Ledwo otwierasz oczy rano i myślisz “byle do wieczora”. Po nocce pełnej przebojów z dzieckiem w roli głównej powstajesz z martwych, bo przyjemnym początkiem dnia tego nazwać nie można. Już wiesz, że to będzie kolejny dzień dramatów, marudzenia, noszenia i wyrywania z każdej minuty choć sekundy spokoju. Nie wspominam nawet o chwili dla siebie. W takie dni DLA SIEBIE nie istnieje.

Nic tylko palnąć sobie w łeb. Myślisz tak czasem? Ja tak, szczególnie kiedy trzeci raz próbuje położyć Jurka spać, a on znów nagle otwiera oczy i płacze. Zaczynamy od nowa. Myślę tak, kiedy kładę go na macie, łóżku, w łóżeczku, bo po prostu muszę, a zetknięcie jego pleców z czymkolwiek uruchamia syrenę. Kiedy nie mogę oddalić się na metr, kiedy kręgosłup wysiada, głowa pęka i ręce odpadają. Też tak masz? Rozumiem i chciałabym Cię pocieszyć.

Dwoje dzieci. No kurde co tu dużo będę mówić. Bywa cholernie ciężko. Czterolatka weszła w etap reagowania na wszystko, co jej się nie podoba (czyli wszystko) jęko-piskiem. Dziewczyna potrafi wejść na takie częstotliwości, że szklanki w szafce pękają, a na mnie działa to, jak płachta na byka. Młodszy okazał się spełnieniem moich wszystkich obaw przed ponownym powiększeniem rodziny – budzi się 100 razy w nocy, w ciągu dnia sen jest przereklamowany, problemy z brzuchem zaliczone, wiecznie na rękach, ani chwili wytchnienia. Ten dramat to nie są pojedyncze dni. Tak jest w zasadzie cały czas. High Need Baby jego mać. Oczywiście to tylko fragmenty codzienności. Dużo się śmiejemy, bawimy, cały czas tulimy. Te fajne chwile przeplatają się z tymi trudnymi. Czasem gorszych jest o wiele więcej i wtedy tracę siły. Bywa, że dla sportu poryczę sobie w łazience. Bywa, że mężowi oberwie się niechcący. Bywa tak, że dzieciaki ryczą, a ja stoję i na minutę wyłączam swoje zasilanie, bo tylko tak mogę zebrać się w sobie i ogarnąć sytuację. No jest ciężko.

W ryzach trzyma mnie jedna myśl i to powinno pocieszyć też Ciebie. To minie, kochana. Jeszcze trochę i to wszystko minie. Nie możemy mieć przecież wiecznie przesrane. Skończą się nieprzespane noce, kolki, ząbkowanie. Skończą się bunty, fochy i wrzaski. Nie wiem kiedy, może za chwilę, a może będziemy musiały jeszcze trochę poczekać, ale na pewno będzie lepiej. Niemowlak zacznie zwiedzać świat na własnych nogach i ciekawość wygra z chęcią bycia noszonym. Mama jako wierny kompan zabawy już nie będzie tak atrakcyjna, bo dziecko kiedyś zorientuje się, że bez mamy też może być ekstra. Ilość nocnych pobudek stopniowo zmniejszy się, aż pewnego ranka obudzisz się zaskoczona, że tej nocy maluch w ogóle Cię nie potrzebował. To wszystko kiedyś nastąpi pod jednym warunkiem. Musisz dać z siebie teraz wszystko. Zaciśnij zęby i lulaj, przytulaj, wstawaj setny raz. Bo właśnie teraz budujesz u swojego dziecka pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa, a to fundament do samodzielnego zdobywania świata. Bądź, kochaj i wspieraj, a już niebawem to zaprocentuje. Wierzę w to głęboko.

Ja wiem, że teraz masz dość. Ja też mam. Ale za parę lat będziemy wspominać te dobre momenty. Nie będziesz pamiętała zmęczenia, łez wylanych w poduszkę. To wszystko z czasem się zamaże. Z dumą będziesz obserwować swojego śmiałego malca, który jeszcze dla pewności obejrzy się za tobą na placu zabaw, żeby zaraz ruszyć z uśmiechem do zabawy. Za to nam pozostanie odrobina smutku towarzyszącego świadomości, że już nie jesteśmy całym światem naszych dzieci. To chyba całkiem dobra wizja, prawda?


Przeczytaj też

Nagłe otrzeźwienie w ciąży, czyli “O kur…, w co ja się wpakowałam?!”