4 miesiące zleciały, jak z bicza strzelił! Ogłoszenie faktu, że Jurek już jest całkiem poważnym facetem, wywołało pytania o rozszerzanie diety niemowlaka. W końcu chłop musi sobie pojeść. Spokojnie, jego dieta ma się bardzo dobrze, a ja opowiem Wam, jak będzie wyglądało jej rozszerzanie.


Drugi raz będę przechodziła przez rozszerzanie diety niemowlaka, a mimo to ponownie czuję się zielona jak fasolka szparagowa w tej dziedzinie i przyznam, że jest to dla mnie dosyć stresujące. Kiedy, co i ile to dla mnie kosmos. Z Hanką zrobiłam wszystko źle. No może nie źle, a po prostu tak, jak zaleca wielu pediatrów, jak robi większość mam, jak robiły nasze mamy, czyli słoiczki poszły w ruch po 4 miesiącu. Pediatra powiedziała, żeby podawać, babcia zasugerowała, że już czas, na słoiczku też napisali, że można, no to siup. Dzisiaj wiem, że można inaczej i lepiej.

Z tym cały rozszerzaniem diety jest jeden zasadniczy problem – zalecenia są ogólne, a dziecko wyjątkowe i nieporównywalne. Ogarnięcie tematu wcale nie jest takie proste i biedna, zdezorientowana mama z każdej strony otrzymuje inną informację. Wiesz, w niektórych miejscach w Internecie za przyznanie się do podania dziecku czegoś innego niż mleko przed ukończeniem 6 miesiąca życia grozi publiczny lincz! Za to w innych wyśmieją Cię, że dziecko jeszcze nie dostało marchewki. Zacznijmy w takim razie od zaleceń:

Zgodnie z zaleceniami ESPGHAN wprowadzanie produktów uzupełniających należy rozpocząć po ukończeniu przez dziecko 17. tygodnia życia i nie później niż w 26. tygodniu życia. Jednocześnie celem, do którego należy dążyć, jest wyłączne karmienie piersią przez pierwszych 6 miesięcy życia.

Po ukończeniu przez dziecko 17 tygodnia życia – u Jurka to właśnie ten tydzień! Czy zatem rozszerzanie diety nastąpi lada dzień? Nie! Mój plan pokrywa się z zaleceniami, a szczególnie współgra z drugim zdaniem. Moim celem jest wyłączne karmienie piersią przez pierwszych 6 miesięcy, a potem tak długo, jak będzie nam to odpowiadało. Mam ku temu konkretne powody, o których chętnie opowiem.

Dlaczego jeszcze nie zabierzemy się za rozszerzanie diety niemowlaka?

  • moje mleko jest dla niego najlepszym pokarmem! W mleku matki dziecko otrzymuje wszystko to, czego potrzebuje i w odpowiednich ilościach. Żaden ziemniak, dynia czy puree z groszku nie są mu do szczęścia potrzebne. Chłopak rośnie zdrowo, chętnie je z piersi, a ja chcę, żeby ten stan jeszcze trwał. Totalnie nie widzę sensu, żeby już rozszerzać dietę i ma jeszcze dużo czasu na poznawanie nowych smaków. Spokojnie możemy poczekać, aż skończy 6 miesięcy.

 

  • nie jest na to jeszcze gotowy! To, że nie potrzebuje, to jedno, ale on po prostu nie jest jeszcze na to gotowy. Przede wszystkim nie siedzi i siedzieć nie powinien. Oczywiście nie będzie też siedział w wieku 6 miesięcy, ale wtedy już będę mogła go przytrzymać na kolanach, żeby zjadł w prawidłowej pozycji. Prawdą jest, że właśnie teraz wszystko, co złapie, ląduje w jego buzi. Nie oznacza to jednak, że chce już próbować jedzenia. To naturalny etap w rozwoju dziecka i w ten sposób poznaje świat. Złapie, pomaca, włoży do buzi, wypluje. To zdecydowanie nie ten czas.

 

  • ledwo wykaraskaliśmy się z problemów z jego brzuszkiem! Zaczęło się już w drugim tygodniu jego życia i trwało do trzeciego miesiąca. Płacz, prężenie się, problemy ze spaniem, usypianie tylko na rękach, ogrzewanie brzucha termoforem, podawanie kropli, żeby poczuł ulgę, masowanie, ćwiczenia itd. Wzdęcia były naszą zmorą! Niedojrzały układ pokarmowy u malucha to normalna rzecz i trzeba to po prostu przetrwać. Jednak jeśli pomyślę sobie o tym, że dopiero od miesiąca mamy spokój i już miałabym zaserwować Jerzowi coś innego poza lekkostrawnym mlekiem, to mnie samą wykręca. Nie, nie i jeszcze raz nie! Niech jego układ pokarmowy pracuje, a on na pewno lepiej zniesie kulinarne nowości za jakiś czas niż teraz.

 

  • bo jestem leniwa! Jestem na tyle leniwa, że nie chcę go karmić, po prostu. Jednocześnie chcę być bardzo zaangażowana w rozszerzanie diety i poświęcać czas na przygotowywanie, krojenie i podawanie. A co on z tym zrobi, to już jego brocha. Innymi słowy, tym razem chcę postawić na BLW. Niech je samodzielnie i ma z tego frajdę.

 

Za późniejszym rozszerzaniem diety Jurka stoi jeszcze jeden, w zasadzie najbardziej istotny dla mnie powód, a mianowicie to, że Hanka i jedzenie jakoś nie idą w parze. Dziewczyna ma bardzo ograniczone menu, a wszelkie próby zachęcenia jej do spróbowania nowości mogą trwać nawet kilka miesięcy. Mamy takich “niejadków” doskonale wiedzą, z jakim stresem wiąże się temat jedzenia. Bardzo długo analizowałam jej niechęć do smaków i gdzieś tam głęboko uważam to za osobistą porażkę. Nie wiem, czy wczesne rozszerzanie diety jest odpowiedzialne za późniejsze preferencje kulinarne dziecka. Przypuszczam jednak, że zarówno podanie jedzenia za szybko, jak i obecność słoiczków mogły wpłynąć na to, że dzisiaj mamy z tym ogromny problem. Nie krytykuję i rozumiem, jeśli ktoś wspiera się słoiczkami dla dzieci. Dla mnie jest to natomiast temat z cyklu “rzeczy, które spieprzyłam” i tym razem chcę to zrobić inaczej.

W tym całym rozszerzaniu diety najważniejsze dla mnie jest to, żeby podążać za dzieckiem. Bo choć to mały człowiek, to już daje wyraźne sygnały w niektórych kwestiach. Widzę, że nie jest gotowy i na pewno zauważę, kiedy gotowość wykaże. Niech on dyktuje warunki, a ja się dostosuję. Jedzenie powinno kojarzyć się z przyjemnością, bo tylko to będzie dobrą podstawą do zaspokajania kulinarnej ciekawości, której niestety brak u jego starszej siostry. A kto wie, może właśnie Jurek zachęci ją do próbowania.


Jeśli Twoje dziecko ma problem z jedzeniem, przeczytaj ten tekst

Historia o bułce, niejadku i skraju depresji. Dla wszystkich rodziców