Szanowny mężczyzno. Głowo rodziny, partnerze swej kobiety, dorosły i odpowiedzialny człowieku. Pozwolę sobie zadać Ci jedno pytanie i zastanów się chwilę nad odpowiedzią. Czy wiesz, co możesz zrobić dla matki swoich dzieci, aby ta była szczęśliwa i chciała uszczęśliwiać również ciebie? Podpowiem Ci.

Od razu zaznaczam, że nie będziesz potrzebował milionów na prezenty. Nie o rzeczy tu chodzi. Nie będę Cię również wyzywać od nierobów, co to w domu palcem nie kiwną, a rolę ojca ograniczyli do spłodzenia potomka. Owszem, tacy też się znajdą, ale tutaj panuje domniemanie niewinności i głęboko wierzę, że wszelkie trudy wspólnego życia nie wynikają ze złej woli, a jedynie pewnych niedomówień, które można rozwiać. Bo nie każdy potrafi mówić o swoich potrzebach. Nie każdy potrafi powiedzieć, co mu na wątrobie leży i iść dalej. Są osoby, które wszelkie bolączki będą dusić w sobie, a one narastając, doprowadzą w końcu do rozlania szamba zwanego “ten związek nie ma sensu”. A przecież wcale tego nie chcesz. Przeczytaj zatem tych kilka rad, których wcielenie w życie uratuje matkę Twoich dzieci przed obłędem, a Ciebie przed samotnym praniem skarpet.

Dzień tygodnia jak każdy inny. Ty wychodzisz do pracy, ona zostaje z dziećmi. Do ogarnięcia ma dom, zakupy, obiad, dzieci i załóżmy, że ma na to 10 godzin. No niestety tak się składa, że Franio znowu non stop wisiał na rękach mamy, bo zaczyna się koszmar ząbkowania, a mała Antosia od kilku dni pokazuje, jak naprawdę może wyglądać bunt i testuje cierpliwość rodzicielki. Najpierw zaliczyli wyprawę na zakupy, co poprzedzone było 40-minutową histerią starszej i nieustającymi jękami młodszego. Aż żyć się odechciewa. W końcu udało się, wyszli. W sklepie też nie było łatwo, bo Antosia chciała wrzucać do koszyka wszystko to, czego mama nie miała zamiaru kupić i nie dała sobie wytłumaczyć, że tych słodyczy nie ma na liście zakupów. Wpadła więc w szał. Matka wkurzona, zawstydzona i zgrzana wyparowała z dwójką ze sklepu, zapominając przy tym o połowie potrzebnych produktów. Byle do wieczora, myślała. W domu nie było lżej. Sprzątanie w zasadzie musiała sobie darować, bo nie było sensu zabierać się za syzyfową pracę, a i sposobności brak, kiedy co chwilę ktoś płacze, wrzeszczy i ma jakiś problem. Obiad robiony na raty, kawa znów wystygła, sikać chciało jej się już godzinę temu i jeszcze nie dotarła do toalety. Co chwilę spoglądała na zegar i odliczała minuty do Twojego powrotu, ewentualnie do przyjazdu sanitariuszy z kaftanem, bo już bliska obłędu nie wyrabiała nerwowo. Jest zmęczona, sfrustrowana, bez chęci do życia. I w końcu jesteś Ty, rycerz, wybawiciel. To właśnie teraz, od momentu przekroczenia progu domu, ważą się losy Waszej przyszłości. Wystarczy, że zwrócisz uwagę na kilka rzeczy, o których wcześniej nie myślałeś, a nie spieprzysz wszystkiego koncertowo. To takie proste.

Przywitaj żonę innymi słowami niż “Cześć, co na obiad?”. Wiesz, kiedy w pocie czoła gotowała te pyry i tłukła kotlety, których nie zdążyła jeszcze usmażyć, bo co chwilę biegała do płaczącego dziecka, może jej się przez totalny przypadek wymsknąć niemiła odpowiedź “gówno!”, a potem to już tylko trzaśnięcie drzwiami od łazienki i płacz, bo nikt jej nie rozumie, nie ma wsparcia i życie jest do dupy. Wykaż się odrobiną empatii, zapytaj z troską w głosie, czy możesz w czymś pomóc. Ona nie leżała plackiem przez 10 godzin. Zapierdzielała jak koń w polu i to z ciągłymi przeszkodami. Usmaż tego dnia sam te przeklęte kotlety i nie pytaj, dlaczego parujące danie nie czeka jeszcze na stole. Jakby mogło, to by czekało, proste. A gdybyś tak raz na jakiś czas przed wyjściem z pracy rzucił hasło “wiesz co, dzisiaj zamówimy coś do jedzenia, jak wrócę”? Dla niej kamień z serca.

Kiedy już usiądziecie przy stole i spróbujecie razem zjeść posiłek, daruj sobie tym razem opowiastki o firmowych sensacjach, heheszkach z kumplami i zgarniętych pochwałach. Ona spędziła kolejny dzień w domu z dziećmi, gdzie szczytem rozrywki była wycieczka do biedry i na pobliski plac zabaw. Jej największym wyczynem dzisiaj było przekonanie córki do założenia czerwonej bluzeczki, kiedy ta planowała wyjść z domu bez górnej części garderoby. I choć kocha dzieci nad życie i uwielbia być ich mamą, to znów przyszedł okres, kiedy rzyga tym wszystkim, a Ty ją właśnie dobijasz. To chwilowe i minie, ale w tym czasie tak bardzo potrzebuje Twojej uwagi. Zapytaj czasem, jak się czuje. Pozwól jej mówić i przede wszystkim wsłuchaj się w to, co mówi, bo być może powie Ci coś bardzo ważnego, np. że jest zmęczona, ma dość i potrzebuje pomocy. Wiesz, to może być między wierszami, dlatego bądź uważny. Pokaż, że rozumiesz, że to, co ona robi, nie jest w żadnym stopniu mniej ważne od Twoich zajęć. W końcu wychowuje Wasze dzieci, a to cholernie ciężkie zadanie bez wypracowanego wzoru postępowania.

Zjedliście, porozmawialiście. Nie uciekaj teraz do garażu, piwnicy, na kanapę przed telewizorem. Daj jej chwilę na odreagowanie, złapanie dystansu. Nie musisz jej wysyłać do drogiego spa, żeby odpoczęła, ale wielką ulgę poczuje, kiedy spędzisz czas z dziećmi, przynajmniej jednym, przynajmniej godzinę. Pobawcie się, poczytajcie, cokolwiek, na co macie ochotę. Dodatkową odznakę ekstra faceta dostaniesz, jeśli zrobisz dla niej herbatę. 3 minuty roboty, a +100 do uznania.

A kiedy już dotrwacie do wieczora i dzieci pójdą spać, przestań na chwilę przewijać fejsa czy skakać po kanałach. Przytul ją, pogłaszcz po głowie i powiedz, że jest super babką. Bo jest, ale teraz wcale tego nie czuje. Ma dość i choć głośno tego nie powie, to tęskni za tym, jak było kiedyś, kiedy nie ciążyła na niej tak ogromna odpowiedzialność. Doszła do stanu totalnego wymemłania, kiedy z żalem w sercu patrzy na ulubioną kieckę wiszącą w szafie i wspomina ostatnią okazję do jej założenia. To było tak dawno, że niewiele pamięta. Przy dzieciach sprane jeansy i wyciągnięta bluzka wystarczą. Nie ma się po co starać i bez Twojego wsparcia i chwili oddechu lada moment będzie jej wszystko jedno. Dlatego zabierz w niedzielę dzieciaki na spacer. Daj tej wykończonej psychicznie kobiecie 2 godziny tylko dla siebie. Niech odzyska siły, posłucha ciszy, za którą tęskni, zrobi coś dobrego dla ciała i duszy. Marzy o tym od dawna.

Nie mówiła Ci o tym do tej pory? A może nie chciałeś słuchać? Może wydawało Ci się, że skoro “siedzi w domu”, to wszystko jest ok, bo to nie jest takie wykańczające zajęcie? Wiesz, dzieci raczej jeszcze nikogo nie wykończyły, ale samotność, brak wsparcia i brak odskoczni owszem. Bo kiedy po całym dniu mordęgi ta umęczona matka musi jeszcze “usługiwać” swojemu panu, to co jak co, ale żadna babka nie wytrzyma tego na dłuższą metę. Dlatego wprowadź w życie tych kilka prostych rzeczy, a zobaczysz, że wyjdzie to na dobre jej, dzieciom i Tobie. Wykaż się odrobiną empatii. Pomyśl o swojej partnerce, jak o kimś z wielkimi zasługami, bo to ona dokłada wszelkich starań, żeby ognisko domowe nie gasło. Do szczęścia potrzeba tak niewiele. Po prostu nie bądź jednym z tych baranów, na których żony wylewają pomyje na Facebooku w grupach zmęczonych mam. Nie chcesz być jednym z tych dawców nasienia, którzy nie widzą więcej niż czubek własnego… nosa. Bądź fajnym, kochającym facetem i ojcem. Ot tyle.

Powodzenia.