Czy mama powinna wrócić do pracy? 5 argumentów za

12:28 bizimummy 0 Comments

Scenariusz zawodowy miałam ułożony od początku ciąży. Chciałam pracować jak najdłużej, o ile nie będzie żadnych przeciwwskazań ze strony lekarza. Udało się. Potem 7 miesięcy urlopu macierzyńskiego, wykorzystanie zaległego urlopu i powrót do pracy. To też się udało. Cały czas lawiruję między pracą a domem. To trochę tak, jakbym stała na równoważni, do tego żonglowała podpalonymi maczugami i co jakiś czas robiła fikołka do tyłu. Jest moc.



Nie rozważałam nawet opcji pozostania w domu. Ja się do tego kompletnie nie nadaję. Zawsze lubiłam swoją pracę i nie wyobrażam sobie, że nie szykuję się każdego ranka w pośpiechu i nie wybiegam z domu jak postrzelona. Chociaż... nie, nie, nie! Po miesiącu byłabym już znudzona. Ale jest jeszcze opcja pracy zdalnej lub własnej firmy. Cóż praca zdalna nie jest dla mnie. Kilka dni ok, ale na dłuższą metę nie umiałabym się zorganizować. Natomiast własna firma to też nie przelewki. Nie pracujesz jak na etacie 8 godzin, a zapierdzielasz non stop, żeby interes przynosił oczekiwane efekty. Ja chciałam wrócić na stare śmieci.

Jeżeli jesteś właśnie na etapie podejmowania decyzji co dalej lub teraz wróciłaś do pracy i cały czas zastanawiasz się, czy dobrze zrobiłaś, jesteś w odpowiednim miejscu. Myślę, że poniższe argumenty przemawiające za powrotem do aktywności zawodowej, nieco rozjaśnią Ci umysł.

1. Niezależność finansowa

Dla mnie kluczowy argument. Zawsze miałam swoją kasę i nie musiałam nikogo o nic prosić, a tym bardziej tłumaczyć się, na co wydaję SWOJE pieniądze. Jesteśmy rodziną i wiadomo, że dysponujemy wspólnym budżetem. Opłaty, zakupy itd. rozliczamy wspólnie. Jednak w przypadku zakupu kolejnej pary butów zasada co moje to twoje, niekoniecznie obowiązuje. Po co wysłuchiwać smutnej gadki męża... Na cholerę Ci nowa torebka? Ile kosztowała ta bluzka? Zwariowałaś?! Po co Ci tyle tych mazideł? Nie wystarczy jeden puder na rok? Jasne, zawsze można zostać przy starej torebce, która ma już 3 lata, do niczego nie pasuje i rozlatuje się w Twych pięknych rękach. Bluzka też nie jest potrzebna, a tym bardziej kosmetyki. Trywialny przykład, ale znam ich rzeczywiste odzwierciedlenie. Jednak oprócz pierdół, bez których naprawdę da się żyć, pieniądze można inwestować w siebie, a to już konkret. Może jakieś studia albo kursy, szkolenia, warsztaty i wiele innych? Może chciałabyś rozwijać swoje zainteresowania i pójść na zajęcia z garncarstwa czy szycia? Podejmowanie takich decyzji, kiedy to mąż utrzymuje dom, nie jest łatwe i zwykle własne potrzeby odkłada się na drugi plan, bo zawsze jest coś. A to pomalowanie pokoju, naprawa auta, mikser się zepsuł, talerze potłukły itd. Dobra, przełożę swoje rzeczy na kolejny miesiąc. I tak w nieskończoność.


2. Kontakt z ludźmi

Kiedy wspominam swój urlop macierzyński, pamiętam, że ratunkiem dla mnie był Skiba, który z racji unieruchomionej nogi po wypadku był w domu przez 9 miesięcy. Zawsze miałam z kim pogadać. Brakowało mi jednak kontaktu z ludźmi. Takimi normalnymi, co chodzą na dwóch nogach, używają noża i widelca i rozmawiają o wszystkim, tylko nie o dzieciach. Starałam się w miarę możliwości często spotykać ze znajomymi, ale nie była to taka częstotliwość jak w pracy. Powtarzanie w kółko maamaa, a kto już jest taki duży, och jak ślicznie się uśmiechasz, nie zastąpi kontaktu z dorosłymi osobnikami. Powiem więcej, wyjścia na spacery z innymi zaprzyjaźnionymi mamami też Cię nie rozrusza, bo rozmowy o kupkach, pieluszkach, karmieniu itd. się nie liczą. Teraz przez 5 dni w tygodniu, po 8 godzin mówię, o czym tylko chcę i zaledwie kilka zdań dotyczy Hani. Fajna sprawa.

3. Rozruszanie głowy

Dziecięce puzzle i układanki to dosyć skomplikowane zabawy dla rodzica. Dzieci zdecydowanie lepiej to ogarniają. Poważnym wyzwaniem jest też np. przewinięcie małego delikwenta, który nie najlepiej zniósł pierwszą marchewkę. Czacha aż dymi, żeby wykombinować, jak zrobić to szybko i dobrze. Przed porodem obiecywałam sobie, że dobrze wykorzystam urlop macierzyński. Będę czytać, sprawdzać co w branży piszczy, podciągnę się trochę z językami, ba może nawet coś tam sobie zdalnie zmajstruję. Potem 7 miesięcy minęło jak jeden dzień. Starałam się i rzeczywiście byłam na bieżąco z branżą i nowościami. Parę książek udało mi się przeczytać, ale nie zrealizowałam w całości swojego ambitnego planu, bo po prostu nie było na to czasu. Po tych siedmiu miesiącach mój umysł był tak wygłodniały wiedzy, zagadek i problemów, że podczas jazdy autobusem rozkładałam w myślach na części pierwsze ów pojazd. Mózg potrzebuje wielu bodźców, a praca może ich dostarczyć.


4. Wyzwania i poczucie spełnienia

Związane z rozruszaniem głowy. Tu napiszę krótko. To najlepsze uczucie, kiedy wychodzę z pracy i myślę sobie To był zarąbisty dzień. Dałam radę ogarnąć wszystko wzorowo, rozwiązałam problemy, które stały nam na drodze i do tego klient jest zadowolony. A jak zdarzy się, że klient zadzwoni do szefowej i mówi, że współpraca ze mną jest fajna, to moje ego nie mieści się w pokoju. Jasne, nie każda praca daje taką satysfakcję, więc łatwo mi wciskać farmazony. Radę mam tylko jedną. Zmień robotę! Serio da się. To my jesteśmy kowalami własnego losu.

5. Ucieczka z domu

Obowiązki domowe nie są dla nas priorytetowe. W sprzątaniu ograniczam się do minimum, bo szkoda mi na to czasu. To nie prawda, że blogerki mają idealnie czyste mieszkania z białą podłogą i białymi meblami. W każdym razie kiedy już o 8 rano Hanka zdążyła przelecieć przez mieszkanie jak tornado, zamykam za sobą drzwi i nie przejmuję się tym armagedonem. Czego oczy nie widzą... Co więcej, jest szansa, że Skiba wróci przede mną i ogarnie wszystko. Lepiej być nie może. Bałagan to nie wszystko. Po prostu zamykam za sobą drzwi i wszystko zostawiam w domu - wrzaski, płacz, marudzenie itd. Polecam z racji dbałości o zdrowie psychiczne.

Masz jeszcze wątpliwości? Dla mnie powrót do pracy był ulgą. Nie umniejszam roli mamy. Doskonale wszystkie wiemy, że mama na pełen etat to orka 24 h. Jednak praca to zupełnie inne wyzwania, problemy i sukcesy. Uprzedzam, że wcale nie jest łatwo. Pomimo wielu korzyści wynikających z powrotu do pracy, jest też sporo negatywnych skutków. O tym w kolejnym tekście.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: