Ty vs cały świat, czyli Matka Polka staje do walki

21:09 bizimummy 0 Comments

Macierzyństwo jest jak wojna. Wojna z całym światem. Przygotowujesz się do niej taktycznie - czytasz, szukasz informacji tak, żeby opracować dokładnie swoją strategię działania. Łączysz wiedzę z własnym instynktem i obserwacjami tych doświadczonych. Masz wielu wrogów, nie wiesz komu ufać i z każdej strony może zostać wymierzony cios.


Stoczysz wiele bitew. Nawet jeśli nie chcesz się w to angażować, to i tak zdarzy się, że wróg Cię dopadnie i wciągnie w swoją gierkę. Nie da się przed tym uchronić, ale ja już teraz Cię uprzedzę. Będziesz mogła się do tego przygotować. Ja wylizałam się z kilku takich starć. 

Będziesz walczyć z otoczeniem. Zawsze, ale to zawsze znajdzie się przynajmniej jedna osoba, która powie Ci, że to, co robisz, jest bez sensu, że robisz to źle, że przesadzasz i z pewnością Twoje dziecko jest z tego powodu nieszczęśliwe. A w ogóle to jesteś nienormalna, bo przecież inne mamy robią inaczej i ich dzieciom nic nie jest i nie ma znaczenia to, że to Ty postępujesz dobrze. Według innych Ty robisz źle. Taką szpilę może Ci wbić ktoś znajomy albo internetowa mama, która chętnie pluje jadem na wszystko, co odbiega od jej obrazu świata. No bo chyba jesteś niepoważna, że ograniczasz na co dzień słodycze. To z pewnością największy dramat dla Twojego dziecka, a wiadomo, że cukier krzepi. Kupiłaś dobry fotelik dla dziecka? Uhu szpanerka. Przecież marketowy wystarczy, tylko niech kolorem pasuje do nowej kurteczki z Zary za 200 zł. Słuchasz, szanujesz, wspierasz swoje dziecko i stawiasz na bliskość? Szalona! Tylko tresura i klapsy pomogą Ci wychować porządnego człowieka. Bez tego szybko odczujesz skutki "bezstresowego wychowania". Karmisz, głodzisz, szczepisz lub nie, nosisz, bujasz, śpiewasz, tańczysz, dbasz, wspierasz, po prostu kochasz - zawsze coś będzie nie tak, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto robi inaczej. Trafisz na swojej drodze na wiele osób, które będą chciały podważyć Twoje zdanie czy metody i choćbyś nie wiem, jak się starała, przynajmniej raz dasz się wciągnąć w tę walkę, która z góry jest przegrana. Nie przegadasz, nie przekonasz. To walka z wiatrakami.

Będziesz walczyć z rodziną, która wie lepiej. Walka z rodziną jest trudna i kosztuje wiele nerwów. W konsekwencji może dojść do brutalnego starcia, z którego wyjdzie jeden zwycięzca. O ile sprawa z serdecznymi ciotkami, które widuje się raz na 100 lat i mają wtedy bardzo dużo do powiedzenia, nie jest problematyczna, bo wystarczy zacisnąć zęby, przetrwać rodzinne spotkanie, a wieczorem w domu otworzyć butelkę wina, tak z dziadkami, którzy mogą się pojawiać nawet codziennie, walka bywa okrutna i zaczyna się tuż po urodzeniu dziecka. No bo przecież 21 stopni, to zdecydowanie za mało w pokoju dziecka. Nie zapomnij o czapeczce i ciepłych skarpetach, bo się przeziębi. Główkę niżej, wyżej, połóż tak, a nie inaczej, okryj, zakryj, odłóż, nie przyzwyczajaj. Wszystko trzeba Ci mówić, bo tak mało przecież wiesz. Ale to jeszcze nic! Potem zacznie się batalia o jedzenie, bo schabowy dla półrocznego dziecka jest ok. Ciasteczka, czekolada i cukierki jak najbardziej wskazane, a Ty dowiesz się o tym zupełnie przez przypadek, kiedy dziecko powie Ci "a babcia mi dała". I to Ty zawsze będziesz tą najgorszą, która terroryzuje dziecko i zabiera mu dzieciństwo, a u dziadków będzie ok, bo można dużo. Oczywiście może być też zupełnie inaczej. Możesz mieć świetne wsparcie w rodzicach Twoich czy partnera. Tego Ci życzę.

Będziesz walczyć z lekarzami. Przygotuj się na tę walkę, bo nie będzie łatwa. Już po paru miesiącach lekarz zacznie Ci wmawiać, że nie masz pokarmu, albo jest mało wartościowy, a dziecko głodne. Proszę dokarmiać. Co z tego, że nie ma on pojęcia o karmieniu piersią. Ty tym bardziej nie masz, więc można Cię przeciągnąć na złą stronę. Potem koniecznie wszystkie dodatkowe szczepienia - pneumokoki, meningokoki, rotawirusy, ospa, grypa i co jeszcze. Wszystko konieczne. Jakby wymyślili szczepionkę na głupotę, to też by Ci wciskali. Trafiłaś na świetnego pediatrę czy innego specjalistę? Ciesz się, bo masz szczęście. Ze znanych mi historii i własnego doświadczenia widzę, że jednak często dochodzi do walki z lekarzem, który patrzy na Ciebie jak na nienormalną, bo pojawiasz się z dzieckiem w przychodni już 3 raz w ciągu miesiąca. Walczysz o każde skierowanie na badania czy wizytę u specjalisty, bo niepotrzebne i zawracasz głowę. Z pewnością wymyślasz, a dziecku nic nie jest. I nie ważne, że ma gdzieś to, co mówisz. Nie ważne, że dziecko od dwóch miesięcy dusi się przez kaszel. Lekiem na całe zło jest syropek. Ten sam na wszystkie możliwe dolegliwości. A Ty czujesz gdzieś głęboko, że to coś poważnego, ale z drugiej strony wmawiają Ci, że jesteś wariatką. I komu wierzyć? Aż w końcu trafiasz z maluchem do szpitala, a tam kolejny cios. Bo zaniedbałaś, bo to Twoja wina, bo przecież widać, że dziecko chore. A wcześniej ktoś Cię olał i zostawił z problemem.

I wreszcie dochodzimy do sedna macierzyństwa, kiedy to nie będziesz mogła spać w nocy i będziesz rwać włosy z głowy, bo będziesz wiecznie toczyć najważniejszą walkę - z samą sobą. Miliard wątpliwości i obaw będzie krążyło wokół Ciebie. Czy na pewno dobrze robię? Może inni mają rację, że tylko dyscyplina i twarda ręka się liczy, a bliskość i szacunek mogę włożyć między bajki? Może moja intuicja się myli, a fachowe publikacje nie mają żadnego znaczenia? Może kolejne badania, zdania psychologów to tylko efekt przerzucania kasy między firmami? I może mój instynkt macierzyński jest totalnie do kitu, skoro wszyscy dookoła wiedzą lepiej i mnie pouczają? A może by tak złamać się chociaż na chwilę? Nie! Nie daj sobie wmówić, że jesteś kiepską mamą. Jeżeli masz potwierdzenie tego, że robisz dobrze, to trwaj przy tym i nie podążaj za tłumem, tym bardziej, jeśli podąża on w złą stronę. Czy to, że 17% Polaków nie widzi nic złego w klapsach, oznacza, że sama masz je dawać? Oczywiście, że nie. Zaufaj sobie i swoim przekonaniom. Jeżeli darzysz dziecko miłością i szacunkiem, to Twoja strategia sama się układa.

Zdarzą się porażki i zwycięskie walki. Może nawet uda Ci się przekonać kogoś do dobrego. Jedno jest pewne i trzymaj się tego - to Ty decydujesz o losie swojego malucha. Ty wiesz, co dla niego najlepsze i nikt nie będzie mądrzejszy od Twojego wewnętrznego głosu. Masz wątpliwości? Szukaj informacji. Nie pozwól, żeby te walki odbiły się na Twojej rodzinie. Walcz za Twoje dziecko, nie z Twoim dzieckiem.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik) (tam pojawia się dużo fajnych rzeczy)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: