Dziecko z tabletem, telefonem lub przed komputerem. Ten temat nie bez powodu wywołuje sporo emocji, szczególnie jeśli dotyczy maluchów w wieku przedszkolnym. Przecież kiedyś tego nie było i sami dobrze się bawiliśmy jako dzieci. Dzisiaj nasze pociechy coraz więcej czasu spędzają przy tych urządzeniach, co podnosi głosy sprzeciwu. Czy słusznie?

Świat się zmienia

 

Dyskusja na temat tego, czy dziecko powinno mieć telefon, czy tablet, zwykle sprowadza się do tego, że my nie mieliśmy, ktoś dostał pierwszy cegłofon w liceum, woleliśmy spędzać czas na dworze, dobrze nam z tym było, nikt nie potrzebował i takie tam. Rzeczywiście tak było. Niewiele osób miało w domu komputer, kiedy chodziłam do podstawówki. Internet podłączony przez kabel z telefonu nie dawał rady, a gry były piekielnie drogie. Nic dziwnego, że bieganie po podwórku wygrywało. Jak to natomiast wygląda dzisiaj? Nie znam osoby, która by nie miała komputera i smartfona. Korzystamy z dziesiątek aplikacji w celach rozrywkowych, biznesowych, żeby ułatwić sobie życie, nauczyć się czegoś. Mamy nieograniczony dostęp do informacji, internet śmiga aż miło i nie kosztuje wiele. Przez 20 lat świat pognał do przodu, a my dostosowaliśmy się do zmian, bo co innego nam pozostało? Jedni odnajdują się w tym lepiej, inni gorzej, ale radzą sobie przynajmniej w podstawowym wymiarze.Ta rewolucja technologiczna zmieniła nasz sposób życia. Nie musisz wychodzić do sklepu, żeby zrobić zakupy. W każdym miejscu możesz mieć kontakt z bliskimi. Wiele spraw (szkoda, że nie wszystkie) załatwisz przez Internet. Twoje dziecko zawsze ma dostęp do miliona bajek. Przez telefon włączysz pralkę, żeby pranie było gotowe, kiedy wrócisz. Nie musisz każdego dnia wyruszać do biura, bo możliwa jest praca zdalna i w ogóle cała Twoja praca może być zamknięta w plastikowym, płaskim laptopie, którego spakujesz do torebki. Wymieniać można by długo i dla mnie to wszystko jest niesamowite! Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak to będzie za kolejne 20 lat. Świat pędzi, a my albo się dostosujemy i skorzystamy z tego, albo będziemy daleko w tyle.

 

To powinny czy nie?

Wracam do pytania, czy dzieci powinny korzystać z telefonów, tabletów i komputerów. Cóż, media biją na alarm, że zdecydowanie za dużo czasu młodzież spędza z tymi urządzeniami. Rodzice sieją panikę, bo niby place zabaw świecą pustkami, a dzieci już nie potrafią się bawić jak “za naszych czasów”. Przyznam, że i mnie razi wciskanie dziecku telefonu z odpaloną bajką na YouTube, byle było cicho, a to częsty widok w miejscach publicznych. Mimo wszystko przekornie twierdzę, że powinny korzystać, ale… jest w tym kilka haczyków. Po pierwsze – wiek. Bo to nie jest tak, że każde dziecko może czy powinno. Bezsprzecznie dzieci do 2 roku życia nie powinny korzystać z urządzeń mobilnych i komputerów. To okres intensywnego rozwoju mózgu, a przyzwyczajenie dziecka do ekranu telefonu wpłynie negatywnie na ten proces. Wspierać rozwój dziecka możemy na 100 fajniejszych sposobów, a przede wszystkim powinniśmy przy nim być i wspólnie poznawać świat. W kolejnych latach ilość czasu spędzanego z tabletem czy przed komputerem powinna być dostosowana do wieku dziecka i nigdy, przenigdy nie powinna zastępować wspólnego spaceru, czytania książki, układania puzzli czy innych aktywności, które dziecko lubi.

Druga kwestia to, w jaki sposób wykorzystywane są te urządzenia przez dzieci. I tu można się załamać. Zacznę od tego, że często niestety dzieci są pozostawione same sobie i rodzice nie mają kontroli nad treściami, które chłoną ich pociechy. Świadczą o tym m.in. wyniki badań przeprowadzonych w 2015 roku przez Fundację Dzieci Niczyje o tytule “Korzystanie z urządzeń mobilnych przez małe dzieci w Polsce” [link]. Z wymienionego badania wynika, że 69% rodziców udostępnia dzieciom urządzenia mobilne, kiedy muszą zająć się własnymi sprawami. Pamiętajmy, że w Internecie jest WSZYSTKO. Nawet jeśli dziecko porusza się tylko po YouTube w poszukiwaniu bajek czy innych filmików, to tam również łatwo trafić na niedozwolone treści. Wielu rodziców nie stosuje żadnych blokad rodzicielskich i dziecko może swobodnie surfować po sieci. Kolejnymi smutnymi wynikami jest to, że 79% dzieci badanych rodziców ogląda filmy (bajki), 62% gra na tablecie lub smartfonie, a 63% zdarzyło się bawić urządzeniami mobilnymi bez konkretnego celu. Moim zdaniem to jest dramat. Oczywiście obejrzenie bajki raz na jakiś czas czy posłuchanie piosenek to nic złego, ale naprawdę nie ma innych możliwości? Mamy dostęp do miliona aplikacji, miliardów stron internetowych, możemy znaleźć odpowiedź na mnóstwo pytań, a my wciąż przewijamy fejsbuka, żeby polajkować śmieszne obrazki, a nasze dzieci potrafią włączyć sobie bajkę. Wiecie, czego mi tu brakuje? Edukacji. I mam tu na myśli przede wszystkim edukację rodziców i dzieci, bo trzeba pokazać ludziom, do czego można wykorzystać technologię. Teraz robimy to źle i jest niewiele osób, które szukają wartościowych treści dla dzieci, które będą nie tylko rozrywką, ale też dobrym materiałem edukacyjnym. To nie jest przytyk w niczyją stronę. Po prostu rodzice nie wiedzą, bo i skąd mieliby wiedzieć, gdzie i czego szukać.

 

A można inaczej

Przede wszystkim musimy mieć kontrolę nad tym, do czego nasze dzieci wykorzystują urządzenia z Internetem. To może być czas, który również spędzimy razem i będziemy się świetnie bawić, a przy tym dziecko nauczy się czegoś nowego. W sieci można znaleźć wiele stron z grami edukacyjnymi odpowiednimi dla wieku. Na smartfony czy tablety można też pobrać aplikacje, dzięki którym czas spędzony z telefonem w ręce będzie dla dziecka wartościowy. Pamiętacie wielki hit, jakim było Pokemon Go? Trzeba było zainstalować aplikację na telefonie i wyruszyć na spacer w celu poszukiwania Pokemonów. Pomijam skrajne przypadki, kiedy ludzie w nocy koczowali w parkach, żeby złapać Pokemona, ale znalazło się wielu rodziców, którzy pozytywnie wykorzystali tę grę i zaangażowali się razem z dziećmi w zabawę.
Dzisiaj nie ma już konieczności wydawania wielkich pieniędzy na kursy czy warsztaty, żeby zdobyć nowe umiejętności. Internet daje nam to za parę groszy. Do nauki samych języków obcych mamy setki aplikacji do wyboru, a twórcy tych edukacyjnych prześcigają się, aby były jak najbardziej przyjazne, a uczenie się było przyjemne i efektywne. Czy to nie jest fascynujące? Oglądanie bajek to tylko kropla w morzu tego, do czego nasze dzieci mogą wykorzystać dostępną technologię.

Jaka będzie przyszłość?

Przecież równie dobrze można po prostu zabronić dziecku używania urządzeń mobilnych czy komputera, bo po co to komu… Otóż nie, odcinanie dzieci od technologii wcale nie jest dobrym pomysłem. Nawet jeśli teraz nam się to nie podoba, to nie powinniśmy patrzeć na problem przez pryzmat naszego dzieciństwa. Nasi rodzice mieli twardy orzech do zgryzienia, bo jako dorośli ludzie musieli nauczyć się obsługi komputera, a im człowiek starszy, tym nauka trwa dłużej. Nam było łatwiej, bo byliśmy dziećmi, choć i tak wiele osób “nie ogarnia”. Dla naszych dzieci jest to naturalne, bo są od urodzenia otoczone różnymi urządzeniami. Dlatego uważam, że nie powinniśmy na siłę “chronić” dzieci, a wziąć na klatę fakt, że czasy się zmieniają. Totalną abstrakcją wydaje się to, jak będzie wyglądał świat, kiedy one będą dorosłe.

Już teraz natomiast jedno jest pewne. Są branże, w których na całym świecie brakuje specjalistów i być może nasze dzieci właśnie nimi będą. Jedną z nich jest branża IT, z którą sama jestem związana jako project manager. Znalezienie obecnie dobrych programistów graniczy z cudem. Zapotrzebowanie już teraz jest duże, a w kolejnych latach będzie jeszcze większe. Szacuje się, że w 2020 roku na rynku pracy będzie brakowało 1 miliona programistów na świecie. Zawód programisty kusi wysokimi zarobkami i możliwością pracy dla firm z całego świata, często bez ruszania się z własnej kanapy. Jest to jedna z najszybciej rozwijających się branż.

Czy to oznacza, że wszyscy w przyszłości powinni być programistami? Oczywiście, że nie. Zapewne nie każdy ma do tego predyspozycje. Jednak zaczynając wcześnie naukę w formie zabawy, możemy zachęcić dziecko do rozwijania tego zainteresowania. Co ważniejsze, programowanie to nie są tylko linijki słów i znaków na ekranie komputera. To bardzo rozwijająca umysł dziedzina, która łączy się przede wszystkim z logiką, matematyką i fantastycznie oddziałuje na wyobraźnię. Bo to trochę jak z nutami. Dziecko, które zna nuty, nie ma raczej problemu z ułamkami. A jeśli zna podstawy programowania, to będzie umiało rozłożyć problem na części pierwsze i dojść do jego rozwiązania. Nawet jeśli nie będzie to ścieżką zawodową naszych dzieci w przyszłości, to warto postawić na programowanie jako zabawę.

 

Pierwszy krok do nauki programowania dla dzieci

Od czego w ogóle zacząć? Moim zdaniem najpierw rodzice powinni nieco rozpoznać temat, żeby zaznajomić się z możliwościami. Bo to nie jest tak, że dziecko ma usiąść przed komputerem i zacząć pisać tysiące linijek kodu czy wykuwać na blachę pojęcia. Przecież nie ma w tym żadnej zabawy. W większych miastach organizowane są warsztaty dla dzieci, różne spotkania i kursy. Zajęcia dla małych inżynierów to przeprowadzanie doświadczeń i eksperymentów, za którymi idzie nauka podstaw programowania. Na takich zajęciach często są wykorzystywane klocki LEGO, roboty i gry. Taką naukę można zacząć już od 3 roku życia. Fajnie byłoby, gdyby ktoś mógł wprowadzić dziecko w świat technologii.Możemy też wspólnie bawić się w domu. Spokojnie, rodzic nie musi być programistą, żeby zacząć. Świetną grą dla najmłodszych do nauki podstaw programowania jest Scottie Go! Gra wpadła nam w ręce miesiąc temu i nie możemy się od niej oderwać. Co jest w niej takiego ciekawego? Gra łączy ze sobą świat wirtualny i realny i to już jest fajne. W pudełku znajdziemy planszę oraz kartonowe klocki, które odpowiednio należy układać na planszy. Ale to nie wszystko. Do gry należy pobrać aplikację na tablet lub komputer i tu zaczyna się zabawa.

Scottie to sympatyczny kosmita, którego pojazd się zepsuł. Wylądował na naszej planecie i musimy mu pomóc pozbierać części, dzięki którym naprawi pojazd. Każdy etap gry polega na doprowadzeniu Scottiego do części i pokonaniu przy tym przeszkód. Gracz widzi na tablecie planszę ze Scottim, może zaplanować jego ruchy, dzięki którym dotrze do części, a następnie z kartonowych klocków układa na planszy program, sekwencję ruchów. Kolejnym krokiem jest zrobienie zdjęcia ułożonych klocków tabletem. Aplikacja odczytuje program, a gracz obserwuje, jak porusza się Scottie i czy udało mu się rozwiązać problem. Gra składa się z wielu etapów i coraz trudniejszych poziomów, przechodzenie przez nie to ogromna frajda! U nas każdy etap kończy się okrzykami radości i przybijaniem piątki.

 

Scottie Go! to jedna z tych gier, które wciągają do zabawy na długi czas. Wykorzystanie przy niej tabletu podnosi atrakcyjność i dziecko widzi skutki proponowanego rozwiązania problemu. Głowa pracuje cały czas na wysokich obrotach. Gra przeznaczona jest dla dzieci od 6 roku życia, ale my wspólnie gramy w nią już, teraz kiedy Hania ma niespełna 4 lata. Widzę, jak główkuje przy prostych zadaniach i daje radę z naszą pomocą. A przy tym uczy się liczyć i odpowiednio oceniać sytuację. To świetna zabawa dla rodzica i dziecka.

Technologia nie jest zła. Jest demonizowana przez wielu rodziców, bo nie do końca wiedzą, w jaki sposób ją wykorzystać. A można zrobić z niej ogromny pożytek, który zaprocentuje w przyszłości, przyszłości naszych dzieci. Bo one już są otoczone nowymi technologiami, więc nie udawajmy, że ich nie ma, tylko pozwólmy dzieciom dostosować się i korzystać z nich mądrze. Pamiętajmy, że to, co dla nas jest codziennością, naszym rodzicom nie mieściło się w głowach kilkanaście lat temu. Tak samo będzie, kiedy nasze dzieci dorosną.

Więcej informacji o grze Scottie Go! znajdziecie na tej stronie scottiego.pl

Tekst nie jest reklamą, a polecenie produktu jest moim subiektywnym zdaniem. To naprawdę super gra 🙂