Tak sobie myślałam, będąc jeszcze w ciąży, że rok to sporo czasu. Myliłam się. Rok minął bardzo szybko i nim się obejrzałam, już przeleciał mój pierwszy miesiąc pracy po urlopie macierzyńskim. Cały miesiąc! Co mogę powiedzieć po tym czasie i jakie są moje wrażenia? Oh…

Pewne było to, że po roku wrócę do pracy. Nie rozważałam urlopu wychowawczego, a końcówka macierzyńskiego chwilami upływała pod znakiem “zabierzcie mnie stąd!”. Co jak co, ale dwoje dzieci to już inny kaliber i psychicznie bardzo potrzebowałam powrotu do pracy, do ludzi, do mojego biurka i komputera. Mimo wszystko emocjonalnie nie było to łatwe. Matka to jednak dziwne stworzenie, które z jednej strony błaga o chwilę spokoju i ma ochotę uciec na bezludną wyspę, a z drugiej nie może się odkleić od latorośli i zawsze jest jej mało wspólnych chwil.

Kotłowało się we mnie sporo emocji i z każdym kolejnym dniem przybliżającym mnie do godziny zero, coraz mniej docierało do mnie, że zaraz wrócę do trójwymiarowej rzeczywistości praca-dzieci-dom. Wyparcie? Coś w ten deseń. Patrzyłam na Jurka, a on wydawał mi się jeszcze mniejszy niż parę dni wcześniej i że ja niby mam go teraz zostawić? Takiego malutkiego, potrzebującego mnie na każdym kroku? A jednak gdzieś tam w środku cieszyłam się, że nie będę “tylko” mamą i stanę przed nowymi wyzwaniami zupełnie oderwanymi od tych, które spadały na mnie przez miniony rok.

To cholernie trudny krok. I za każdym razem, kiedy myślałam o powrocie do pracy, górę brały obawy, a tych było sporo. Myślę, że większość mam, jak nie wszystkie, mogą wymienić te same pytania, które przewalały się ciężko po głowie i pozostawały bez odpowiedzi. Jak damy sobie radę? Jak się zorganizujemy? Jak dziecko to przeżyje? Jak ja emocjonalnie to udźwignę? Co z karmieniem piersią? Jak dziecko zaśnie beze mnie w ciągu dnia? Jak wygospodarujemy czas na obowiązki i zabawę, skoro będzie go o wiele mniej? Co zrobimy, jak dzieci zachorują? Po miesiącu pracy znam już odpowiedzi na te wszystkie pytania i chętnie podzielę nimi z Tobą.

Jak damy sobie radę

Po prostu dajemy i już. Oboje ze Skibą jesteśmy w równym stopniu zaangażowani w wychowywanie dzieci i obowiązki. Każde z nas stara się zrobić jak najwięcej, jeśli tylko jest taka możliwość. Ja bawię się z dziećmi, on posprząta kuchnię. On wyjdzie z nimi na spacer, ja ugotuję obiad. Czasem “dzielimy się” dziećmi. Z dwójką bywa hardcorowo, a z jednym jakoś jakby lżej. Tak czy inaczej, nie mamy wyjścia i po prostu musimy dawać radę. W końcu to tylko dwoje, a nie dziesięcioro 😉

Jak się zorganizujemy

Temat, który wiele razy przegadywaliśmy przed moim powrotem do pracy. Młodszy do żłobka, starsza do przedszkola i jak to teraz ogarnąć? Kto kogo zawozi, kto odbiera, kto zabiera na balet, kto zrobi zakupy itd. Wypracowaliśmy sobie schemat, który działa u nas i możemy funkcjonować bez większych nerwów. Bardzo ułatwiło nam sprawę planowanie obiadów na cały tydzień. W związku z tym zakupy robię raz w tygodniu i nie muszę wiecznie tłuc się po sklepach i marnować czasu. Co więcej, właśnie powrót do pracy pomógł mi się zorganizować tak życiowo. Ostatnie tygodnie macierzyńskiego mijały mi bardzo leniwie. Nie miałam motywacji do ruszenia czterech liter, ilość zaległych rzeczy narastała i czułam się tym wszystkim przytłoczona. Każdy dzień kończyłam z ogromnym poczuciem marnowania czasu. Potrzebowałam kopa w tyłek, żeby wrócić na dobre tory i udało się.

Jak dziecko to przeżyje

Choć już raz to przechodziłam z Hanką, to jakoś trudno było mi się pogodzić z tym, że Jurek pójdzie do żłobka. Powodem tego było z pewnością to, że jest straszną przylepą i opanowała go mamoza totalna. On idealnie obrazuje określenie “synek mamusi”. Dochodziło do tego, że trudno było mi wyjść z domu bez niego, bo zamykaniu za sobą drzwi towarzyszył jego ryk. Cóż, okazuje się, że dziecko bez mamy doskonale sobie radzi i mama nie jest potrzebna na każdym kroku. Adaptacja w żłobku przeszła świetnie, choć ja sama nastawiałam się na wielki dramat. Jednak wielkie pokłady miłości i zapewnienie poczucia bezpieczeństwa dały mu sporo pewności siebie. A po żłobku nadrabiamy przytulanie.

Jak ja emocjonalnie to udźwignę

Odżyłam. Pierwsze dni były pełne tęsknoty, ale teraz widzę, że odżyłam. Cieszę się każdą wspólną chwilą i jakby wyciskam z nich więcej esencji. Wracam do domu i jestem dla rodziny. Nie czuję się źle z tym, że jestem w pracy. Fakt, że jestem bardziej zmęczona, ale jakoś tak w głowie mi lepiej.

Co z karmieniem piersią

Każda mama kp zastanawia się, jak to później będzie wyglądało. W końcu karmienie to nie tylko jedzenie samo w sobie, ale też bliskości, której dzieci się domagają, środek uspokajający, usypiający i kojący wszelkie smutki. Ta kwestia rozwiązała się zupełnie naturalnie. Po roku dziecko ma w pełni rozszerzoną dietę i je w zasadzie wszystko, 5 posiłków dziennie mniej więcej. Karmienie rano, po powrocie z pracy, wieczorem i milion razy w nocy (u nas tak to wygląda…) w zupełności wystarcza i Jurek bez problemu złapał ten rytm już chwilę przed moim powrotem do pracy. Pamiętaj, że możesz skorzystać z przerwy na karmienie piersią. Jest to 2×30 minut. Dzięki temu wracam trochę wcześniej do domu.

Jak dziecko zaśnie beze mnie w ciągu dnia

Dzieci to skubane bestie, uwierz mi. Jurek do drzemki potrzebował mnie, cycka, łóżka, a po zaśnięciu często niemożliwe było odejście od niego. Jak jest w żłobku? Kładzie się w łóżeczku i zasypia. Tadam! Naprawdę dzieci świetnie radzą sobie bez mamy i potrafią się szybko dostosować do sytuacji.

Jak wygospodarujemy czas na obowiązki i zabawę

Po powrocie do pracy doba nadal ma tylko 24 godziny, z czego 8 do 9 zajmuje praca z dojazdem, kilka przydałoby się na sen i pozostaje tak naprawdę niewiele między powrotem do domu a położeniem dzieci spać. My robimy wszystko, żeby ten czas był jak najlepszy jakościowo. Bo wiesz, to jest tak, że możesz być cały dzień w domu z dzieckiem, ale niekoniecznie spędzasz z nim czas. My staramy się wykorzystać te godziny po pracy w 100%. Zwykle jemy obiad, a potem bawimy się na podłodze, czytamy, układamy coś. Jeśli możemy coś ogarnąć, kiedyś dzieci śpią, to super. A jeśli oboje padamy na twarz, to idziemy na kanapę i padamy. Dom to nie muzeum i warto odpuszczać dla zachowania spokoju. Po miesiącu nadal funkcjonujemy, mieszkanie nie wygląda najgorzej, mamy czyste ubrania i jedzenie naszykowane do pracy. Jest dobrze.


Przeczytaj również

Choćby skały srały, to i tak wszystkiego nie zrobisz


Co zrobimy, jak dzieci zachorują

I tu przechodzimy do najgorszej kwestii. Liczyłam się z tym, że Jurek zaraz zacznie chorować. W końcu już raz to przerabialiśmy, więc wiedziałam, czego się spodziewać. I tak po moim pierwszym tygodniu pracy najpierw Hanka się rozłożyła, po paru dniach dołączył do niej Jurek i spędził 3 tygodnie w domu, bo z jednej infekcji wpadł w drugą. To są takie chwile, kiedy człowiek totalnie załamuje ręce. Kiedy już myślisz, że jest lepiej i w weekend cieszysz się, że od poniedziałku wszystko wróci do normy, nagle w niedzielny wieczór wszystko się załamuje. Dokładnie tak to wyglądało. Co można z tym zrobić? Tak naprawdę nic. Trzeba przetrwać. Jedyna słuszna rada to znalezienie pracy z wyrozumiałym pracodawcą.

Skiba spędził 2 tygodnie w domu z dziećmi, ja tydzień, babcia też zaliczyła kilka dni. Niestety to nie są sytuacje, które można sobie zaplanować. Człowiek po prostu musi rzucić wszystko i zająć się dziećmi. Przyznam, że podczas tych dwóch tygodni, kiedy to Skiba był z nimi w domu, miałam wyrzuty sumienia, że on to wziął na siebie, a nie ja. Bo jakoś tak też w społeczeństwie się utarło, że to zwykle mama zostaje z dziećmi. Teraz wiem, że nie ma to znaczenia. Ważne, żeby mieli dobrą opiekę, a kto może im ją zapewnić, to już kwestia indywidualna. Pocieszam się tym, że z czasem będzie lepiej.

A jak wyglądał mój pierwszy dzień w pracy? A tak 😀

Powrót do pracy to trudna sprawa. U każdego może przebiegać zupełnie inaczej i normalne jest to, że mama czuje się niepewna. Ja mimo wszelkich obaw czuję się bardzo dobrze, wręcz nie odczułam tego, że tak długo nie było mnie w pracy. Szybko wbiłam się w codzienną rutynę i nie wiem nawet, jak to się stało, że minął już miesiąc. Jeśli Ty również masz obawy, to mam nadzieję, że moje wrażenie choć trochę podniosły Cię na duchu i pewniej wrócisz do aktywności zawodowej.