Gdybym była matką celebrytką, to… pewnie skoczyłabym dawno temu z mostu!

20:46 bizimummy 0 Comments



Czasy i ludzi mamy takich, że jak ktoś sobie raz dziennie porządnie jadem nie splunie, to struty chodzi kolejny tydzień. A narzędzie do tego mamy teraz idealne - internety. Wszystkie informacje rozprzestrzeniają się w mgnieniu oka i jak na drugim końcu świata ktoś bardzo znany pomyśli, żeby pierdnąć, to my już wiemy, co zrobił, jak bardzo śmierdzące to było, jak strasznie zatruł środowisko i jakim okropnym jest człowiekiem. Na pewno znajdzie się rzesza ludzi, którzy chętnie to skomentują. No ale ja tutaj o takich ogólnych pierd(oł)ach pisać nie będę, więc skupmy się na grupie, do której sama należę, czyli mamach. Bo w tym świecie matek źle się dzieje, a łącza internetowe jadem ociekają. 


Tak to już jest, że szukamy poklasku w macierzyńskich bojach. Dlatego jedna mądrzejsza od drugiej i jakakolwiek dyskusja szybko schodzi do poziomu sparingu orangutanów. Część poprze jedną, część się sprzeciwi i gównoburza gotowa. Na ulicy nikt nikomu uwagi nie zwróci, nawet jak się dziecku krzywda dzieje, ale obsmarować w necie zawsze można i wyrazić wielkie oburzenie na zaistniałą sytuację. Ja nie wiem, czy to każda grupa społeczna przejawia takie zachowania, ale mamy są w tym naprawdę doskonałe. No może jeszcze zawzięci panowie wyrażający swoje opinie podyktowane silnymi emocjami pod artykułami politycznymi, starają się trzymać poziom absurdu, ale to nie to samo. Panowie, nie macie szans z babkami.

To naprawdę ciekawe zjawisko, bo żadna z nas nie chce być oceniana. Och jak krzyczymy i wymachujemy pięścią przed ekranem komputera, kiedy padnie w naszą stronę jakakolwiek ocena. Jakim prawem? Proszę się zająć sobą i swoimi dziećmi! Tak sobie myślimy, ale często dajemy się wciągnąć w te durne przepychanki. My jak my, są słabsze i silniejsze jednostki. Na mnie krzywo spojrzy co najwyżej kilka pudernic na osiedlu jak wyprawię dziecko w sandałach i krótkich portkach zamiast kozaków, grubych skarpet i czapy. Zdarzy się parę hejtów na fejsbuniu, które łatwo można ukrócić. Ryzyko zawodowe. Tak czy inaczej, z czasem tyłek mi stwardniał i naprawdę nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Ale wyobraź sobie, jaką stalową zbroję muszą mieć na czterech literach te wszystkie znane mamy! Współczuję i podziwiam.

Szczerze podziwiam, bo to by było dla mnie już za dużo. One nawet nie muszą czytać tych wymiocin, ale na pewno zdają sobie sprawę z tego, że każdy ich czyn jest komentowany i potępiany przez miliony. Siłą rzeczy coś zawsze do nich dotrze i ukłuje. Popatrz na taką księżną Kate. Jedna mina z zaciśniętymi zębami za plecami dziecka i już cały świat gada. Zawsze ktoś ma do powiedzenia coś na temat jej stroju, strojów jej dzieci i tego, jak się nimi zajmuje. No bo przecież wszyscy żyjemy w pałacu obok niej, więc wiemy, jak jest. Na pewno wiemy lepiej. A taka Lewandowska... Zaczęło się już od imienia dla dziecka. Klara? Dobre sobie. Toż to idealna pożywka dla trolli. Powinna dać dziecku polskie, tradycyjne imię, np. Jessica. Pod lupą był jej sposób żywienia w ciąży, ćwiczenia, strój. Potem już tylko gorzej. No przecież kto by kupił taki badziewny wózek za kupę kasy. Oczywiście żadna z mądralińskich. A z tym brzuchem to już przesadziła. Taka szprycha po porodzie?! Powinna się jednoczyć ze wszystkimi umęczonymi matkami, otłuścic się jakoś, rozleźć. No bo to nie jest normalne! Szczyt bezczelności. I tak ze wszystkim - nie ma czapeczki, a jak ona trzyma to dziecko, karmi na pewno źle, nie kocha i w ogóle to cały sztab ludzi zajmuje się dzieckiem, a nie ona sama. Te same głupoty ludzie pieprzyli, jak każda inna “gwiazda” urodziła dziecko. Wielkie specjalistki od wychowywania cudzych dzieci. A kto się zajmuje ich pociechami, jak one siedzą, czytają te kolejne pierdoły na pudelkach i namiętnie komentują?

Jest też druga strona medalu i tu szczerze współczuję wszystkim znanym matkom. Każdy ma jakieś swoje granice wytrzymałości. One i tak już je mocno przesunęły i jakby nie były twarde, to pewnie przychodzi dzień, kiedy ryczą w poduchę, bo mają już tego dosyć. Nikt nie kazał im przecież być celebrytkami, można powiedzieć. Jasna sprawa. Ale fakt, że są znane, nie upoważnia nikogo do zaglądania im do majtek, łóżek, portfeli i wózków. To naprawdę smutne, że ludzie muszą wszędzie wejść z buciorami i wszystko obmacać lepkimi paluchami. Z tego powodu tak hodują ten dystans i chłód, który ma je obronić. Gdzie tu miejsce na bycie w 100% mamą? Wiesz, taką normalną, która na spacerze podskakuje razem z dzieckiem radośnie, siedzi na placu zabaw i setny raz woła “wracamy do domu!”, wkurzy się czasem i ryknie groźnie. To raczej trudne do wykonania, jeśli jest się wiecznie pod obserwacją, więc powściągają emocje, jak tylko mogą. Byłabym załamana, gdybym nie mogła być po prostu sobą.

I co, my mamy tak strasznie? Pff... ten nasz żywot anonimowych istot jest dosyć lajtowy w porównaniu do życia celebrytów. Jest w tym wszystkim jedno, które łączy mnie, Ciebie i wielkie gwiazdy. To miłość do dzieci i to, że chcemy dla nich jak najlepiej. Tylko że na nas nie patrzy cały świat, co najwyżej parę trolli na fejsbuku spróbuje nam dopiec. Po mnie spłynie to, jak po kaczce i dalej będę robić swoje. A gdyby tak każda skupiła tę energię na własnych dzieciach, zamiast wylewać ją w Internecie, to świat byłby całkiem spoko. Poza tym odwołuję się do starej jak świat zasady - nie rób nikomu, co tobie niemiłe. Niby uczymy tego dzieci, a same jakoś zapominamy stosować.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: