Wygląda jak typowa matka... Zanim tak pomyślisz o kimś, przeczytaj ten tekst

20:00 bizimummy 0 Comments


Tak już się utarło, że matka polka (choć pewnie ten stereotyp funkcjonuje na całym świecie) nie wygląda dobrze. Nie wiem, skąd w ogóle to twierdzenie, bo w każdej grupie społecznej znajdą się ludzie, którzy nie wyglądają dobrze, no ale zmierzmy się z tym. Co zazwyczaj mówi się o matkach? Wybacz, ale przytoczę tu kilka nieprzyjemnych określeń, których nienawidzę - rozlazła, wymemłana, nieogarnięta. Jak jakaś odbiega od tego kanonu, to z pewnością tylko dlatego, że ma kupę kasy, sama nie zajmuje się dzieckiem, bo na pewno robią to nianie, w ogóle wątpliwe jest to, czy urodziła, bo za szczupła po porodzie i za mało tej rozlazłości w niej. Tak źle i tak niedobrze.


Można rzec, że te przeciętne mają lepiej, bo w ich przypadku ludzie myślą “phi… nic nadzwyczajnego” i mają spokój. Choć nie do końca potrafię zidentyfikować przeciętność. Zawiść ludzka nie zna granic i nie da się wszystkim dogodzić. Zresztą w kwestii wyglądu to nie komuś mamy robić dobrze, tylko sobie. Ot co! Rada zatem jest tylko jedna - olać najlepiej ciepłym moczem. Bo to my mamy czuć się dobrze we własnej skórze. Bo to my musimy uporać się wewnętrznie, przeboleć i opłakać zmiany, które zaszły w naszych ciałach podczas ciąży. Jednym to pasuje, innym nie. Każda patrzy na siebie inaczej i co innego w głowie jej siedzi. Fajne są te umięśnione pupy i te bardziej okrągłe. Jeszcze fajniejsze są ciuchy, które coś zasłonią, a co innego wyeksponują.

No i tu pojawia się kolejny dramat, bo jak matka powinna się ubrać? Kompletnie nie mam o tym pojęcia! Czy istnieje jakiś podręcznik mody dla mam? Bo mam wrażenie, że ta życiowa rola definiuje każdy obszar naszego jestestwa. Jak się ubierać, jak wyglądać, co jeść, co czytać, czym jeździć i jak się zachowywać. I te wszystkie elementy składają się na “typową matkę”. Podam Ci konkretne przykłady. Ja akurat nie czuję się w wyzywających kreacjach, ale mama, która odsłoni trochę więcej uda i nie daj buk, ma zrobione paznokcie, to zdzira, a jej dziecku należy współczuć. Tatuaże - patologia, z dziecka nie wyrośnie nic dobrego. Musztardowy golf - zakonnica, dzieciak pewnie bez różańca spać nie chodzi. Jeansy i koszulka - zbyt normalna, na bank leją dzieciaka. I tak długo można jeszcze wymieniać. O każdym mamy coś do powiedzenia, a mama mówiła, nie oceniaj książki po okładce. Skoro każda opcja jest zła, to jak byłoby dobrze?

Tak czy inaczej, w tym wszystkim jest jeden bardzo zabawny aspekt. Jeśli ktoś jest znany, to więcej mu wolno. Bo jak taka celebrytka wyjdzie na spacer z dzieckiem i potem widzisz jej zdjęcie na fejsbuku, to wszystko jest ok, jeśli ona ma na sobie szare spodnie dresowe, różową bluzę, buty sportowe, włosy bez ładu i składu zawinięte w rozjechany koczek. To wręcz takie modne i już dziewczyny lecą szukać tego ekskluzywnego dresu, a w sieci pojawiają się tutoriale, jak zawinąć sobie takiego niedbałego koczka. Mój koczek raczej przypomina koziego bobka bezwiednie zwisającego na czubku głowy, dres niby podobny, ale jednak niemodny i nikt się mną nie zachwyca na osiedlowych uliczkach. Na mnie wtedy patrzą jak na tą typową matkę. Rozmemłana, nie ma nawet czasu, żeby porządnie się ubrać. Tylko wiesz, jaka jest prawda? Że mnie to w ogóle nie obchodzi i Ciebie też nie powinno. Bo mi jest dobrze ze sobą w każdej wersji - dresowej, eleganckiej, codziennej, sportowej, na szpilkach i w kaloszach, z tapetą i bez niej. Ja nie mam z tym problemu. Wyglądam zawsze stosownie do okazji.

Nie lubię też tego straszenia, że po urodzeniu dziecka świat się kończy i na nic już nie ma czasu. Że obrzygane ciuchy lub z innymi niezidentyfikowanymi plamami to codzienność. Bywa ciężko na początku, ale z czasem można się zorganizować. Nie róbmy z siebie typowych matek tak wewnętrznie, co to ubolewają nad swoim tragicznym losem. Cieszmy się macierzyństwem a czy to w dresie, czy w szpilkach, to już Twój wybór. Ja za to powiem Ci jedno:

Jeśli kolejny dzień mam włosy związane w kitkę, to dlatego, że tak mi wygodnie i dobrze się czuję, a nie dlatego, że jestem mamą i pewnie nie mam czasu się uczesać.

Jeśli nie mam pomalowanych paznokci to dlatego, że nie lubię ich malować, a nie dlatego, że lakier mi zszedł po całym dniu stania przy garach i myciu podłogi na kolanach.

Jeśli widzisz mnie w sklepie i mam na sobie dres, to dlatego, że jest mi w nim dzisiaj cholernie wygodnie i prawdopodobnie zaraz będę szaleć na placu zabaw z dzieckiem, a nie dlatego, że po porodzie w mojej szafie są tylko ciuchy “po domu”.

Jeśli nie jestem pomalowana, to dlatego, że nie mam kompleksów, lubię swoją twarz, a dzisiaj moim makijażem są rozjaśniające buziaki córki, a nie dlatego, że przez bycie mamą przestałam dbać o siebie.

Bycie mamą nie ma z tym nic wspólnego. To po prostu ja. Dzisiaj w dresie i z kitką, jutro w kiecce z czerwonymi ustami. 


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: