Nie odzywaj się do mojego dziecka!

20:56 bizimummy 0 Comments

Nie chodzę po ulicy i nie zaczepiam ludzi. Nie podchodzę do przypadkowych przechodniów i nie rzucam tekstami uuuu chyba trochę się przytyło. Taka ładna pani i z papierosem? Oooooj nie smuć się, mąż kupi ci torebkę. No nie! Więc proszę również, żeby obce osoby na ulicy nie odzywały się do mojego dziecka. To nie kaprys, a żądanie. 


Maszerujesz po chodniku ze swoim maluchem, który trzyma w rączce ulubionego misia. Płacze, nie płacze. Nie ma znaczenia. Zawsze po drodze znajdzie się ktoś, kto ma coś do powiedzenia. Och, jakiego masz ślicznego misia. A kto to tak płacze głośno? Nie chcesz jeździć na rowerku? To może ja go zabiorę? Nienawidzę tego! Mam ochotę wykrzyczeć wtedy, żeby odwalili się od mojego dziecka i tylko fakt, że jestem uprzejmą osobą, powstrzymuje mnie przed tym. Dlaczego?

Jedni mogą pomyśleć, że to takie sympatyczne, kiedy ktoś zagaduje na ulicy. Ja się na to nie godzę, a powodów mam kilka. 

1. Nie życzę sobie, żeby ktoś zawstydzał i straszył moje dziecko

Kiedyś było tak, jak Hanka była młodsza, że każdego potrafiła złapać za rękę i iść w siną dal. Mama i tata nie byli ważni. Obawiałam się, że tak zostanie i już zawsze będzie ufna. Parę miesięcy temu jednak zmieniło się to, a Hanka do obcych podchodzi z większym dystansem. Ba, ona się chowa za mną i nie chce nawiązywać kontaktu. Nawet w stosunku do naszych znajomych, których widuje co jakiś czas, potrzebuje parę minut, żeby się otworzyć. Nie ukrywam, że mi to pasuje. Nie chcę, żeby spoufalała się ze wszystkimi, jak leci. Do czego zmierzam? Kiedy obca osoba zagaduje Hankę na ulicy, ona patrzy spod byka i chowa się za mną. Wstydzi się, jest przestraszona. Widzę, że taka sytuacja ją stresuje. Potem jeszcze przez chwilę jest przygaszona i dopiero, jak owa osoba zniknie z pola widzenia, wraca moje uśmiechnięte dziecko. Weź mi, więc dziecka nie zawstydzaj! To ja później muszę jej tłumaczyć, że to, co pani powiedziała, to był żart, że pani nie miała nic złego na myśli itd. Po prostu nie zagaduj mojego malucha i tyle.

Totalnie absurdalną dla mnie sytuacją jest, kiedy obca osoba straszy dziecko. Pewnego pięknego dnia Hanka postanowiła rzucić rowerek na środku chodnika i dalej już nie jechać. 15 minut przekonywałam ją, żeby jednak wsiadła na rower. Co zrobiła starsza pani, która przechodziła obok nas i usłyszała naszą rozmowę? Jaki masz śliczny rowerek. Skoro nie chcesz jeździć, to może ja go sobie wezmę i dam moim wnukom. I już sięgała po ten nieszczęsny rowerek. No cholera jasna! Dziecko przestraszone w ryk i szybko w moje ramiona. Warknęłam pod nosem, pani zniknęła, a ja uspokajałam jeszcze przez jakiś czas Hankę. Dzięki...

2. Nie chcę, żeby moje dziecko myślało, że rozmowa z nieznajomym jest ok

Chciałabym, żeby w przyszłości Hanka była otwartym, uśmiechniętym i przebojowym dzieckiem. Nie oznacza to jednak, że ma traktować nieznajomych jak kogoś, kogo zna. Sorry, takie mamy czasy i będę uczyła jej ograniczonego zaufania. To akurat związane jest z bezpieczeństwem. Nie chcę, żeby rozmawiała z nieznajomymi i koniec. Uczę Hanię uprzejmości. Wie, kiedy powinna użyć zwrotów grzecznościowych. Nie będę jej jednak uczyć, że ma odpowiadać nieznajomym i na szczęście tego nie robi. Mogą sobie myśleć, że to niegrzeczne. Mam to gdzieś. Dla mnie niegrzeczne jest zaczepianie i zagadywanie. Sama też nie odpowiadam takim osobom nawet uśmiechem. Nie bawi mnie to.

3. Nie chcę, żeby ktoś wtryniał się w moje metody wychowawcze i podważał moje zdanie

Jeżeli moje dziecko płacze na środku ulicy, to widocznie ma ku temu powody i ja je znam. Bo nie chciałam czegoś dać, bo jest zmęczona i ma zły humor, bo spieszymy się, a ona chce iść w drugą stronę. Za każdym razem powód może być inny i zazwyczaj wiem, o co chodzi. Natomiast przypadkowa osoba nie wie. Ona tylko widzi płaczące dziecko i pewnie myśli, że jestem nienormalna i sobie nie radzę. Oczywiście każdy inny by sobie poradził, więc jest to dobra okazja, żeby dorzucić swoje 3 grosze. Ojojoj a kto tu tak płacze. Mama nie chce przytulić/kupić/dać... Aż chciałoby się odpowiedzieć Dzięki za zrujnowane próby uspokojenia mojego dziecka, która trwa już dosyć długo. Teraz będzie gorzej. Serio, wtrącanie się nie przynosi nic dobrego. Jako mama, która najlepiej na świecie zna swoje dziecko, mam wyrobione pewne metody i sposoby postępowania, bo wiem, co działa na moją córkę. Co takiego może uczynić zbędny komentarz przechodnia? Dziecko myśli sobie, że to, co robi mama, wcale nie jest dobre i może ta starsza pani ma rację i powinno jednak dostać czekoladę? Po drugie dziecko, które właśnie przeżywa histerię publicznie, może się po prostu przestraszyć obcej osoby, czyli wracamy do punktu nr 2. Histeria i strach to rewelacyjne połączenie... Po trzecie mama w takiej sytuacji również jest zdenerwowana. Dorzucanie jej swoich mądrości spowoduje, że zagryzie mocno wargi, ciśnie płomieniami z oczu, a uspokajanie dziecka przedłuży się, bo sama będzie musiała zapanować nad sobą. 
Tutaj odsyłam Was do tekstu Gosi z bloga Antyterrorystka, w którym poruszyła temat właśnie wtrącania się.


Nie lubię. Po prostu nie lubię, jak ktoś się wcina, kiedy rozmawiam z przyjaciółką, Skibą, własnym dzieckiem czy kimkolwiek innym. Jest to niekulturalne i zarazem strasznie wkurzające. Cóż nam pozostaje? Zwracać uwagę tym nieznajomym. Być może w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, że robią źle. Następnym razem zastanowią się, zanim cokolwiek powiedzą.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: