7 faktów o... naszym związku. Bez cenzury!

10:18 bizimummy 0 Comments



3 lata razem. To 3 lata przepłakane, z bolącym brzuchem i wielokrotnie bez możliwości złapania oddechu. Ten facet mnie wykończy i padnę na zawał. No, żeby tak rozśmieszać na amen? To się w głowie nie mieści. Ja nie pozostaję mu dłużna i wszelkimi sposobami próbuję każdego dnia doprowadzić go do stanu, gdy wygląda jak mały chińczyk i zanosi się śmiechem. Udaje się. 


Właśnie obchodzimy trzecią rocznicę naszego związku, a pierwszą zaręczyn. Od dwóch lat jesteśmy rodzicami Hanki. Co, uruchomił się już kalkulator w głowie? No szybko nam poszło, przyznaję. Zaraz do tego wrócę, bo przygotowałam dla Was kilka faktów o naszym związku. Bez cenzury. Wszystko będzie jasne.


1. Najpierw była przyjaźń

Poznaliśmy się w klasie maturalnej, dokładnie w kwietniu. Kumpel organizował u siebie małą domóweczkę, a że trzeba było wyluzować przed maturą, to wybraliśmy się z ówczesnym moim chłopakiem. Skiba pojawił się ze swoją dziewczyną. Jacyś tacy dziwni, zakochane gołąbeczki, wyalienowali się i wiecznie obściskiwali. Do tego kolczyk w brwi Skiby nie wyglądał zachęcająco. No nie przepadam. Coś tam parę zdań zamieniliśmy, ale ogólnie patrzyłam na niego jak na... pantofla? Dziwny jakiś. Ale że były znał ich już wcześniej, to umówiliśmy się na posiadówę. I tak zasiedzieliśmy się na jakieś 3, 4 lata. Zawsze we czworo. Obiadki, kawki, imprezki itd. I okazało się, że to całkiem spoko gość i nawet zabawny. Pomimo kolczyka w brwi. Kilka razy spotykaliśmy się sami, ja i on. Tak, żeby pogadać, żeby się wyżalić, jak przyjaciel i przyjaciółka. Bez podtekstu i z czystymi intencjami. Wiedzieliśmy o sobie wszystko. Opowiedzieliśmy sobie nawet o najgorszych występkach, o których nikt inny nie wiedział. 


2. Potem był seks

Najpierw jego związek się posypał, potem mój, a my nadal się przyjaźniliśmy. Widywaliśmy się praktycznie codziennie, a że pozbył się kolczyka, gdzieś mi tam zaświtało mrrr całkiem całkiem. Jemu ewidentnie też. Nie w głowie mi było pakowanie się w kolejne będziemy razem do końca życia, ale... potrzeby każdy swoje ma. Wspólne imprezy, obiadki, wycieczki na motocyklu bardzo sprzyjały. No i stało się. Potem rozmowy Wiesz, bo ja to nie bardzo na stałe. No ja też. Jest fajnie, jak jest i niech tak zostanie. Spoko, spoko. Będziemy się przyjaźnić... i spać razem, jak się zmęczymy. Nic więcej. Nic więcej było krótko.


3. Romantyk mnie się trafił

Pojechaliśmy na weekend do mojej mamy do Świnoujścia. Na motocyklu. Kto w ogóle jedzie ze swoim łóżkowym kolegą do mamy? Tak mnie owinął wokół palca, że nawet nie zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza z głośną syreną Idiotko, to będzie Twój facet! Dojechaliśmy. Zakupił na miejscu bukiet kwiatów dla mojej mamy. Idiotko!!! Choć to urocze. I przywitał się z nią słowami Dzień dobry mamo. Niby na żarty, niby z wielkim uśmiechem, no ale błagam, przecież to nie była tylko przyjaźń. Tak, możesz pluć mi w twarz, a ja powiem, że pada. Spostrzegawczość, intuicja i w ogóle wszystko level master. Brakowało jeszcze romantycznego spaceru wieczorem po plaży. No to poszliśmy. Oczywiście, że wyznał miłość. On pierwszy! Oczywiście, że od tamtej pory nie jesteśmy już tylko przyjaciółmi. Był 15 lipca 2013. 

4. Jak spontan to spontan. Zróbmy sobie dziecko

Tempo mieliśmy zabójcze. Spotykaliśmy się jakieś 2 miesiące, zanim wyznał mi miłość. Od razu zwiózł do mnie swoje rzeczy i miliard niepotrzebnych papirów i pierdół. W jednej chwili byłam sama, no prawie sama, a w drugiej wrzucałam męskie bokserki do pralki. Tyle było z tej niezależnej singielki, która teraz to sobie poszaleje. Ale szaleliśmy razem. Tak bardzo szaleliśmy, że mogę potwierdzić nietrwałość prezerwatyw pewnej marki. No cóż, skoro już się stało, to olać to. Co będzie, to będzie. I było. Już po paru tygodniach ogarnęłam, że niechęć do pomidora na kanapce i obolałe cycki to nie ciągnący się za długo PMS, a dwie kreski na teście ciążowym. Zdolny chłopak. 


5. A kiedy ślub?

Nie jesteśmy małżeństwem. Wszystko działo się w tak zawrotnym tempie, że o ślubie nawet nie myśleliśmy. Zresztą branie ślubu ze względu na dziecko uważam za absurd. No ale pierścionek jest od roku. Sam chciał dać. Nie to, że padające z moich ust pytania i aluzje dotyczące zaręczyn miały na to jakiś wpływ. Nigdy w życiu. Sam chciał i tego się trzymajmy. A za rok będzie ślub ;)


6. Zapomniałam przy nim, czym jest kłótnia

Wiesz, jak to jest, jak człowiek przyzwyczajony jest do bylejakości, do tego, że szarpie sobie nerwy każdego dnia i nagle ląduje w spokojnym, pięknym miejscu. Nie masz się na co denerwować, tylko odpoczywasz i podziwiasz. No i wariujesz, nie wiesz co ze sobą zrobić, bo nie wiedziałaś, że można inaczej. Tadam właśnie tak wylądowałam. Wyleciałam ze związku, w którym żarliśmy się, wkurzaliśmy na siebie, rzucaliśmy fochami itd., a wylądowałam w związku, w którym jesteśmy partnerami, kochamy się do szaleństwa i rozmawiamy ze sobą. Przez 3 lata ani razu się nie pokłóciliśmy, ani razu nie mieliśmy cichych dni czy nawet godzin. Nie mamy kompletnie ku temu powodów. I powiem Ci, że teraz śmieszą mnie teksty, że trzeba się pokłócić, bo to zdrowe, oczyszcza atmosferę itd. Nie! Sama kiedyś tak sądziłam, bo to było normą i nie wiedziałam, że można tak bez tego. A można i jest przyjemnie.

7. Przeszliśmy tyle, co niejedno małżeństwo z długim stażem

To były bardzo intensywne 3 lata. Nie zawsze było kolorowo i mieliśmy już setki okazji do tego, żeby się wspierać. Kilka prób przeszliśmy i to koncertowo. No bo umówmy się, świeży związek, w głowach głupoty, a tu nagle ciąża. Niekoniecznie musieliśmy zostać razem. Po drodze wypadek Skiby, strata bliskiej osoby w jego rodzinie, szukanie pracy dla mnie, a potem dla niego, pierdyliard przeciwności losu, które dzielnie razem pokonywaliśmy i w końcu rodzicielstwo, które uważam, że jest poważnym sprawdzianem dla związku. Jesteśmy, trwamy i cały czas się kochamy. To wszystko tylko nas wzmocniło. 

To jest jakieś wielkie love story. Nie utknął mi obcas w torach tramwajowych, a on mnie nie uratował. Nie wpadliśmy na siebie na ulicy, oblewając się kawą. Nie zagadał mnie też nigdzie na mieście jakże romantyczną gadką Bolało jak spadałaś z nieba aniele? Nic z tych rzeczy. Jesteśmy klasycznym przykładem, że od przyjaźni damsko-męskiej jest bardzo blisko do seksu, a do miłości jeszcze bliżej. Romantyczny rozdział pomieszany z kartkami codzienności czytamy właśnie teraz i oby nigdy się nie skończył. Tego też życzę Waszym związkom.





Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: