Odezwała się idealna mamusia...

20:39 bizimummy 0 Comments



Jeszcze nie tak dawno temu (można powiedzieć, że wczoraj) matka idealna kojarzona była z multitasking woman. Piękna, zadbana, zawsze uśmiechnięta. Jedną ręką przytrzymuje swoje równie uśmiechnięte i pięknie wyglądające dziecko, w drugiej dzierży odkurzacz czy torbę wypełnioną zakupami. Codziennie rano przygotowuje śniadanie dla swojej wspaniałej rodziny. Po śniadaniu zrzuca z siebie stylową piżamkę i pantofelki, by założyć równie stylową garsonkę szytą na miarę i pójść do pracy. Po pracy ugotuje obiad, zajmie się dziećmi, upiecze bezglutenowe ciasteczka, wyprasuje dla każdego domownika ubrania, pomoże z zadaniem domowym, a na koniec dnia zadowolona ze swoich wyczynów wymyśli listę kreatywnych zabaw dla dzieci na kolejne dni. To takie standardowe.


Ta matka idealna jest symbolem kompleksów, depresji i wszystkiego, co najgorsze w macierzyństwie. Bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, a przedstawiony obrazek jakoś w ogóle ludzki nie jest. Ale powinnyśmy. Tego wymaga od nas mąż, rodzina, znajomi, społeczeństwo. Przejmowanie się tym, co pomyślą o nas inni, tylko zapędza w kozi róg. I potem te biedne, załamane matki, które myślą, że są beznadziejne, bo nie dają rady z ciasteczkami bezglutenowymi, a garsonka kojarzy im się bardziej z deserem niż z eleganckim ubiorem, bo szczytem elegancji staje się dres codzienny, ryczą dniami i nocami, pogłębiając swój stan depresyjny i nie otrzymując od nikogo pomocy. Tragedia gotowa.

Choć depresja poporodowa to wciąż aktualny i niestety powszechny problem, to sytuacja stale się zmienia choćby nawet przez dostęp do Internetu. Na każdym kroku trafiasz na artykuły czy wpisy na blogach, że powinnaś zaufać swojej matczynej intuicji. Nie przejmuj się tym, co mówią inni. Nie bierz do siebie tego wyidealizowanego obrazu matki, bo to nie jest normalne, a wręcz nierealne. Masz prawo być zmęczona, podłamana, masz prawo się wkurzyć, odpuścić i olać wiele rzeczy. Nie musisz się spinać i codziennie zaiwaniać z odkurzaczem. Bałagan i zamówione jedzenie to ludzka rzecz. I to jest super. Dobrze, że szerzy się świadomość na temat macierzyństwa i przestajemy łykać bajki o idealnych mamach wciskane w reklamach i filmach. To nie istnieje! Mamy 2 ręce, 1 głowę, dzieci i milion zajęć. Z czegoś zawsze trzeba zrezygnować i lepiej niech to będą codzienne zadania, a nie dzieci.

Ze skrajności w skrajność

To naprawdę dobre, że rozmawiamy o tych trudach macierzyństwa. Że odczarowujemy ten idealny obrazek i potrafimy pokazać, jak jest naprawdę. Bo nie zawsze jest kolorowo i lukrowo. Jednak obserwując od pewnego czasu zachowania mam w sieci i ich dyskusje, mam wrażenie, że wpadamy z jednej skrajności w drugą, a wiadomo, że przesada w żadną stronę nie jest dobra. Bo o ile nikt już nie wierzy w postać Małgorzaty Rozenek, która w szpilkach i idealnie wyprasowanej spódnicy wyciera kurze, tak obecnie mamy wyścig na najbardziej chujową panią domu i matkę. Tak, tak, dobrze widzisz - chujową. W końcu brak spiny to takie fajne. Bałagan w czyimś domu mnie nie interesuje. Serio. Wpadnij do mnie z niezapowiedzianą wizytą, to też zobaczysz bałagan. Albo sprzątam, albo spędzam fajnie czas z dzieckiem. Mój i Twój wybór. Wybieram w trosce o moje zdrowie psychiczne. Jednak coraz częściej widzę, że fajne jest olewanie WSZYSTKIEGO. Ale jak to?

Włączę bajkę, żeby mieć chwilę spokoju i odpocząć. Dam kawałek czekolady, żeby zobaczyć wielki uśmiech dziecka. Ugotuję znowu po raz dwudziesty w tym miesiącu makaron z pesto, bo wiem, że go uwielbia i zje ze smakiem. Jeśli nie mam ochoty i siły sprzątać, nie robię tego. Świat się nie zawali. Jeśli nie mam czasu, zadzwonię do osiedlowej pizzerii i zamówię jedzenie. Nikt nie ma prawa oceniać mnie na tej podstawie, bo robię wszystko, żeby każdy w naszym domu był szczęśliwy, a w tym JA. I co najważniejsze - nikt na tym nie cierpi. Normalność jest potrzebna i murem stoję za wszystkimi babkami, które na normalność stawiają. Co jednak w sytuacji, kiedy matka zaczyna szkodzić dziecku? Bo do tego teraz to dąży... Co więcej, mamy wymieniają się historyjkami o tym, jak to można olewać zalecenia, bo ich dzieciom przecież nic nie jest. 3-miesięczne dziecko z czekoladą sadzane na siłę i obłożone z każdej strony poduszką, bo tak jest fajnie. Naprawdę?

"Hejty mnie nie interesują"

Wiesz, każdego dnia widzę zadziwiające pytania mam dotyczące kwestii spornych, takich jak rozszerzanie diety, szczepienia, leki dla dzieci, metody wychowawcze, a nawet dosyć kontrowersyjne pytania na temat palenia czy picia alkoholu w ciąży. Nie włączam się, bo to kompletnie nie ma sensu. Jestem cichym obserwatorem i załamuję ręce. Większość z tych pytań kończy się stwierdzeniem w stylu "darujcie sobie hejty, bo mam to gdzieś". Hejtem określane jest po prostu inne zdanie wyrażone nawet w jak najbardziej delikatny sposób, no ale autorka nie szuka dobrej rady, tylko poklasku. Bo jaranie paru fajek dziennie, bo nałóg taki silny, jest w porządku. Chlapnięcie browarka (no tylko jednego) też jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Wciskanie wyjącego z bólu kilkumiesięcznego dziecka do chodzika nikomu nie zaszkodzi. Dziecko musi się przyzwyczaić. No i kto by w ogóle wydawał kupę kasy na niby bezpieczny fotelik samochodowy, skoro ten z Biedronki wystarczy? I lepiej nie odpowiadaj nawet w jak najlepszej wierze. Zaciśnij zęby na widok zdjęcia dziecka w wisiadle. Oddychaj głęboko, kiedy widzisz filmik z samochodu, gdzie dziecko jest przewożone na kolanach. W końcu to tylko zabawa. Ostatnia rzecz, jaką powinnaś zrobić, to odpowiedzieć "oj, ale tak się nie powinno robić". W zamian dostaniesz w twarz:

Oooo odezwała się idealna mamusia.
Zaraz zlecą się idealne mamusie, które nawet grama cukru dziecku nie dadzą i zabierają im dzieciństwo.
No proszę jaka idealna się znalazła! Zajmij się sobą!

Matka idealna teraz

Matka idealna, która dzisiaj jest obiektem kpin i rewelacyjnym celem do rzucania hejtem, odbiega nieco od modelu, który opisałam na początku. Tu już nie chodzi o szpileczki, uśmieszki i wszystko dopięte perfekcyjnie. O nie. Teraz matka idealna to ta, która wie więcej niż rzekoma specjalistka w telewizji śniadaniowej, która właśnie wciska Ci, że niemowlę nie powinno jeść w nocy. To ta, która szuka informacji i sprawdza je, bo nie chce zaszkodzić dziecku. To ta, która nie powiela tego, co złe i nie powtarza bez sensu, że przecież nikomu nic się nie stało. Jest najgorsza. Matka idealna jest po prostu mądra. Ciekawe, że teraz właśnie to wpędza w kompleksy...

Naprawdę mam w głębokim poważaniu, jak ludzie wychowują swoje dzieci. Czy karmią je bio pomidorem, czy tym z marketu. Czy kupują ekstra ciuchy w butiku, czy w osiedlowym szmateksie. Czy posyłają do przedszkola, czy siedzą z dzieckiem do rozpoczęcia podstawówki. Mam to gdzieś. Jednak trudno mi patrzeć na to, jak ktoś wyrządza dziecku krzywdę i za cholerę nie przyjmuje do wiadomości, że to jest złe. Wiesz, w takich sytuacjach to określenie "idealnej mamusi" bardzo mnie bawi i nawet podnosi na duchu. Bo jeśli naturalne dbanie o zdrowie dziecka podyktowane miłością i instynktem jest czymś wyidealizowanym, to cieszę się, że wpisuję się w tę idealną grupę. I niestety czasy mamy takie, że zaczynam sobie myśleć "nie mój cyrk. Przynajmniej moje dziecko będzie zdrowe". Przybij piątkę idealna mamusiu i to Ty nie przejmuj się tym, co mówią inni. Świata nie zbawisz.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: