Ta jedna rzecz w macierzyństwie, której nie mogę znieść

19:43 bizimummy 0 Comments


Wiedziałam, że będę kochać bezgranicznie. Byłam gotowa na nieprzespane noce, podwyższony poziom decybeli czy chroniczny brak czasu na cokolwiek. Nie liczyłam na macierzyństwo lukrem ociekające. Mimo to jest jedna rzecz w tych matczynych bojach, której znieść nie potrafię i nie daje mi spokoju. Taka szpila, która czasem wchodzi głęboko i nie pozwala oddychać.


Jestem realistką i nie wierzę w promowane w mediach idealne obrazki życia codziennego. Życie przecież nie jest idealne. Wiedziałam, że będą chwile, kiedy nadmiar słodyczy będzie podsuwał niecne myśli o pożarciu małych stópek. Jednak równowaga w przyrodzie musi być, więc zdawałam sobie sprawę z tego, że czekają nas bunty, histerie i momenty totalnego załamania. Liczyłam się z tym, że będę musiała znieść łzy dziecka i swoje. Byłam na to gotowa, choć ta gotowość często okazuje się niewystarczająca, a natura ludzka tak słaba. Trudno. Wiem, że nie jestem jedyna i każdy ma swoje granice cierpliwości. Pozostaje nam pracować nad sobą. Mimo wszystko na tę jedną rzecz nie mogłam się przygotować. Tego po prostu nie da się zrobić, a niestety to integralna część matczynej miłości. Element, którego nie da się pozbyć. 

To nieznośne uczucie pojawia się już w ciąży. Zaskakuje Cię, bo oto okazuje się, że dziecko, na które czekałaś, nie niesie ze sobą tylko radości. Słyszysz pierwszy raz bicie serca, które będzie w tobie rosło i przez głowę przechodzi tornado myśli, ale ta jedna z nich jest najgorsza, nie daje spokoju. Czy wszystko będzie dobrze? To właśnie od tej chwili do końca życia będzie Ci towarzyszył strach o swoje dzieci. Najpierw między kolejnymi wizytami u lekarza, przy każdym ukłuciu wewnątrz i nieznanym bólu, a potem każdego dnia. Nie da się tego wyzbyć. To naturalne i często paraliżujące. Dla mnie to jest ta najtrudniejsza część macierzyństwa. 

To nie jest tak, że boisz się cały czas. Nie chodzisz roztrzęsiona, bo na pewno stanie się coś złego. Nie asekurujesz dziecka w każdej sytuacji. Nie chuchasz i nie dmuchasz jak na jajko. Przecież nie o to chodzi, żeby snuć wiecznie czarne scenariusze i być przewrażliwioną na każdym punkcie. Są jednak sytuacje, kiedy nachodzi Cię ten nieproszony gość i burzy spokój. Bo to właśnie strach z miłości sprawia, że budzisz się rano, przykładasz rękę do brzucha i niecierpliwie czekasz na ruch dziecka. Dalej mały, daj znać, że jest dobrze. Odpowiedział i możesz odetchnąć. Uważnie słuchasz i analizujesz każde słowo swojego lekarza. Byle tylko za każdym razem usłyszeć, że jest w porządku. Ciąża to jeden z niewielu momentów, kiedy tak dokładnie wsłuchujesz się w swój organizm. Wtedy nie mówi on tylko za Ciebie, ale też za dziecko. 

Jednak najgorsze zaczyna się po 9 miesiącach, kiedy jesteście razem. Od tej pory już zawsze będziesz w nocy czuwać, a każdy płacz będzie zrywał Cię na równe nogi. Potrafię usłyszeć jęknięcie dziecka, dobiegające z innego pokoju, zza dwóch par drzwi. Gdyby było dalej, dam sobie rękę odciąć, że usłyszałabym. Ty pewnie też. My tak po prostu mamy. To strach sprawia, że zwykłe przeziębienie spędza ci sen z powiek i dziesiąty raz wstajesz do dziecka duszącego się przez kaszel, oklepujesz plecy, podajesz leki, utulasz znowu do snu, a w środku rozrywa Ci serce, bo wiesz, że nic więcej nie możesz zrobić, kiedy miłość twojego życia tak się męczy. Błahostka, to tylko przeziębienie, ale boisz się. W takich chwilach tylko moje ramiona wydają mi się odpowiednim miejscem dla niej. Tylko tyle mogę. Ten sam strach sprawia, że kiedy widzisz kolejną informację o ciężko chorym dziecku czy innej rodzinnej tragedii, jedyne co chcesz zrobić, to bardzo mocno przytulić własną pociechę i przez myśl przemyka ci zaklęcie "żeby nigdy nas to nie spotkało". Rzucasz w przestrzeń podziękowania za to, że jest dobrze i błagasz, żeby tak zostało. Oby ktoś usłyszał.

Dostrzegam jedyny pozytyw tego stanu. Strach nadaje nam pewną niesamowitą moc. Mamy szósty zmysł, intuicję, instynkt. Nazwij to, jak chcesz. Doskonale wiemy, kiedy coś jest nie tak i potrafimy walczyć niczym lwice o swoje racje. Nie damy się zbyć, tylko będziemy drążyć, bo gdzieś wewnętrznie czujemy, że coś się dzieje niedobrego. Dla dobra dziecka, dla odrobiny spokoju ducha zrobimy wszystko i nikt nas nie powstrzyma. To my w chwilach grozy jesteśmy zdolne do niewiarygodnych czynów. To matki potrafią unieść ogromne pnie drzew, przetoczyć samochód, oddać i zdobyć wszystko, by zapewnić dziecku przetrwanie. Nic na świecie nie motywuje nas tak bardzo do działania, jak własne dziecko i strach o nie.

Kochamy, więc boimy się. Z jednej strony jest to zupełnie naturalne, a z drugiej tak trudne do przyjęcia. Oby w każdym przypadku strach miał tylko wielkie oczy. Żebyśmy nigdy nie musiały potwierdzać tej nadludzkiej mocy. Przyznam, że dopiero macierzyństwo uświadomiło mi, jak ważne jest zdrowie. Nic bardziej kruchego nie ma na świecie i o nic bardziej się nie boję.



Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: