Idealne dziecko, idealny mąż, idealne życie. W rozmowie brakuje normalnych słów tylko dziubaski, buziaczki, buciki, rączki, nóżki. Zdrabnianie, przesładzanie i wychwalanie połączone z pieluszkowym zapaleniem mózgu. Aż rzygać się chce. Macierzyństwo bez lukru? Nie w tym przypadku.

Nigdy nie usłyszysz, że ta kobieta z czymś sobie nie radzi. Prędzej się zajedzie, ale koniecznie musi wieczorem jeszcze upiec babeczki, żeby poczęstować Cię nimi podczas jutrzejszej idealnie zaparzonej kawy. Jej dzieci są zawsze cudowne, uśmiechnięte, nie strzelają fochów o zły kolor skarpetek, jak zrobiła to Twoja latorośl dzisiaj rano. Nigdy nie wybuchły i zawsze panują nad swoimi emocjami, jak na typowych 3-latków przystało, bo przecież ona i mąż wszystko tłumaczą cierpliwie i one słuchają, rozumieją, więc nie ma żadnego problemu. Co prawda nabierasz lekkich wątpliwości, kiedy widzisz jej cudownego małego Michasia biegającego z patykiem w ręce i krzyczącego, że zabija potwory, ale może to jakaś wyjątkowa sytuacja. Tak jak wyjątkowy jest wybuch złości i rzucenie się na środek chodnika. Przecież ona twierdzi, że jest idealnie, to w co tu wątpić. Zapytana, co słychać, zawsze odpowiada, że świetnie. Kiedy Ty masz ochotę zejść z tego świata po ciężkim tygodniu z dzieciakami, ona jeszcze Cię dobije i opowie, jakie to kreatywne zabawy przygotowała dla dzieci, na ilu wycieczkach byli w ciągu ostatnich dni i pochwali się wszystkimi sukcesami swoich młodocianych. Nie omieszka wspomnieć również o własnych sukcesach. Kobieta spełniona zawodowo, jako matka, partnerka i kochanka.

Po takiej idealnej kawce zastanawiasz się cały wieczór “co jest do cholery ze mną nie tak? Dlaczego moje dzieci są zupełnie inne. Nie słuchają, kłócą się, pyskują, strzelają fochy, wpadają w histerię. Dlaczego ja mam dość, a ona nie? Ja nie mam na nic czasu, ona ma go na wszystko. Ja ledwo wyrabiam z przygotowaniem obiadu, ona ugotuje, posprząta, wyprasuje, pobawi się dziećmi, zadba o siebie. O co chodzi i gdzie tu sprawiedliwość?!”. Dobija Cię myśl, że nie dajesz rady i czujesz się z tym beznadziejnie. Nic tylko idealnie palnąć sobie w łeb. Spokojnie. Coś Ci powiem na ten temat.

Ja nie wierzę w te idealne obrazki. Czy w ogóle ktoś jeszcze wierzy? Nie wierzę i współczuję, bo ta powierzchowna idealność z pewnością podszyta jest smutkiem, zmęczeniem i łzami, ale wszystko w ukryciu, żeby tylko nikt nie zobaczył słabości, bo to już idealne nie jest. Życie samo w sobie nie jest słodkie. Każdy dzień przynosi nam trochę goryczy, nieco nerwów, odrobinę słodyczy. Czasem tej słodyczy nie ma bardzo długo, a Ty dostajesz kopa w tyłek od życia na każdym kroku. Bo jak się pieprzy, to wszystko w tym samym czasie. Tym bardziej słodkie nie jest macierzyństwo, które zwala nam na plecy ogrom odpowiedzialności. To strasznie przytłacza, a ukrywanie tego wszystkiego pod grubą warstwą lukru zbyt wiele kosztuje.

Macierzyństwo bez lukru

Wiesz, potrafię pięknie mówić o swoich dzieciach i o miłości, którą ich darzę. Potrafię wzruszająco opisywać macierzyństwo i wywoływać tym łzy u innych mam. Potrafię bez końca zachwycać się i rozczulać, kiedy widzę moją córkę i syna razem. Cieszę się, kiedy przychodzą chwile, w których mogę robić te rzeczy, bo to oznacza, że tego dnia nikt nie doprowadził mnie do szału. Ale to tylko wycinek naszego życia. Mały skrawek codzienności, która bywa czasem dramatyczna. Bo pomiędzy tymi dobrymi, idealnymi chwilami mam po prostu dość! Zdarza się, że wybucham przez pierdołę i krzyknę, aż zatrzęsą się szyby w oknach. Zdarza się, że rycząca Hanka siedzi na dywanie w swoim pokoju, płaczący Jurek leży w swoim łóżeczku, a ja zamknięta w łazience przyciskam ręcznik do twarzy i wyję, bo już nie daję rady. Zdarza się, że fukam na Hankę od samego rana, choć nic złego nie zrobiła, tylko ja nie potrafię ogarnąć swoich problemów. Przelewam na nią złe emocje, wściekam się przez to jeszcze bardziej i mam wyrzuty sumienia. Wpadam w to błędne koło i nie mogę się z niego wyrwać. Tyle z tej naszej idealności i lukru.

A jak bywa u mnie z całą resztą tego majdanu? Bałagan to piąty członek naszej rodziny. Zadomowił się na dobre i ni cholery nie mogę się go pozbyć. A to dlatego, że nie mam czasu, jestem zmęczona albo po prostu mi się nie chce. Tak, bywam leniwa. I choć chciałabym zrobić milion rzeczy i mogłabym na tysiące sposobów wykorzystać te wolne 30 minut, które trafia się późnym wieczorem, to ostatnią rzeczą, na którą mam wtedy ochotę jest wymyślanie kreatywnych zabaw, pieczenie ciasta czy czytanie książki. Padam na pysk i jedyne, na co mam siłę, to bezmyślnie pogapić się w ekran telewizora. I tak po chwili zasypiam, a potem budzę się z wyrzutami sumienia, bo znów zmarnowałam cenny czas. I pomimo tego, że nie jestem przecież sama, a Skiba razem ze mną działa każdego dnia, to oboje po prostu nie ogarniamy. Wiecznie coś odkładamy na później, bo znów zabrakło czasu. Trafiają się też dni, kiedy uruchamia mi się w tyłku motorek, okoliczności sprzyjają, a ja nadrobię wszelkie domowe zaległości z tygodnia. To jednak wyjątki odkąd mamy dwoje dzieci.

Nie da się prowadzić idealnego życia, wzorowo wychowywać dzieci, być opanowanym w każdej sytuacji i ogarniać pierdyliarda rzeczy każdego dnia. To jest nie do zrobienia! Dlatego wszystkie lukrowane obrazki z idealnymi mamusiami i ich dziećmi dzielę przez 2, bo nigdy w nie nie uwierzę. Nie wierzę w to, że ktoś po dwóch latach, kiedy nie przespał w całości żadnej nocy, twierdzi, że nie jest zmęczony. Nie wierzę też, że cierpliwość komuś nie siada, kiedy 20 razy prosi dziecko, żeby czegoś nie robiło, a ono nadal uparcie to robi. Nie wierzę, że ktoś zajmuje się domem, rodziną, pracą i żadna strona na tym nie cierpi. Ja już dawno przyjęłam na klatę to, że idealnie nie będzie. Bo albo mam porządek w domu, albo spokojne i szczęśliwe dziecko. Albo choć trochę odpocznę i oleję znów jakieś obowiązki, albo zajadę się wieczorem. Żeby w tym całym macierzyństwie nie zwariować do reszty, wybieram to, co najlepsze, a nie idealne. Tobie radzę to samo.

 


Przeczytaj też inne z serii “macierzyństwo bez lukru”

Hej dziewczyno! Pamiętaj, że nigdy nie będziesz gorszą mamą i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej