Odkąd mam dziecko, robię TO regularnie. Ty też spróbuj

21:49 bizimummy 0 Comments



Ja wiem, że nie wypada. Wiem, że to wstyd i jak ja w ogóle dopuszczam do takich sytuacji?! Na pewno będę się smażyć w piekle. Ja, MATKA, mam czelność robić to tak otwarcie! W ogóle nie krępuję się tym, że ktoś może mnie ukradkiem dostrzec i wyjdzie wszystko na jaw.


To się zaczęło, dopiero kiedy zostałam mamą. Wcześniej nie miałam z tym problemu i zawsze wydawało mi się to takie dziwne. Teraz uwielbiam to robić i szukam tylko pretekstu, żeby znów się tym rozkoszować. Choć chwileczkę, parę minut. To trochę tak, kiedy zrobisz swoje popisowe danie albo upieczesz ulubione ciacho i tak wpadasz co chwilę do kuchni, żeby złapać kolejny kęs. Albo jak otwierasz kolejny raz tę szafkę z czekoladkami, bo skoro już przechodzisz obok niej, to można oderwać kostkę. To też tak, jak znów widzisz na Facebooku reklamę tych pięknych butów i wiesz, że koniec miesiące, że w portfelu susza, ale tak wykombinujesz, że kupujesz. No nie da się tego powstrzymać!

Zaczyna się niewinnie. Wracam z pracy do domu, witam się z córką. Ledwo się rozpłaszczę, już słyszę, że idziemy się bawić. Ok, idziemy. Siadamy na podłodze, klocki sypią się z pudła, książki latają nad głowami, a na łóżku pluszaki urządzają imprezę. Bawimy się, choć to cały czas chodzi mi po głowie. Mijają kolejne kwadranse i widzę, że dziecko nie jest już zainteresowane wszystkim, co mamy dookoła. Może porysujesz, pytam. Tak! I już siada przy swoim stoliku, a ja wiem, że to jest TEN moment, że zaraz będę mogła robić tę ulubioną rzecz, którą tak bardzo pokochałam, za którą tęskniłam cały dzień. Wycofuję się zatem z pokoju. Nie będę jej przecież przeszkadzać. Skoro bawi się sama, to mam parę minut. Wybieram sobie odpowiednie miejsce. Czasem to jest kanapa, czasem krzesło w kuchni, czasem łóżko. Zależy. Siadam i… NIE ROBIĘ NIC!

Wyłączam się. Nie myślę, nie planuję, nie wspominam, nie analizuję. Po prostu nic. Tylko marnuję czas. Tak, ten cenny czas, który mogłabym wykorzystać na zmywanie garów, pranie, gotowanie, sprzątanie, cokolwiek, ale nie… Odkąd jestem mamą, pokochałam niecnierobienie i marnowanie czasu. Tak odrobinę. Tak parę chwil. Żeby odetchnąć, zresetować się. Żeby poczuć, że jest dobrze, stabilnie, bezpiecznie. Żeby upewnić się, że świat się nie zawali, jeśli dzisiaj odpuszczę wszystkie domowe sprawy. Jeszcze nigdy się nie zawalił, ale nadal będę sprawdzać.

Jak ja tego potrzebuję! Ba, moje dziecko tego potrzebuje! Bo w przeciążonej głowie matki może dojść do zwarcia, a to niebezpieczne dla pozostałych domowników. Czasem wystarczy kilkanaście minut, a czasem potrzebny jest cały wieczór. Wyłączam się na tak długo, na ile jest to konieczne. Co mi da urabianie się po łokcie? Co mi da wieczna pogoń? Goście przychodzą do mnie, a nie na kontrolę czystości. Dziecko chce się bawić z wyluzowaną mamą, a nie spiętym robotem domowym. Partner ucieszy się z mile spędzonego wieczoru, a nie z lśniącej podłogi, po której kroczy umęczona i raczej nieszczęśliwa kobieta.

Zastanów się, co dla Ciebie jest ważniejsze. Łap oddech w każdej chwili. Nieważne w jaki sposób - czy masz ochotę się wyłączyć, czy może poczytać, posłuchać muzyki albo po prostu usiąść spokojnie i napić się kawy. Nikt Ci nie zwróci czasu poświęconego na bycie idealną panią domu. Pamiętaj o tym.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: