Hej dziewczyno! Pamiętaj, że nigdy nie będziesz gorszą mamą i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej

19:27 bizimummy 0 Comments



Kompletnie nie ma dla mnie znaczenia, jak rodziłaś i jak karmiłaś. Nie obchodzi mnie czy bujałaś na rękach do snu, bo tego potrzebowało Twoje dziecko, czy mogłaś je spokojnie odłożyć do łóżeczka. Naprawdę nie interesuje mnie to, ile razy w tygodniu pozwalasz maluchowi zjeść coś słodkiego i ile razy włączysz mu bajkę, żeby mieć choć odrobinę spokoju. Zachowaj to dla siebie, usiądź i przeczytaj, co chcę Ci powiedzieć.




Żadna z nas nie jest idealna. Żadna z nas nie ma czystego sumienia i w każdym domu znajdziesz jakieś trupy w szafie. Mniejsze lub większe grzeszki popełniamy codziennie i wiesz, jak to się nazywa? Normalność. Tak właśnie, bo przecież żadna z nas nie sięga po przemocowe rozwiązania. Dbamy o dom wypełniony miłością, a to, że czasem dochodzimy do ściany, w którą walimy głową bez większego skutku, to nic. To takie ludzkie. Bo mamy swoje granice fizyczny i psychiczne, a kolejna nieprzespana noc czy dziesiąty z rzędu dzień ze zbuntowanym dzieciem nie ułatwiają nam funkcjonowania. Każda z nas radzi sobie z tym lepiej lub gorzej, ale staramy się. Bo kto jak nie my.

Czasem pękamy. Zamknięte w małej łazience w bloku, odkręcamy kran, żeby tylko coś szumiało i zagłuszało ciche łkanie. Chwila, parę minut, jeszcze tylko trzeba wytrzeć twarz i można dalej walczyć z codziennością. Sprzątniemy obiad wyrzucony przez dziecko na podłogę i do boju. Kto by się przejmował tym obiadem, powiesz? Zapewne każda mama, która odchodzi od zmysłów, bo dziecko nie chce nic jeść, wymyśla, stoi przy garach i znowu wszystko może o kant dupy rozbić. Kto nie zaznał tego dramatu, nie zrozumie. W macierzyństwie skala problemów odbiega od stanu przed ciążą, ale i skala radości jest zupełnie inna. A na szczęście po każdej burzy wychodzi słońce. Jest, przetrwałyśmy najgorsze i teraz będzie tylko lepiej.

To, co dzieje się w domu, raczej w tych czterech ścianach pozostanie. Pozbierasz się i będzie ok. Ale są też miejsca, w których pewnie uważasz na każdy ruch i słowo. Czy to realnie, czy wirtualnie możesz dowiedzieć się, że jesteś kiepską mamą, bo robisz coś źle. Ba nawet nie musisz robić źle, ale po prostu inaczej niż gros matron uważa za słuszne. Bo moja racja jest najmojsza i jeśli ja urodziłam naturalnie, bez znieczulenia, w imię matczynej męki, to jest to jedyny dobry sposób. Precz z zastrzykami, gazem i kroplówkami. To wszystko jest dla słabych! Bo macierzyństwo zaczyna się już podczas porodu i tu nie można iść na łatwiznę. Poród to krew, pot, łzy i 135341 godzin parcia, a nie jakaś tam cesarka. To w ogóle nie czyni kobiety matką.

Fanatyków z każdej strony jest wielu i w ogóle nie ma sensu wdawanie się w dyskusję. Dlatego droga koleżanko, pozwolisz, że tak się zwrócę do Ciebie, nigdy nie daj sobie wmówić, że cokolwiek, co robisz, czyni Cię gorszą mamą. Codziennie walczysz i tylko Ty wiesz, ile ta walka Cię kosztuje. Tylko Ty wiesz, ile nocy zarwałaś, ile łez wylałaś i ile trudnych sytuacji przetrwałaś. Nikt nie ma prawa oceniać tego, co robisz, a przecież starasz się robić wszystko najlepiej, jak potrafisz. Nie daj sobie wmówić, że jeszcze gówno wiesz o życiu i byciu mamą, bo komuś wydaje się, że ma w tej kwestii większe kompetencje. Na jakiej podstawie? Bo Ty masz jedno dziecko, a ktoś inny troje? Bo Ty miałaś cesarkę, a ona urodziła naturalnie? Bo Ty posłałaś malucha do żłobka, a ona przykładnie zrezygnowała z pracy i kolejne 2 lata spędzi w domu? Żadne z powyższych nie upoważnia do wystawiania ocen. Bo różnic jest między nami wiele, ale też bardzo dużo nas jako mamy łączy. Na przykład to:

Wierzę, że jedno dziecko może dać sto razy bardziej w kość niż cała gromada spokojnych szkrabów. Za to kolejnego dnia to jedno będzie aniołem, a gromada nie da żyć. Mimo wszystko ani bez tego jednego, ani bez całej ferajny rodzice nie mogą żyć.

Wierzę, że ból po cesarce może być milion razy gorszy od bólu podczas porodu naturalnego. Za to dziecko urodzone w obojętnie jaki sposób będzie najmocniej na świecie kochane przez swoich rodziców.

Wierzę, że podanie butelki może być tak samo trudne, jak przystawienie dziecka do piersi. Jedno i drugie związane z ogromnymi emocjami, często podszyte płaczem. Za to w obu przypadkach najważniejsze okazuje się dobro dziecka i mamy.

Wierzę, że powrót do pracy i pozostawienie dziecka pod czyjąś opieką może być jednym z największych wyzwań dla mamy. Tak jak dla innej porzucenie pracy na rzecz domu i dzieci. Każda dokonuje wyboru sama, a czasem wyboru nie ma żadnego.

Wierzę też, że żadna z nas specjalnie nie robi źle. Słuchamy intuicji, lekarzy, którzy nie zawsze mają rację, Internetu, który często serwuje bzdury, starszych osób, pokładając nadzieję w ich doświadczeniu. Mimo wszystko dostęp do wiedzy mamy dzisiaj taki sam i tylko od nas zależy, czy będziemy ją pogłębiać, czy obstawać przy swoim. Z zamkniętym umysłem nie warto rozmawiać.

Czy jest w takim razie sens dyskutowania, kto ma gorzej, a kto lepiej? Czy powinnyśmy sobie wytykać wszystko na każdym kroku? Czy coś czyni mnie gorszą matką a Ciebie lepszą? Nie! Zarówno dla mnie, jak i dla Ciebie nasze dzieci i ich dobro są najważniejsze na świecie. Ja robię swoje, żeby spać spokojnie i mieć świadomość, że nie szkodzę. Ty rób, jak uważasz. Nie moja brocha. To Ty i Twoje dziecko macie się czuć dobrze, a nie ja.

Wystarczyłoby spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa i wykazać się odrobiną empatii, a świat byłby naprawdę lepszy. Przynajmniej ten nasz świat mam. Bo ktoś może postępować zupełnie inaczej, ale to nie jest powód do wytykania błędów. To, że urodziłam dziecko, nie daje automatycznie nikomu prawa do oceniania mnie i to jeszcze po pozorach, kilku zdaniach. Pamiętaj zatem dziewczyno, jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieci i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.



Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: