Eko matka = eko wariatka, czyli o świadomości i jej braku

11:27 bizimummy 0 Comments

Przeczytałam już kilkaset tekstów na różnych blogach, forach i na Facebooku, które wyśmiewały wszech panującą modę na bycie eko mamą. Eko-sreko, to określenie przewijało się najczęściej. Beka z tego, jak to mamy zaiwaniają 200 km po eko kurę, wszystko, co je otacza, jest organiczne, a dzieci niby nie mają normalnego dzieciństwa z eko zabawkami, jest tylko pożywką dla ignorantów. A ja dzisiaj tak trochę stanę w obronie tych właśnie mam i w ogóle wszystkich, którzy żyją eko. A co!


Sama często śmiałam się z tej mody, a raczej z pewnych skrajności, które widziałam. Ja zawsze powtarzałam, że we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nie jestem turbo eko. Zakupy często robimy w markecie, warzywa kupuję w osiedlowym warzywniaku bez certyfikatów, moje dziecko przez 2 lata życia pobrudziło tonę jednorazowych pieluch i nie mam pojęcia czy ciuchy wiszące w szafie są z bawełny organicznej. Na swoją obronę dodam, że segreguję śmieci. Może być? Jak widzisz daleko mi do bycia eko...

Jest jednak coś, co łączy mnie z ekologicznymi mamami. To świadomość. Staram się żyć świadomie i wychodzi mi to coraz lepiej. Czytam i przyjmuję do wiadomości, że pewne rzeczy są dla nas po prostu szkodliwe i staram się je eliminować z naszej codzienności. Nie przymykam oka na chemię, która otacza nas z każdej strony i sieje spustoszenie w naszych organizmach. Bez przesady, pomyślisz? To teraz zastanów się, co jest w Twojej lodówce. Otwórz szafkę ze środkami czystości i spójrz na ich składy. To te reklamowane wszędzie jako niezawodne, usuwające najgorsze plamy i pozbywające się kamienia? Tragedia. Idź do łazienki i spójrz na półkę z kosmetykami. Czyżby znajdowały się na niej popularne marki dostępne w każdej drogerii i markecie? Nie jest dobrze. A teraz wyjdź z domu i pooddychaj świeżym powietrzem. A nie, przepraszam... przecież wszędzie jest smog! Wdychamy świństwa, jemy świństwa i przez skórę też wchłaniamy świństwa. 

Nie będę pisać o szkodliwych składnikach, które znajdziesz w różnych produktach. O tym można napisać książkę. Nie będę też pisać o puszkach i plastiku, który otacza nas wszędzie. Znajdziesz mnóstwo artykułów o ich wpływie na organizm człowieka. Sami sobie szkodzimy, a wystarczy naprawdę niewiele zmienić. Ja postanowiłam ograniczyć do minimum szkodliwe substancje w naszym domu. W jaki sposób?

1. Czytam etykiety!

To już jest odruch. Automatycznie po złapaniu produktu, szukam składu na etykiecie, żeby rzucić okiem, czy jest ok. Produkty spożywcze niektórych największych producentów omijam szerokim łukiem. Ich składy są tragiczne. Spotkałam się z zarzutem, że no super fajnie, ale jeśli kobieta miałaby czytać skład każdego produktu, to zakupy zamiast 30 minut, trwałyby 3 godziny. Nie! Nie poświęcam na zakupy więcej czasu. Naprawdę wystarczy, że rzucę okiem na etykietę i wyłapuję szkodliwe składniki. Po pewnym czasie już wiesz, co kupować i nie musisz sprawdzać etykiet.

Dla ułatwienia sprawy polecam 2 aplikacje na telefon. Włączasz, skanujesz kod kreskowy i widzisz skład produktu, gdzie zaznaczone są substancje szkodliwe. Można się zdziwić...
1. Cosmetic Scan - analiza składów kosmetyków
2. Zdrowe Zakupy - analiza składów produktów spożywczych

2. Nie boję się sklepów ekologicznych

Panuje przeświadczenie, że wszystko, co ekologiczne, na pewno jest dwa razy droższe. Owszem jest sporo takich produktów. Gdybym miała przeliczyć wartość mojego koszyka w markecie, na produkty eko, to z pewnością zapłaciłabym o wiele więcej. Z przyjemnością jednak odwiedzam dział BIO lub sklep ekologiczny i kupuję tam kilka rzeczy, które cenowo nie różnią się od tych marketowych, a różnica w smaku i jakości jest ogromna. 

3. Wyrzuciłam reklamowane środki czystości

Wszystkie domestosy, cility i inne to jakaś tragedia. Po sprzątaniu jeszcze cały dzień unosił się smród chemii pomimo wietrzenia, a my to wdychaliśmy. To zabawne, ale powołam się teraz na serial. Jeśli oglądałaś dr Housa, to wiesz, że lekarze zawsze szukali w domu pacjenta środków chemicznych, bo właśnie one mogą wywoływać wiele chorób. Środki czystości zamieniłam na ekologiczne płyny marki Frosch, które są dostępne m.in. w Rossmannie. Do tego zawsze w domu znajdzie się soda, ocet i cytryna, które często wykorzystuję w łazience. Mam wtedy pewność, że po umyciu wanny, mogę spokojnie wykąpać w niej dziecko. 

4. Zmieniłam kosmetyki

Od jakiegoś czasu stosujemy kosmetyki naturalne. Zakochałam się w nich od pierwszego użycia. Pięknie pachną, świetnie działają, a przede wszystkim nie szkodzą nam. Te wszystkie super extra nawilżające żele pod prysznic producenci mogą sobie wsadzić. Zakup żelu pod prysznic z masłem shea w ekologicznej drogerii był strzałem w 10. Różnicę było widać już po pierwszym użyciu. A co równie ważne, ceny kosmetyków naturalnych kształtują się podobnie jak tych z popularnych drogerii. 

5. Nie ignoruję

To chyba najtrudniejsze, ale zarazem najważniejsze. Nie ignoruję informacji o tym, że coś jest szkodliwe. Nie oznacza to, że łykam każdy kit bez opamiętania i wpadam do domu, wywalając połowę wyposażenia, bo coś tam. Staram się weryfikować informacje i wtedy dopiero wprowadzam stopniowo zmiany. Wspominałam już o puszkach i plastiku. Poczytaj o bisfenolu A. Ja przestałam kupować pomidory w puszce, z których robiłam ulubiony sos pomidorowy do makaronu. Przerzuciłam się na szklane opakowanie. Małymi krokami zmieniam nasze nawyki. 

Czuję się lepiej. Wierz mi lub nie, ale tak właśnie jest. Moja skóra wygląda lepiej, problemy żołądkowe przestały mi dokuczać i nie boli mnie głowa po każdym sprzątaniu mieszkania. Moje dziecko również czuje się dobrze i zdrowo wygląda. Jeżeli coś Ci dolega, zastanów się, czy w Twoim otoczeniu nie ma czynnika, który to wywołuje. Naprawdę warto wprowadzić pewne zmiany. Jasne, że od zjedzenia raz tuńczyka z puszki nikt nie zginie, ale jedzenie go raz w tygodniu przez 20 lat, może już wiele napsuć. Z każdej strony docierają do nas informacje o nowotworach i innych chorobach. Po co sami się na nie narażamy? 

Moda na eko i zdrowy rozsądek to dobre połączenie. Świadome wybieranie produktów ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia. A przecież każda z nas chce, aby jej rodzina była zdrowa i szczęśliwa. Dlatego zastanów się, zanim kolejny raz wyśmiejesz eko mamę. Ona tak samo jak Ty, chce dla swoich dzieci jak najlepiej.

I już na koniec - jeśli chcesz wiedzieć, które warzywa i owoce warto kupować w sklepie ekologicznym, a które to tylko zbędny wydatek, przeczytaj tekst Reni z bloga Ronja.pl. Naprawdę warto -> Kiedy przepłacasz za „eko” żywność? Poznaj Czystą 15-kę i Parszywą 12-kę warzyw i owoców


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: