Słuchaj i podążaj za swoim dzieckiem. Historia o nieudanym seansie w kinie

19:32 bizimummy 0 Comments




Z przyjemnością głosimy i potwierdzamy tezę, że każde dziecko jest inne. Jestem taką fajną mamą, że wiem, że dzieci są różne, a co. Ktoś rzuca kąśliwą uwagę w stronę mojego dziecka czy sposobu, w jaki się nim zajmuję, od razu usłyszy, że ma się odczepić, bo przecież każde dziecko jest jedyne w swoim rodzaju i to, co sprawdza się przy jednym, przy drugim może być totalną klapą. Cóż, okazuje się, że w grupie lepiej, żeby dziecko nie odstawało, bo my sami czujemy się z tym niekomfortowo i bardzo szybko zapominamy o tej życiowej prawdzie.


Sytuacja z życia wzięta. Wybraliśmy się rodzinnie w weekend do kina. Bajka wybrana, bilety kupione. Idziemy! Będzie super. Poranny seans w niedzielę nie przyciągnął tłumów. I dobrze. Kilka rodzin rozsiadło się w różnych częściach sali i każdy w spokoju może oglądać film. Wśród widzów były dzieciaki w różnym wieku - nasza trzylatka, starsze przedszkolaki i uczniowie podstawówki. Hanka to rasowy pochłaniacz bajek, więc wiedzieliśmy, że będzie zachwycona. Coś jednak zepsuło nam i pewnie pozostałym kinomanom seans. Szkoda, bo w tym wszystkim najbardziej żal było mi chłopca, którego tata nie chciał wysłuchać. A można było tego uniknąć.

Światła zgasły, reklamy przeleciały i rozpoczął się film. Już po paru minutach na oko czteroletni chłopiec zaczął wyrażać swoje negatywne emocje związane z miejscem i seansem. W jego głosie było słychać strach. Prawie płacząc, powtarzał, że on nie chce, że chce do mamy. Ja się wcale nie dziwię. Ciemna sala, wielki ekran z mrugającymi obrazami, głośne dźwięki. Dla dziecka to naprawdę może być za wiele. Zresztą znam nawet dorosłych, którzy z tego powodu nie przepadają za kinem i po prostu tam nie chodzą. Nie każdemu musi to przecież odpowiadać. Niestety do taty chłopca to nie docierało. W kółko powtarzał, że przecież nic się nie dzieje, że jest ok i w ogóle dziecko nie przesadzaj. Po takich tekstach chłopiec milkł na 10 minut, a potem znowu zaczynała się panika. Każdy kolejny raz, kiedy tata niby uspokajał syna, był coraz bardziej dramatyczny, a w głosie mężczyzny słychać było nutkę zażenowania. No bo to lipa straszna, że inne dzieci siedzą i oglądają, a jego syn robi cyrk na sali, co?

Atmosfera robiła się coraz bardziej nerwowa. Osoby z kolejnych rzędów przed nami zaczęły się odwracać do tyłu i rzucać nieprzyjemne spojrzenia. Cóż, ktoś im przeszkadzał w oglądaniu filmu. Dla nas to też było męczące, bo w połowie filmu panika udzieliła się Hani… Nikt chyba nie czuł się tam dobrze, ale jakoś wszyscy dotarliśmy do końca filmu i z ulgą ujrzeliśmy napisy końcowe. Przyjemności w tym z pewnością nie było.

Co tata mógł zrobić?


Dla jasności zaznaczę, że nie chodzi tu o wylewanie hejtu na tego tatę. To tylko przestroga i przykład, na którym możemy się czegoś nauczyć. Bo co mógł zrobić? Przede wszystkim mógł wysłuchać syna. Co z tego, że inni siedzą i oglądają. Skoro moje dziecko nie czuję się komfortowo i jasno to komunikuje, to nie bagatelizuję problemu, tylko działam. To jasne, że dziecko może się czegoś bać. Ba, wielokrotnie zdarzało się, że coś, co nam wydawało się super odjechaną rozrywką, dla młodej było przerażające, bo tłum, hałas itd. No bywa. Bez względu na to, czy to kino, restauracja, bawialnia czy jakiekolwiek inne miejsce po prostu wychodziliśmy i rozmawialiśmy w spokoju. Najmniej w takiej sytuacji interesuje mnie to, co ktoś sobie o nas myśli. W zasadzie to też z myślą o innych tak robimy, bo szanuję to, że ktoś chce mieć spokój, zapłacił za bilet czy posiłek. Nie musi słuchać problemów mojego dziecka. Sala kinowa przecież nie jest zamknięta na 4 spusty. Z tego wszystkiego Skiba musiał wyjść z Hanią na parę minut, po czym spokojnie mogli wrócić i dokończyć oglądanie filmu. Dlaczego tata chłopca tego nie zrobił? Nie wiem, ale to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż dziecko krzyczące w nocy przez koszmary i wkurzeni ludzie, którzy gratis do biletu dostali jęki i płacz. Tak niewiele wystarczyło, żeby wszyscy czuli się dobrze na tej sali. Może po spokojnej rozmowie na zewnątrz, chłopiec z uśmiechem wróciłby na salę. W takich sytuacjach nie możemy przejmować się tym, że inni patrzą i to wstyd tak wyjść. A niech sobie patrzą. Jak mi się impreza nie podoba, to też wychodzę.

Drugą przykrą kwestią jest bagatelizowanie strachu dziecka. Daj spokój, nic się nie dzieje. Skoro się boi, to się dzieje. Wiecie, ja też boję się różnych rzeczy, np. pająków. To moja fobia, z którą jakoś muszę żyć. Zdarzało się kiedyś, że chłopcy machali mi pająkiem przed twarzą, bo to takie śmieszne, że się boję. Wiecie, jak to się kończyło? Okropnym wybuchem złości, wrzaskami, a raz nawet strzałem w zęby. No nikt nie będzie się śmiał z mojego strachu. A skoro własne emocje traktuję poważnie, to równie poważnie patrzę na dziecko i to, jak się ono czuje. Czy jeśli dam znać maluchowi, że jego emocje nie są istotne, bo w moim mniemaniu nic się nie dzieje, to będzie ok? Nie! Zupełnie inaczej patrzymy na tę samą sytuację i muszę to wziąć pod uwagę.

Wracam do tego wspaniałego zdania - każde dziecko jest inne. Jest, tak jak i my, dorośli. Dlatego szanujmy je, tak jak wymagamy szacunku wobec siebie. Słuchajmy, tak jak chcemy, żeby nas słuchano. Wspierajmy tak, jak sami tego potrzebujemy. Jesteśmy tacy sami! Jedyne co nas różni, to skala problemów. One są po prostu adekwatne do wieku. Ja przejmuje się sprzeczką z partnerem, bo nie chciał mnie wysłuchać i jest mi przykro z tego powodu. Dziecko przejmuje się tym, że tata zignorował jego problem i jest mu równie przykro. Nie ma tu żadnej różnicy. Pal licho te 20 zł za bilet do kina. Jeśli jest taka konieczność, to wychodzicie i nie wracacie. W końcu to ma być rozrywka dla Was wszystkich, a nie trauma dla dziecka.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: