Jak długo należy karmić dziecko? Ta odpowiedź może Ci się nie spodobać...

19:36 bizimummy 0 Comments



Jednym ze sporów, wydawać by się mogło nie do rozwiązania, jest dylemat, jak długo należy karmić dziecko. Jak w każdej bitwie mam na “ja wiem lepiej” tworzą się różne obozy, które wierzą w swoją rację. I tak raz pada oskarżenie, że to zdecydowanie za krótko, że zaleca się dłużej itd. A kolejnym razem słychać oburzenie, że to już za długo i wieje patologią. I kto tu ma rację?


Jakby nie było, dziecko jeść musi. A co będzie jadło, to już Twoja brocha. Owszem są zalecenia, są określone ramy czasowe na wprowadzanie pewnych rzeczy, ale nie ukrywajmy, że w dużej mierze to zależy od Ciebie. Jak długo natomiast dziecko powinno być karmione? No ta odpowiedź może wprawić Cię w osłupienie, ale ja to bardzo dokładnie przemyślałam i z tych rozmyślań wyszło mi takie przewrotne twierdzenie. Bo w tym całym karmieniu skupiamy się tylko na cyckach czy mlekach modyfikowanych. A co potem? Idź na polowanie i radź sobie sam? No nie. Biorąc pod uwagę to, że nasze dzieci zawsze będą przecież dziećmi bez względu na wiek, to… należy je karmić do końca życia! I tu mamy wszystkożernych istot załamały ręce, bo ile można, jak to zjada nawet światło z lodówki i taniej ubrać dziecię niż żywić. Za to jest nadzieja dla mam przysłowiowych niejadków. Może jeszcze uda się przekonać dziecia do łyżki zupy.

Ale jak to, zapytasz. To one nigdy nie będą samodzielne? Nigdy się nie wyprowadzą i nie zaczną żyć na własny rachunek? Spokojnie, przyjdzie czas, że młodzież zacznie traktować dom jak hotel, a Tobie będzie doskwierać cisza, za którą teraz tak tęsknisz. Tego nie unikniesz. Wyprowadzą się (choć zdarzają się przypadki uczepione maminej spódnicy) i będziesz miała chwilę spokoju, aż zaczną Ci podrzucać wnuki. Mimo wszystko wiek czy to, że nie mieszkacie już razem, nie decyduje o zaprzestaniu karmienia dzieciątka swojego. Na dowód tego przedstawiam Ci opracowaną przeze mnie teorię 5 etapów karmienia dziecka. Niestety przez wszystkie etapy przejdzie każda z nas...

5 etapów karmienia dziecka


1. Mleczna kraina


Pierwszy fantastyczny lub totalnie przerąbany etap, kiedy to młoda matka zderza się z rzeczywistością. Miało być tak pięknie, łatwo i mlecznie, a tymczasem sutki krwawią i piersi już jakby nie są jej własnością. I tu następuje chwila załamania. Padają ostre teksty w kierunku męża “jedź i kup mleko!”. Pojawiają się wyrzuty sumienia potęgowane przez inne mamy, bo to najgorsze, co mogłaś zrobić, niszczysz więź i takie tam. Można się do tego przyzwyczaić i olać. Są też szczęściary, dla których to rzeczywiście normalne, naturalne i bezproblemowe. Fajnie, że są. Butelką, piersią, strzykawką czy innymi wynalazkami tak się karmią dniami i nocami i jakoś przelewa się ten biały płyn przez ich życie. Często ląduje na matczynej bluzce, zasycha i udaje naturalną ozdobę. Tak miało być.

2. Podłoga w pięciu smakach


Po kilku miesiącach matka wraz z dziecięciem wchodzi w cudowny okres wiecznego popylania z mopem i papierowymi ręcznikami. No i tu mamy kolejny powód do wojny, bo kiedy niby ma to nastąpić? Zalecenia mówią jedno, cyferki na słoiczkach drugie, lekarz trzecie, a jeszcze babcia czwarte, bo przecież jej dzieci dostawały kotleta do ręki i żyją. Pamiętaj, że tak czy siak, na pewno postąpisz źle :) Wracając do tematu… Jeśli matka ma psa, to jest farciarą, a pies ma wyjątkowo bogatą dietę. Bez psa sorry Gregory i na kolana, bo oto zaczyna się etap plucia, babrania i wyrzucania wszystkiego z krzesełkowej tacki. Jedyne co możesz zrobić, to uzbroić się w cierpliwość, zapas płynów i ręczników lub mokre chusteczki, które nadają się do wszystkiego. Dobrym rozwiązaniem jest również ofoliowanie wszystkiego łącznie z sufitem i psem i po każdym posiłku wywalanie umazanej folii. Jak wolisz.

3. Zje albo nie zje. Oto jest pytanie


To jak do tej pory najbardziej stresujący etap, na którym właśnie utknęliśmy. Rozpoczyna się zwykle około drugiego roku życia dziecka i trwa przez kolejne kilkanaście lat. Charakteryzuje się przede wszystkim tym, że matka stoi przy garach, wymyśla, wycina domki z kanapeczek, szuka przepisów na kolorowe i wartościowe dania z nadzieją, że tym razem małolat chociaż skubnie odrobinkę, a on w podzięce spojrzy krzywo, mlaśnie, odsunie talerz i powie “nie lubię tego”. Tu zwykle wywiązuje się bezsensowna rozmowa, że skąd wie, że nie lubi, skoro jeszcze nie spróbował itd. To nigdy skutku nie przynosi, bo przecież jak młode się uprze, to koniec tematu i pozamiatane. Możesz sama się nacieszyć tymi domkami. W końcu masz dość i następnego dnia powtarzasz czynność, i następnego, i następnego… Nic się nie zmienia. Czasem zdarzy się, że dziecko wpakuje do paszczy jakiś nowy pokarm. Prawdopodobnie to tylko błąd systemu, ale euforia matki jest tak ogromna, jakby zdobyło złoto na olimpiadzie. Jest też druga strona medalu na tym etapie, która tym biednym matkom wydaje się cudowną, nieistniejącą krainą. Taka jedzeniowa utopia. Otóż są mamy, których dzieci jedzą wszystko! Rozumiesz? WSZYSTKO! I w każdych ilościach. Ja nie wiem, jak to jest, więc dalej nie będę się rozpisywać. Moje za to śpi całą noc, a nie można mieć przecież wszystkiego.

4. Domowy hotel i restauracja


Etap rozpoczynający się w wieku nastoletnim, kiedy starzy ględzą bez sensu, świat jest beznadziejny, szkoła do dupy i tylko rówieśnicy rozumieją ból latorośli. Wszystko poza domem jest ciekawsze, szczególnie znajomi, dlatego dziecko zaczyna zaglądać do domu okazjonalnie. Będziesz mogła je zobaczyć mniej więcej w porze obiadowej, kiedy wpadnie na kwadrat po lekcjach i na dzień dobry usłyszysz “co na obiad?”, a chwilę potem “znowuuu?”. Jednak to nie jest czas na wybrzydzanie. Liczy się szybkość jedzenia, bo za rogiem czekają Anka z Matim, który buja się w Twojej córce. Ten stan utrzyma się już w zasadzie do czasu wyprowadzki z domu. Może na studia?

5. Wpadli, zeżarli, w pudełkach zabrali


Wyprowadzka, tragiczne łzy stęsknionej matki wylane pierwszej nocy, zaglądanie co 5 minut do pustego pokoju i powstrzymywanie się przed ponownym wybraniem numeru dziecka w telefonie dwudziesty raz tego samego dnia, to jeszcze nie koniec przygody z karmieniem. Otóż teraz rozpoczyna się etap zapraszania na weekendowe obiadki, kiedy zaczniesz serwować 2 zupy, 5 rodzajów mięs i 3 różne domowe ciasta. Przecież zawsze tak gotowałaś ;) A biedny student z przyjemnością wpadnie, spałaszuje i zabierze ze sobą wałówkę na kolejny tydzień. Dlatego będąc na zakupach, zawsze z zaciekawieniem będziesz spoglądać na promocję na plastikowe pudełka. Z czasem zacznie przyprowadzać ze sobą osobę towarzyszącą, a potem własne dzieci do wykarmienia.

Jak sama widzisz, nie ma zmiłuj. Tak droga matko, będziesz karmić do końca swego życia czy tego chcesz, czy nie. Dlatego nie skupiaj się bez sensu tylko na tych pierwszych miesiącach. Nie pluj sobie w brodę, że zakończyłaś szybko karmić piersią. Nie tłumacz się, że nie było pokarmu czy coś tam. Nie daj sobie też wmówić, że robisz to stanowczo za długo. Nikt Wam tych chwil nie odda. Przecież to i tak tylko ułamek z naszego życia. Pomyśl długofalowo, bo wszystkie, tak czy inaczej, będziemy tkwić w garach przez dłuuuugie lata.



Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: