Rodzice to jedna z ciekawszych grup do obserwacji. Kiedy już wchodzi się w ten rodzicielski świat, człowiek zaczyna dostrzegać tak śmieszne i nieraz absurdalne zachowania wśród rodziców, że nie dziwi już nic. A wszystko w imię walki o miano idealnego rodzica, jakby na końcu wychowawczej drogi czekał medal za zasługi, a przecież nie czeka.

Te wszystkie typy matek na placach zabaw, różne podejścia do wychowywania dzieci, wojny o czapeczki, skarpetki, mleczne cycki i porody są naprawdę komiczne. Nic tylko szykować popcorn i obserwować kolejną wojenkę z zapartym tchem. Jest coś jeszcze, co powoduje u mnie parsknięcie śmiechem i myśl “taaa… jasne”. To te wszystkie kłamstwa, które wciska się innym rodzicom na temat swoich dzieci. Kłamstwa sypią się jak słabe żarty Karola Strasburgera, jeden za drugim zaczynając od tego, jak to matka w ogóle nie jest zmęczona, bo dziecię to anioł, a kończąc na tym, że mały geniusz umie wszystko przed innymi. Bo umówmy się, w świecie rodziców prawda jest passé.

Po co rodzice kłamią na temat swoich dzieci? Powodów jest kilka, ale zacznijmy od tego, że jedni robią to z premedytacją, a inni są zmuszeni… zwykle przez tych pierwszych. I tak nakręca się ta spirala kłamstw spowodowana głupimi licytacjami, kto pierwszy, szybszy, lepszy. Dzieciom jest totalnie wszystko jedno, ale starzy muszą podbudować ego. Dlaczego zatem kłamią?

Bo tak im się wydaje i idealizują

Tak to już jest, że nasze własne dzieci w naszym mniemaniu są najpiękniejsze, najmądrzejsze, najsprytniejsze i w ogóle w każdej dziedzinie są naj. Moje właśnie takie są 😉 Rodzicielskie klapki nachodzą nam na oczy i wszystko widzimy w idealnych, żywych barwach, a wszelkie niedociągnięcia ignorujemy. Efekt tego jest często irytujący szczególnie dla innych rodziców, bo kiedy Krzyś obsypuje wszystkim dzieciom głowy piaskiem, to według jego rodziców on się tylko pięknie bawi w piaskownicy. Kiedy Julcia bez opamiętania wali w cymbały, jej mama twierdzi, że to cudowny talent muzyczny. Moja rada – olej to. Tu w ogóle nie ma co dyskutować. Im już tak zostanie.

Bo muszą zaspokajać swoje chore ambicje bycia naj

Każdy zna takich ludzi. Bycie przeciętnym, mieszczenie się w normach, to zdecydowanie za mało. Z wielką radością zaznaczają, że coś wiedzą i umieją. Nie zapomną też się pochwalić super ekstra nikomu niepotrzebnymi gadżetami. Osiągnięcia dzieci, to również ich osiągnięcia, więc z przyjemnością chwalą się kolejnymi sukcesami i puchną z dumy. A to, że niektóre rzeczy bywają mocno naciągnięte i raczej mijają się z prawdą, to kto by się tym przejmował?! Nikt ich z prawdy rozliczać nie będzie, więc śmiało wciskają kit, że ich dziecko w ogóle nie krzyczy, zawsze pięknie się do nich zwraca, a kiedy się zezłości, to liczy do 10. To tak pięknie brzmi. Jeśli jednak regularnie słyszysz histerie młodego człowieka, to z pewnością Ci się wydaje. Przecież to najgrzeczniejsze dziecko w okolicy. To ten typ rodzica, który sprawia, że zastanawiasz się, czy czasem nie poświęcasz za mało czasu dziecku, choć nie da się więcej niż 24 h, ale skoro Franek już liczy po angielsku do 100, a Twoje dziecko jedynie pokazuje 3 paluszki, to może jednak coś nie halo? Spokojnie, wszystko halo. Powtarzanie łan tu, nie jest jeszcze liczeniem do 100, więc śmiało dziel przez 100, co mówią ściemniacze.

Bo głupio się przyznać, że ich dziecko w czymś odstaje od Twojego

To zazwyczaj ta druga grupa rodziców, którzy niejako czują się zmuszeni do naciągania prawdy, często niepotrzebnie. Kiedy opowiadasz coś o swoim dziecku, możesz usłyszeć nieśmiałe “no, no mój też tak ma”. Luźne pytania o umiejętności ich malucha, wywołują lekką panikę, choć nie miałaś złych intencji, kiedy je zadawałaś. Jednak w ich głowach zakodowało się, że coś jest nie tak, skoro ich dziecko późno zaczęło siadać, wstawać, mówić, czy załatwiać się do toalety. Tu lepiej unikać tematów prowadzących do porównywania dzieci, bo wywołasz niepotrzebny stres u rodziców.

Bo po prostu lubią wbijać szpilę

Typ, którego nie trawię! Widzi taka, że właśnie przechodzicie przez trudną sytuację, że ten płacz, foch czy cokolwiek to nie tak dla rozrywki, ale jeszcze dopieprzy, żeby zaznaczyć, że ona i jej dziecko są lepsi. “Moja córunia w życiu tak się nie zachowywała”. Taaaa… jasne. To taki wredny typ, który nawet zadając Ci pytanie, musi to robić w taki sposób, żebyś od razu poczuła się gorsza. “Twoja córka skończyła już z pieluchami? Bo nasz syn już dawno temu”. To taki przeklęty typ, który czerpie radość, kiedy Ty wątpisz w swoje umiejętności rodzicielskie. Raz pokażesz słabość, to wbije szpilę jeszcze bardziej małpa jedna.

A teraz niech podniesie rękę ten, kto nigdy nie naciągnął choć odrobinę prawdy w kwestii własnych dzieci. Ha! Wszyscy ściemniamy! Jedni perfidnie i bez umiaru, a inni w konkretnych sytuacjach, np. żeby zamknąć kłapiące paszcze kłamczuchom. Bo kiedy wchodzisz między wrony, nie musisz, ale zaczynasz krakać jak one.


Przeczytaj też:

Matka polka olimpijka, czyli po co ten wyścig, który same sobie urządzamy?