No dobra, teraz bez ściemy porozmawiajmy o czytaniu dzieciom. Bo rodzice wiedzą, że powinni to robić i trąbi się o tym na prawo i lewo. W końcu to jedna z aktywności, które doskonale rozwijają umysł dziecka. A czy ktoś pomyślał o konsekwencjach czytania? O tym się nie mówi, więc wykładam tu kawę na ławę. To może Cię zaskoczyć…

 


Ooooj wkopaliśmy się ze Skibą strasznie z tym czytaniem. Nawet nie pamiętam, kiedy zaczęliśmy, ale zdecydowanie powinniśmy byli dobrze to przemyśleć. Teraz ponosimy poważne konsekwencje tej jednej pochopnej decyzji, którą podjęliśmy pewnego wieczoru. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że zdanie “dzisiaj poczytamy książeczkę” zmieni nasze życie na zawsze… Dlatego przestrzegam Cię! Przeczytaj, z czym musimy się mierzyć i sama podejmij decyzję. Zastanów się, czy warto. Oto nasze czytelnicze zmory:

Niech ktoś jej zamknie buzię!

Przyswajanie dużej ilości literatury dziecięcej od pierwszych miesięcy jej życia skutkuje tym, że nasze dziecko gada jak najęte. Nie przegadasz jej, a jakakolwiek dyskusja przyprawia nas o ból głowy. Zawsze ma coś do powiedzenia i zwykle w nieodpowiednim momencie. Spieszymy się czy próbujemy przeforsować swoją rację, a mała mądrala wyskakuje z gadką o tym, że tak nie wolno, bo Tupcio Chrupcio tak zrobił i źle się to skończyło. Na wszystko ma odpowiedź. I jeszcze jak ona to mówi?! Mówi po prostu pięknie. Aż sama czasem nie dowierzam, kiedy użyje nowych, trudnych słów. Rozkładamy ręce, no bo przecież nie powiemy jej, że te mądre (bo tak o nich mówiliśmy) książki kłamią. Pozamiatane. Jajko mądrzejsze od kury.

Czy to jeszcze wyobraźnia, czy potrzebujemy specjalisty?

Dziecko nam gada samo do siebie, do misiów, lalek, z książkami też dyskutuje. Okazuje się, że nawet kawałek patyka może być bohaterem opowieści i odgrywać rolę w zabawie. Jej wyobraźnia działa na najwyższych obrotach! Moja przy okazji też… Bo kiedy jestem w kuchni i dochodzą do mnie dźwięki z jej pokoju, to naprawdę obawiam się, że kiedyś wejdę tam, a pod sufitem zastanę latające maskotki. Słyszę, ale wolę nie widzieć, co się tam wyprawia. A niech ma te zmyślone ludziki i zwierzątka. Niech sobie opowiada niestworzone historie. Na szczęście jeszcze nie jest to groźne 😉 Ale czy inni to zaakceptują?

Ty też oszalejesz na punkcie książek

Tak, tak. Nie myśl sobie, że książki dla dzieci są tylko dla dzieci. Są też dla rodziców. Najpierw nieśmiało wkroczysz w świat dziecięcych opowiadań, a potem przepadniesz! Będziesz szukać konkretnych autorów i ilustratorów, będziesz kupować kolejne części do kolekcji i zachwycać się nowymi przygodami ulubionych bohaterów. Godziny spędzisz przed regałami w księgarniach i na poszukiwaniach perełek w Internecie. Przeczytasz tysiące recenzji i komentarzy innych mam. Będziesz szukać wydarzeń z książkami w tle, przedstawień, wystaw, maskotek itd. Nie uwolnisz się od tego, bo oto książki dla dziecka zawładnęły twoim światem. Ja nie potrafię przejść obojętnie obok księgarni. Ba, nawet specjalnie planuję drogę, żeby zahaczyć o jakąś i móc kupić kolejne książki dla Hanki. Obłęd totalny! Co gorsze, już nawet księgarnia do szczęścia nie jest mi potrzebna. Wystarczy szybki skok do Biedronki, a tam już woła z daleka wielki kosz z książkami… One są wszędzie i kuszą na każdym kroku!

Gdzie są moje piniondze?!

Skoro już ześwirowałaś na punkcie książek dla dzieci, to możesz zapomnieć o nowych butach. Twoje potrzeby schodzą na dalszy plan, bo wizyta w księgarni będzie ważniejsza. Każde wolne pieniądze będziesz wydawać na książki. To jest nałóg, a walka z nim nie ma sensu. Cały czas będzie ci mało. Próbuję to jakoś okiełznać, wiesz? Wybieram się na zakupy i już przed wyjściem patrzę na przepełniony regał z książkami Hanki. Powtarzam sobie bez przerwy w myślach “Izka, dzisiaj nie kupisz żadnej książki”. I to nawet działa przez chwilę. Potem nie wiem jakim cudem, ale przed moimi oczami ukazuje się regał z literaturą dziecięcą i… 5 dych poszło się rypać, bo jak szalona przebieram między dostępnymi pozycjami i szukam perełek. Nie potrafię zachować zdrowego rozsądku.

Wybuduję dom dla książek

Gdzieś to wszystko trzeba pomieścić, więc licz się z tym, że one będą wszędzie! Książki totalnie zawładną przestrzenią wokół ciebie! Półki, regały, szafki, stoły… Wszystko zawalone książkami dziecka! Książkę znajdziesz w kuchni, bo przy śniadaniu trzeba było obejrzeć obrazki. W salonie, bo tam wygodnie. W sypialni, bo to najlepsze miejsce do czytania. Na regale między waszymi książkami zaplącze się jakaś część przygód słonia w kratkę. W pokoju dziecka już w ogóle nie ma miejsca, ale to nie stoi na przeszkodzie, żeby kupić kolejne. A w twojej torebce miauczy Kicia kocia, bo wczoraj byliście u lekarza, więc czekając na wizytę zawsze fajnie poczytać. Książki będą wszędzie, a to przez to, że Twoje dziecko tak bardzo pokocha wspólne czytanie i oglądanie obrazków, że wszędzie będzie je zabierało ze sobą. Wyjście z domu bez choćby malutkiej książeczki będzie niemożliwe.

Ani chwili wytchnienia, tylko czytanie i czytanie…

I wreszcie przechodzimy do najgorszego… Za każdym razem, kiedy usiądziesz na kanapie, żeby choć chwilę odpocząć, usłyszysz “mamusiu, poczytasz mi?”. I co wtedy? Odmówisz? No przecież, że nie. Zdrowy rozsądek i Twój książkowy bzik nie pozwoli Ci odmówić. Usiądziecie pod kocykiem przytuleni, będziecie razem czytać, rozmawiać, śmiać się. Poudajesz raz smoka, a raz tygrysa. Spędzicie po prostu miłe chwile i zbliżycie się do siebie 100 razy bardziej niż podczas jakiejkolwiek innej zabawy. A potem będziesz chciała jeszcze. Bo oto okazuje się, że to jedna z niewielu chwil, kiedy możecie się zatrzymać oboje i cieszyć sobą. Coś okropnego, prawda?To jak, jesteś gotowa, aby zmierzyć się z tymi problemami? Odważysz się na ten poważny krok, który zmieni Wasze życie? Bo wiesz, gdybym mogła cofnąć się w czasie to… bez zastanowienia znów powiedziałabym “dzisiaj poczytamy książeczkę”. Uwielbiam ten czas i biorę na klatę wszystkie zmory z nim związane. No to miłego czytania do snu!