. Chcąc być fair wobec każdej osoby, która tu zagląda i jest ze mną na FB, pragnę wyjaśnić motywy swojego działania. Nie, nie przeczytasz na końcu, że tadam oto cudownie zmieniam nazwę i będę publikować inne rzeczy. Nie. To naprawdę mój ostatni tekst.

4 lata i 4 miesiące. Totalną abstrakcją wydaje mi się to, jak długo już działa blog. Z moim słomianym zapałem to naprawdę wyczyn! Jestem dumna z tego, co osiągnęłam, jak się zmieniłam, jak rozwinęłam swoje grafomańskie skille. Tylko błagam, nie wracaj do moich pierwszych tekstów, bo to woła o pomstę do nieba 😀 Jestem też ogromnie dumna z tego, ilu rzeczy nauczyłam się tworząc to miejsce. Blog to nie jest tylko napisanie kilku słów. To tworzenie kampanii na FB, strategii, kreowanie własnej marki w Internecie, produkowanie contentu również graficznego czy wideo, ciągłe uczenie się, żeby serwowane treści były coraz lepsze. Ogrom pracy, której efekty czasem są, a czasem ich brak. Totalna loteria.  Najbardziej jednak jestem dumna z tego, jaką fantastyczną społeczność udało mi się stworzyć. Walić skromność w tym momencie, ale to osobowość przyciąga ludzi i patrząc na to, co udało mi się osiągnąć, mogę domniemywać, że chyba jestem spoko. Dzięki, że byłaś. Twoja obecność to ogromny komplement dla mnie.

Przez ten czas miałam okazję przeżyć przygody, których bez bloga bym pewnie nie doświadczyła. Przede wszystkim poznałam wiele inspirujących, ciepłych i serdecznych osób. To znajomości, które trwają i jestem za nie wdzięczna. Dobrzy ludzie sprawiają, że w życiu dzieją się rzeczy zaskakujące. I tak właśnie w ciągu tych 4 lat z hakiem miałam okazję między innymi napisać swoją bajkę i nagrać ją jako audiobook. Moje dzieci wciąż słuchają tej płyty. Pojawiłam się w Pytaniu na śniadanie na żywo. Wciąż pamiętam ten ogrom makijażu na twarzy. Po wyjściu ze studia od razu pobiegłam do łazienki zmyć to wszystko z siebie. Materiał ze mną pojawił się również w Dzień Dobry TVN. Opowiadałam wtedy o przykrych doświadczeniach związanych z rozwodem rodziców i jak to na mnie wpłynęło. Oprócz tego mogłam uczestniczyć w wielu ciekawych wydarzeniach i każdą z tych chwil bardzo doceniam. Było super!

A teraz kurtyna opada i światła gasną

To nie jest pochopna decyzja. Wiesz, ostatni rok wyglądał dla mnie tak: “Chcę! Nie chcę! Zamykam to! Jeszcze nie. Jeszcze trochę. Będą zmiany. Mam super plan. Nie dam rady. Nie chcę już!”. I tak w kółko. Ja już pół roku temu myślałam, żeby napisać ten ostatni tekst i ciągle miotały mną emocje. Szkoda mi, ale doszłam do punktu, w którym musiałam podjąć ostateczną decyzję i cóż… choć trudna, okazała się kojąca. 

To nie jest tak, że kończę, bo hajs się nie zgadza. Zarabianie kasy na blogu nigdy nie było dla mnie motywacją do tworzenia. Nie o to chodziło. W ciągu tych 4 lat zarobiłam na blogowaniu tyle, że… W sumie podliczając koszty reklamy, kwestie techniczne i wydatki związane z dojazdami do różnych miejsc, to ledwo na te przeklęte waciki wystarczy. Problem (choć to bardziej plus) ze współpracami miałam taki, że podchodziłam do nich bardzo osobiście i etyka grała tu dużą rolę. Dlatego wiedz, że przez 4 lata odwaliłam dziesiątki propozycji współpracy, na których mogłam się wzbogacić i wybierałam tylko to, co rzeczywiście było dla mnie ok. Dzięki temu nie czytałaś co tydzień tekstu sponsorowanego wciskającego shitowe jedzenie, suplementy diety czy toksyczne kosmetyki. Kasa nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Prawda jest taka, że jest masa blogerów, dla których ich miejsce w sieci jest prężnie działającym biznesem. Wielu robi to naprawdę dobrze, poświęcili temu mnóstwo czasu i zamienili pasję w pracę zachowując przy tym normy etyczne. Obserwuję takich ludzi i mocno im kibicuję. Ja tego nie zrobię z jednego prostego powodu – nie zrezygnuję z pracy, żeby blogować na pełny etat. Zarabianie na blogu nie jest dla mnie. Blogowanie dla przyjemności tak, ale tej przyjemności zaczęło mi już brakować właśnie przez brak czasu. 

Jestem tą szczęściarą, która bardzo lubi swoją pracę. Jestem project managerem w branży IT i naprawdę jaram się tym, co robię! To jest temat, w którym chcę się rozwijać, podnosić swoje kompetencje i pruć do przodu jak rakieta. Mam w głowie pewne cele, które chciałabym zrealizować, ale potrzebny jest na to czas. Czas, który każdego dnia ucieka nam przez palce. Miałam nawet taki pomysł, żeby te moje zawodowe sprawy gdzieś tam wpleść w bloga i przełożyć je na codzienność. Ba, ja nawet myślałam o tworzeniu własnych produktów online, może nagrywaniu podcastów, ale to się nie uda. Nie uda się, bo nie lubię robić nic na odpierdol, a ogrom rzeczy, które chciałabym robić sprawia, że efekty właśnie są na odpierdol. Nie chcę też bezczelnie wykorzystywać społeczności, która zgromadziła się wokół Bizimummy dzięki pisaniu o macierzyństwie. To nie byłoby fair, gdybym zaczęłam Wam serwować coś zupełnie innego. W końcu dotarło do mnie, że nie da się robić 10 rzeczy w tym samym czasie i każdą robić dobrze. W ciągu dnia jest czas na pracę, na zabawę z dziećmi, ogarnięcie chałupy, uczenie się, chwilę odpoczynku i witamy kolejny dzień. Gdzie blogowanie? No właśnie tego nie potrafię już wcisnąć w harmonogram dnia. 

Mogłabyś powiedzieć: “Oj tam, raz na jakiś czas coś napisz i będzie ok”. To tak nie działa. Wspomniałam wyżej, że nie lubię robić nic na odpierdol. Kiedyś każdego dnia pisałam na fanpage, wchodziłam w dyskusje z czytelniczkami, obowiązkowo raz w tygodniu pojawiał się nowy tekst na blogu. Od jakiegoś czasu tekst raz w miesiącu to święto, a i na fanpage nie zaglądam już tak często. Straciłam do tego serce? Chyba tak. Coraz więcej czasu spędzam offline i jest mi z tym bardzo dobrze. Ale ciągle z tyłu głowy uwiera mnie fakt, że jest blog, że chciałabym się nim odpowiednio zająć, ale nie mogę, że nie ma w tym takiej jakości, jakiej bym oczekiwała. Przekleństwo ludzi, którzy muszą mieć sprawy ogarnięte perfekcyjnie. To totalnie zabija kreatywność i blokuje przed podjęciem innych działań. Nie potrafię skupić się na pisaniu czy nauce, kiedy dręczą mnie wyrzuty sumienia, że moje trzecie dziecko (blog) jest zaniedbane. Wpadłam w błędne koło i frustracja z własnej nieudolności rosła każdego dnia. Muszę zrobić stanowcze ciach, żeby iść dalej.

I tak właśnie odcinam bloga. Nie chcę już żyć jedną nogą w Internecie. Chcę się skupić na relacjach, przeżywaniu chwili i nie wyciągać telefonu, bo muszę zrobić zdjęcie czy nagrać relację. Nie chcę też ględzić wiecznie o tym, jakie macierzyństwo i w ogóle codzienność są trudne. No są i to jest mój krok, żeby to sobie choć trochę ułatwić. Może Ty też skorzystasz z tego? Zainspirujesz się i wywalisz z życia i relacje i aktywności, które tylko Cię obciążają? Życie jest za krótkie, żeby się męczyć, a do odważnych świat należy!

Na koniec powiem DZIĘKUJĘ! Dziękuję, że byłaś, czytałaś, wspierałaś, dzieliłaś się swoimi doświadczeniami. Dziękuję za każde dobre słowo, każdego kopa motywującego do działania, każdą konstruktywną krytykę, dyskusje, za każdy uśmiech, serduszko, lajka, za każdą zbitą wirtualnie piątkę, siostro. Dziękuję za wszystko. To były wspaniałe 4 lata. Przez ten czas dostałam wiele wiadomości z podziękowaniami, za to czym się z Wami dzielę, że jest to prawdziwe, bez lukru, że podnosi na duchu, pomaga w codzienności. Prawda jest taka, że to Wy pomagałyście mi. Dzięki pisaniu dla Was nawet w najgorszych chwilach było mi lżej. Koniec, bo się poryczę. 

Uwielbiam Was! Trzymajcie się ciepło <3

Iza