Mam to w d...! Od dzisiaj nie będę kochaną mamusią

19:40 bizimummy 0 Comments

Miarka się przebrała. Pas, koniec, finito. Ile można, ja się pytam?! Ile można po dobroci? Jak z cholernym jajkiem? O nieee moja droga. Ja się buntuję! Tupię nogą. Nie zgadzam się! Nie godzę się na takie traktowanie, na to całe skakanie wokół niej. Ja też mam swoją godność.


To zaczyna się już od samego rana. Najpierw na paluszkach wchodzę do komnaty księżniczki, a po drodze modlę się, żeby jaśnie pani wstała dzisiaj w dobrym humorze. Może się zlituje? Może nie wpadnie w szał na dzień dobry? Istna loteria, a jej uśmiech po przebudzenia jest jak wygrana w totka. Ok, byle przeżyć poranek bez większej afery. Ulubiony zestaw na śniadanie powinien załatwić sprawę. Och, to już nie jest ulubione danie panienki? A skąd ja mam to do cholery wiedzieć?! Wczoraj wciągnęła z dokładką, aż jej się uszy trzęsły. Dzisiaj foch nad fochami.

Potem jeszcze większa przeprawa, bo trzeba się ubrać. I co z tego, że dzień wcześniej wisiałam przed szafą i wybierałam razem z nią zestaw fatałaszków. Toż to kobieta zmienną jest, a dziecko?! Przy dziecku nic nie jest stałe. Nigdy nic nie bierz za pewnik. Bo wczoraj wszystko grało, a dzisiaj ta bluzka w kwiatki doprowadza do spazmów. A proszę bardzo, rzucaj się na podłogę w rozpaczy. W sumie ciekawe gdzie, jak tu tylko nasrać wystarczy na środku i będzie piękny kolaż. O nie! Czy ja raczyłam zwrócić uwagę milady na panujący bałagan w komnacie? Przepraszam najmocniej! To niewybaczalny błąd. Tak, ja wiem, że ONA NIE BĘDZIE SPRZĄTAĆ! TO SĄ JEJ RZECZY! I w ogóle to ONA JEST TAKA ZMĘCZONA! I znowu ryk.

Taka godzinna afera z rana jak śmietana. Mówię Ci. Masz zapewniony trening cardio, siłowy i medytację pomiędzy kolejnymi wybuchami. Energia na cały poranek. I jak już w końcu uda mi się ją zaciągnąć do samochodu, cała czerwona od wysiłku i nerwów zszarganych pieprznę tymi drzwiami i w drodze na miejsce kierowcy wymruczę pod nosem całą serię pań lekkich obyczajów i ich opiekunów, wsiadam, uspokajam się i myślę, że teraz już będzie lepiej. Po drodze serwuję umoralniającą pogadankę, że przecież tak nie chcemy, że możemy inaczej, że po co się wkurzać. Wygląda, jakby kumała. Nawet pokiwa głową i powie coś mądrego. Ok, chyba dotarło. Jest nadzieja.

Niby nadzieja umiera ostatnia, ale przy dziecku już po 15 wyciąga nogi do przodu, kiedy to wpadam do przedszkola odebrać to moje małe, słodkie, co to rano tak mnie wkurzyło, ale już nie pamiętam szczegółów, bo teraz będzie miłość wielka. I w tej chwili miłość poszła się rypać, bo na przywitanie słyszę “Nieeee chcę do domu. Nie chcę kurtki. Nie idę tędy. Nie! Nie! Nie!”. Matko, oddychaj. Jesteś oazą spokoju. Kwiatem lotosu na zajebiście spokojnej tafli jeziora. Nic się nie dzieje i nikogo nie zamordujesz. Grrr i tak już do wieczora z krótkimi przerwami na odrobinę normalności, kiedy to co chwilę burknę coś pod nosem w stylu “Co ci przeszkadzało w życiu bez dzieci?”.

Właśnie w takie dni potrzebny mi wehikuł czasu, który przeniesie nas o parę godzin do przodu i ona pójdzie spać. Bo kiedy to już cudownie następuje, padam jak wór z trocinami na kanapę i myślę sobie, że po cholerę ja się w ogóle przejmuję? Starasz się, z siebie wychodzisz, żeby ten mały troll był zadowolony. Wiecznie jej potrzeby ponad wszystkimi. Wiecznie jej humorki najważniejsze. Byle nie urazić księżniczki. Byle się nie zezłościło słoneczko kochane. Chodzisz na paluszkach, wycofujesz w krytycznych sytuacjach. A co to do cholery smok wawelski, którego nie można drażnić? Zje mnie? Ogniem z paszczy potraktuje? Na litość boską to terror!

I wtedy z ust przez zaciśnięte zęby wypływa mocne postanowienie. Koniec z czułymi słówkami i przytulaskami. Koniec z kochaną mamunią, która zawsze jest obok i wszystko rzuci, żeby cały czas być. Koniec z niespodziankami, prezencikami i tym wszystkim, co wiecznie robię, żeby sprawić jej przyjemność. Basta! Nie zgadzam się na takie traktowanie. Nie zgadzam się na równanie z ziemią każdego mojego pomysłu na lepszy dzień. Nie będę tolerować wiecznego wyprowadzania mnie z równowagi. Zresztą z czego? 3 lata temu zapomniałam, co to spokój i równowaga! Ale teraz to się zmieni. Wracam do władzy. Nie będzie mi tu trzylatek dyktował warunków. Nie będzie mi ustawiał całego dnia i życia. Nie będzie mi włazić na głowę i robić, co jej się żywnie podoba.

Będę strajkować! Nie poddam się dziecięcemu terrorowi! Będę twarda jak jej klocki pod moimi stopami. I to od jutra, jak tylko się wyśpię i nabiorę mocy. Dzisiaj nie ma już co, bo śpi. A tymczasem chodź kochanie, przytulę cię mocno. Utulę, ucałuję, przykryję i wstanę w nocy za każdym razem, kiedy będziesz mnie potrzebowała. A jutro pewnie zapomnę o dzisiaj. Jutro pewnie wstaniesz uśmiechnięta i wszystko będzie dobrze. Matczyne przekleństwo.



Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: