Nagłe otrzeźwienie w ciąży, czyli "O kur..., w co ja się wpakowałam?!"

19:17 bizimummy 0 Comments



Decyzja o drugim dziecku nie była dla nas niczym wyjątkowym. Ja i tak odwlekałam ten temat, ale nadszedł dzień, kiedy sama uznałam, że czemu by nie. W końcu mamy już w domu trzylatkę, która w zasadzie jest dla nas takim królikiem doświadczalnym i poligonem. Żeby nie było, to bardzo kochany i puszysty króliczek, ale jakby nie patrzeć, to na niej uczymy się wszystkiego. Błądzimy, potem wracamy na dobrą drogę, czasem przez przypadek odkryjemy coś, co działa, a po miesiącu możemy sobie to wsadzić w 4 litery, bo nam ktoś tego królika podmienił. No ale mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać z drugim dzieckiem. Rollercoastera!


Decyzja przedyskutowana, przemyślana, klepnięta i pozamiatane. Świadomie wpakowaliśmy się w to jeszcze raz. I mamy te nasze wyrchuchane dwie kreski, które osiągnęły już rozmiar grejpfruta. Kurde, ale to frajda. Codziennie pytam Skibę, czy już widać brzuch. Zasypuję go ciekawostkami typu: “a wiesz, że już wykształcił się przewód słuchowy?”. Oczywiście, że on ma to gdzieś. Ale niech słucha. Codziennie marudzę, każę sobie masować stopy, wymiguję się od wieszania prania, bo nagle jakoś gorzej się czuję. Dziwne. Bywam ciężarną z męskich koszmarów. Uwielbiam ten stan! On chyba mniej, ale co mnie to obchodzi. To ostatni moment na odrobinę egoizmu ;)

Pomimo tej radości, niecierpliwego czekania do kolejnego USG i samego rozwiązania, jest też wiele niepewności i obaw. Średnio raz w tygodniu trzeźwieję z ciążowego haju i w głowie słyszę krzyk: “O kur…, w co ja się wpakowałam?!”. Ogarnia mnie totalna panika, jakbym zobaczyła co najmniej wielkiego pająka (w moim słowniku wielki pająk ma 1 cm). Biegam niczym w amoku po mieszkaniu, łapię się za głowę i zastanawiam się, dlaczego to zrobiłam. Przecież mieliśmy już takie miłe i wygodne życie. Po co to wszystko burzyć? Nie myślę w ogóle o porodzie. To przeraża mnie najmniej. Poród to chwila, ułamek w porównaniu do tego, że resztę życia spędzimy z dwójką dzieci. Za to jest masa innych rzeczy, od których dostaję gęsiej skórki. Ty pewnie też niezależnie, która to Twoja ciąża.


A jeśli już zapomniałam, jak to jest?


3,5 roku różnicy. Tyle będzie między Hanką, a jej młodszym rodzeństwem. Czy ja jeszcze pamiętam, jak się zająć takim maluchem? Hanka powie, jak coś ją boli, poprosi, jak czegoś potrzebuje (no dobra, czasem stoi na środku pokoju i tylko się drze, a ja odchodzę od zmysłów) i w ogóle jest taka wielka, rozgarnięta, wygadana, samodzielna. A taki maluch? Przecież będzie totalnie zależny ode mnie! Trzeba go odpowiednio trzymać, karmić, obracać, przewijać, kłaść, podnosić. I właśnie zaczęłam jeszcze bardziej panikować…! Ok, ale w sumie przy Hance byłam swieżakiem. Nic nie wiedziałam, a dałam radę. Dziecko żyje i chyba jakoś specjalnie krzywdy jej nie zrobiłam. Ha! Teraz w teorii jestem mocniejsza, bo jednak sporo się nauczyłam przy niej. Nawet po czasie trafiam na cenne informacje. To chyba nie będzie tak źle?

Czy dam radę się przestawić i zorganizować?


Zagryźcie mnie, ale ja nie wiem, jak to jest nie spać przez 2 lata. Od 3 miesiąca dziecko mi spi 12 godzin. Teraz w weekendy wszyscy śpimy do 9 i u nas to zupełnie normalne. Nie wiem, czym są kolki, nie wiem, czym jest high need baby. Ja tego nie miałam. Nie musiałam jej wiecznie nosić i bujać. Zasypiała jak w zegarku i popołudniami miałam kupę czasu. Hanka była złotym dzieckiem. Potem zaczęła chodzić i sielanka się skończyła. Teraz do tego gada i chwilami zastanawiam się nad wyprowadzką. W sumie teraz nadal tym złotym dzieckiem bywa i na szczęście dużo rozumie i można się z nią dogadać. Jak znajdzie sobie zajęcie, wymyśli jakąś zabawę, to dziecko przepada na co najmniej godzinę i niczego ode mnie nie chce! W zasadzie mamy coraz więcej czasu dla siebie albo ona angażuje się w różne zajęcia razem z nami i to jest naprawdę super. A jeśli teraz przytrafi mi się wszystko to, czego wcześniej nie miałam? Jak teraz los mnie ukarze i każdy dzień będę zaczynać o 5 nad ranem z zapałkami w oczach? Jak będę miała małego ssaka wiecznie przyklejonego do siebie i nic nie będę w stanie zrobić? I ja się sama w to wpakowałam! Niepoważna. No dobra, ale chyba nie może być aż tak źle? W sensie może, ale jakby co damy sobie z tym jakoś radę. Będzie chusta, będzie Hanka, popołudniami mój rycerz będzie mnie ratował z objęć małego potworka. Przecież już tak było dawno temu.


Stracimy resztki wolności!


Przez 3 lata życia Hanki wiele się wydarzyło, a jeszcze więcej zmieniło. Szczególnie my starając się dogonić naszego króliczka, zmieniliśmy podejście do wielu spraw. Jakoś się dopasowaliśmy, żeby jej było dobrze i żeby jak najwięcej zachować z naszego dawnego życia. Nawet nam się to udaje. Możemy spotykać się z przyjaciółmi, możemy wychodzić od czasu do czasu bez niej i pobalować trochę jak za dawnych czasów. A co będzie dalej? Jednym szogunem babcia mogła się zająć, a dwoma? To już tak łatwo nie przejdzie. Wyjście we dwoje będzie wielkim świętem. Może opracujemy system romantycznych kolacji osobno? Najpierw ja zjem, a potem on usiądzie przy tym samym stoliku. Pierwszy rok chyba tak może wyglądać. Ok, coś wymyślimy. W sumie najważniejsze, że będziemy mieli siebie. Kolacja przy świecach w domu też jest ekstra. Nie ma co panikować i snuć czarnych scenariuszy.

Jak my to ogarniemy?


Teraz wszystko mamy zaplanowane - kto zaprowadza Hankę do żłobka, kto odbiera. System działa i przez 2 lata zaliczyliśmy tylko jedną wpadkę, kiedy dzwoniła ciocia ze żłobka, pytając, kiedy ktoś przyjedzie po dziecko. No zdarzyć się może każdemu. To chyba dobry wynik. Tak czy inaczej, wszystko jest poukładane i trzymamy się tego. A teraz jak to ogarnąć z dwójką? Pierwszy rok jakoś zleci, bo będę z maluchem. Potem wrócę do pracy, Hanka będzie w przedszkolu, młodsze w żłobku i jak my to logistycznie zorganizujemy? Każdy będzie zaczynał pracę o innej godzinie i o innej skończy. Żłobek w jednym miejscu, przedszkole w drugim. Korki, wypadki i nagłe zdarzenia. Ło jeżu maria czy ja będę tą matką, która dociera wszędzie w ostatniej chwili?! O nieeeee!

Te wszystkie obawy mogą wydawać się śmieszne. Szczególnie tym, którzy dwójkę, a nawet więcej dzieci już mają na stanie. No nic nie poradzę na to, że co parę dni tak mi odbija. Potem sama się uspokajam w myślach i powtarzam, że będzie dobrze. Może to tylko hormony? Na pewno niektóre rzeczy się zmienią, ale mam nadzieję, że wszyscy będziemy po prostu szczęśliwi. Z pewnością będziemy się kochać, nawet jeśli spełnią się moje najgorsze koszmary :D


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: