Klaps to nie przemoc

20:25 bizimummy 0 Comments


Klaps to nie przemoc. Jak dzieciak raz na jakiś czas dostanie w tyłek, to nic mu się nie stanie. Skoro inaczej do niego nie dociera i nie ma wyjścia, trzeba przyłożyć i koniec. Spokojnie, ja tak nie twierdzę, ale wciąż wiele osób wychodzi z takiego założenia. To dla Was ten tekst. Dla wszystkich tych, którzy twierdzą, że twarda ręka jest potrzebna w wychowywaniu dziecka.


Nie będę tu przytaczać statystyk czy zdania psychologów. Czytaliście i słyszeliście już setki razy, że nie wolno bić dzieci, ale stale ignorujecie ten zakaz, twierdząc, że to żadna krzywda dla dziecka. Ja dzisiaj opowiem Wam pewną historię. Prawdziwą historię.

Była sobie mała dziewczynka. Miała zupełnie normalny dom - obojga rodziców, młodszego brata, psa. Bywało, że jej rodzice kłócili się wieczorami. Takie małżeńskie sprzeczki. Z bratem jak to z bratem, kłótnia o zabawkę, wymiana ciosów. W niedziele zwykle całą rodziną wybierali się do dziadków na obiad, gdzie spędzali miło cały dzień. Jeździli na wycieczki rowerowe, spędzali czas na działce. Żyli jak większość przeciętnych rodzin w Polsce. Nie przelewało się, ale dzieciom niczego nie brakowało.

Mała dziewczynka i jej brat czasem łobuzowali. Nic nadzwyczajnego, ale jak to dzieci czasem coś nabroili w domu, nie mieli ochoty posprzątać wspólnego pokoju czy marudzili przy obiedzie. Dla taty dziewczynki to były wystarczające powody, żeby dać klapsa dzieciakom. Skoro nie słuchają, to im się należało. To nie było znęcanie się nad dziećmi i siniaki. To nie było też regularne pranie tyłka. Raz na jakiś czas klaps ręką. Takie były czasy. Sporo dzieci wtedy dostawało. Następnego dnia było już ok. Dzieci roześmiane biegały po podwórku, a w domu czuły respekt.

Nie, to nie był respekt. To był strach. Nie było szansy na to, żeby między dziećmi a ich tatą była jakaś niesamowita więź. Nie było zrozumienia i szacunku. Ich relacje były poprawne. Dzieci zdawkowo odpowiadały, jak było w szkole, co chcą zjeść na śniadanie. Nie mówiły jednak o swoich problemach, czy obawach. Jak mogły zaufać człowiekowi, który co jakiś czas używał siły, żeby do nich przemówić? Wizja spędzenia całego dnia z tatą bez mamy budziła w nich strach. Będzie spokojnie czy coś się wydarzy?

Przyszedł dzień urodzin taty. Mama rano przypomniała dzieciom, żeby złożyły tacie życzenia, kiedy wróci z pracy. On wrócił, a one nic nie powiedziały. Dziewczynka wiedziała, że powinna, że tak byłoby grzecznie, ale nie chciała. Wieczorem wściekły tata wyszedł z domu. Nawet nie pomyślał, że sam sobie zgotował ten los. Po jakimś czasie mama postanowiła, że odejdzie od taty. Spakowała swoje i dzieci rzeczy. To był koniec klapsów, choć szkody nadal były widoczne. Dzieci spędzały weekendy z tatą. Dziewczynka niechętnie pakowała w piątki swoje rzeczy do plecaka. Nie miała o czym rozmawiać z tatą i nie czuła takiej potrzeby. Z czasem koleżanki z osiedla stały się ważniejsze i dziewczynka zaczęła odnawiać kolejne spotkania. Potem już tylko kontakt się urwał.

Co teraz dzieje się z tą dziewczynką? Teraz jestem dorosłą kobietą, która ma swoją rodzinę. Dzięki mamie i babci wyrosłam na pewną siebie osobę z mocnym charakterem. To one i ja sama pracowałam nad sobą. Przez ojca jestem choleryczką miewającą napady agresji, podczas których nie panuję nad sobą. Mogę uderzyć pięścią w ścianę, mogę rzucić czymś ciężkim. Nie wiem, co jeszcze mogę i mam nadzieję, że nigdy się nie dowiem. Nigdy nie uderzyłam Hani i nie pozwolę, żeby ktokolwiek to zrobił. Zdarzyło się jednak, że po bardzo ciężkim dniu, kiedy co chwilę musiałam brać głęboki oddech i liczyć do 10, wyprowadziła mnie z równowagi. Nie dałam już rady. Nie panowałam nad sobą. Chwyciłam ją mocno za ramiona, potrząsnęłam i wrzasnęłam. Strach w jej oczach był dla mnie największą karą. Drugą karą było spojrzenie w lustro i zobaczenie wściekłych oczu mojego ojca. Wyglądałam tak samo, jak on. Ze łzami w oczach przypomniałam sobie te wszystkie złe chwile, które starannie zakopywałam głęboko w świadomości tak, żeby nigdy się nie wydostały. Nie udało się. Wróciły. Nigdy więcej tego nie zrobię.

Klaps to przemoc. Nie mów, że nic się nie stanie, bo stanie się bardzo dużo. Brak zaufania i strach dziecka jest dla Ciebie niczym? Dla mnie to byłoby najgorsze. To, że kiedyś dziecko nie podzieli się ze mną swoim problemem, bo będzie się bało i zostanie z tym samo. Łatwo teraz dać klapsa jak nie słucha, prawda? Tylko to ono będzie w przyszłości toczyło walkę samo ze sobą, żeby nie powielać tego schematu. O ile jest silne i mądre. Jeśli nie, problemów będzie jeszcze więcej. Ja cały czas walczę. Każdego dnia, kiedy mam już dosyć. Klaps to upust emocji i bezsilność rodzica. Tylko dlaczego za bezsilność dorosłego ma być karane dziecko? Nie było to dla mnie łatwe, ale podzieliłam się swoją historią. Nie dopuść do tego, żeby Twoje dziecko miało takie wspomnienia. Nigdy, przenigdy nie podnoś ręki na swoje dziecko. Masz tylko jedną szansę na bycie dobrym rodzicem. Nie spieprz tego.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: