Ramiona mamy. Jedyne, ukochane, wytęsknione. Mogą być wąskie, kościste, pulchne, silne, słabe. To nie ma żadnego znaczenia. Ważne, że to ramiona mamy, bo tylko one mają niewiarygodną moc.

To tylko kawałek Ciebie, a znaczy tak wiele. I dopiero, kiedy na świecie pojawia się Twoje dziecko, odkrywasz ich moc. Bo…

… Tylko ramiona mamy są najbezpieczniejszym miejscem dla Twojego dziecka. To one zapewniają spokój i przeganiają strach. W nich nie dorwie Twojej pociechy żaden potwór spod łóżka czy koszmarny stwór ze snu. W nich można odetchnąć, bo chronią przed całym złem.

Tylko ramiona mamy potrafią ukoić ból. To w nich znika cierpienie małego brzuszka. W objęciach mamy stłuczone kolano boli znacznie mniej, a zdarte łokcie zmieniają rangę z dramatycznego wydarzenia na drobny wypadek, o którym z przejęciem i poczuciem bohaterstwa opowiada się kolegom. To one działają jak magiczny plaster, który wyleczy każdą ranę.

Tylko ramiona mamy dodają wielkiej odwagi. Dzięki nim mały zdobywca świata nie boi się porażki, kiedy kolejny raz próbuje wspiąć się na łóżko. To one sprawiają, że pierwszy dzień w przedszkolu jest o wiele mniej straszny niż wydawał się jeszcze poprzedniego dnia. One przeganiają tremę przed szkolnym przedstawieniem. Dzięki nim zdobywanie kolejnych życiowych szczytów jest możliwe.

Tylko ramiona mamy potrafią naprawić to, co wydaje się, że jest nie do uratowania. Sprawią, że łzy wywołane zepsutą zabawką zamienią się w końcu w uśmiech. To one pomogą zrozumieć poczucie niesprawiedliwości i dodadzą otuchy w chwilach zwątpienia. One zachęcą do rozmowy w sytuacjach beznadziejnych i podsuną możliwe rozwiązania.

Ramiona mamy mają ogromną moc. Uspokoją, ukołyszą do snu, poprawią humor. Tylko w nich można poczuć tę wyjątkową miłość i troskę. Wiesz, co to oznacza dla Ciebie? Że jesteś niezastąpiona. Że jest ktoś, dla kogo jesteś całym światem i naprawdę nie może żyć bez Ciebie. Nie szukaj zatem sposobu na pozbawienie tego dziecka. Nie podpowiem Ci jak nauczyć niemowlę samodzielnego zasypiania. Nie znajdziesz tu wskazówek, co zrobić, żeby dziecko nie wisiało wiecznie na rękach. Nie usłyszysz ode mnie, że noszenie malucha, spanie z nim czy ciągłe przytulanie jest złe, bo nie jest. Nie powiem Ci też, że do tego można dziecko przyzwyczaić i to będzie błąd. Nie wiem, jak można przyzwyczaić do czegoś, co jest naturalne, bo potrzeba bliskości właśnie taką jest. Nie wychowasz przez to ciamajdy czy maminsynka. Wychowasz pewnego siebie człowieka, który będzie wierzył, że może wiele. Który czuje się kochany i wspierany na każdym kroku. Którego podstawowe potrzeby były zaspokajane w imię miłości, a to dało możliwość niezaburzonego rozwoju.

Nie wiem skąd dzisiaj bierze się chęć oduczania dziecka od bliskości. Od pierwszych dni powinno spać samo w łóżeczku. Jeśli tak nie jest, to rodzice szukają sposobu na “nauczenie” go tego. Jeśli w ciągu dnia akceptuje tylko ręce mamy, ta pyta, co zrobić, żeby to zmienić. A ja powiem Ci jedno – trzeba to zaakceptować, bo to część macierzyństwa. Pisze to podwójna mama, której młodszy syn „wisi” na jej rękach bez przerwy. Jestem zmęczona, czasem wręcz sfrustrowana, bo w ciągu dnia nie mogę nic zrobić oprócz noszenia dziecka. Tylko że to szybko blednie i nie ma znaczenia, kiedy on patrzy mi w oczy i widzę, że jest mu dobrze, czuje się bezpieczny i uśmiecha się do mnie. Nie mogę wtedy powiedzieć, że nie zrobiłam dzisiaj nic ważnego. Dałam mu to, czego potrzebował i to jest najważniejsze.

Wiesz, to za jakiś czas minie. Twój maluch już nie będzie potrzebował Ciebie na każdym kroku. Ciekawość świata wygra z ciągłym przytulaniem, a Ty jeszcze zatęsknisz za tą bliskością. Myślę o tym, kiedy moja ręka drętwieje pod głową Jurka od godzinnego noszenia. Te pierwsze miesiące to jedyna okazja do chłonięcia każdej chwili, kiedy trzymasz swoje dziecko w objęciach. To też jedyna okazja do zbudowania Waszej więzi. Pamiętaj, że ten czas nie wróci. A kiedy znów będziesz miała dosyć i przyjdzie ci do głowy pomysł “oduczenia” dziecka od bliskości, pomyśl o mocy Twoich ramion.