Poród rodzinny? Zastanowię się.

22:06 bizimummy 0 Comments



Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, jakoś tak naturalne było to, że będziemy mieli poród rodzinny. Nie musieliśmy się nad tym zastanawiać. Taka "oczywista oczywistość". Rzeczywistość jednak zweryfikowała nasze plany i jeśli zdarzy nam się kiedyś druga ciąża, poród rodzinny już nie będzie oczywisty.



Już od pojawienia się dwóch kresek na teście ciążowym, Skiba był bardzo zaangażowany w ciążę. Wspierał mnie, dbał o mnie, zawsze czekało na mnie pyszne śniadanie przed wyjściem do pracy. Zaliczył ze mną każdą wizytę u lekarza, każde badanie krwi. A co najważniejsze, znosił mnie. Często z zaciśniętymi zębami, ale znosił. Chyba wtedy rozkochał mnie w sobie jeszcze bardziej, choć wydawało mi się to niemożliwe. Już na początku ustaliliśmy, że będzie ze mnę na porodówce. W sumie nie było nawet co ustalać. Jego zaangażowanie mówiło samo za siebie. Ja też szczególnie się nad tym nie zastanawiałam. Chce, to będzie.

Ci, którzy wpadają tu regularnie, wiedzą, że nie było Skiby przy porodzie. W telegraficznym skrócie sytuacja wyglądała następująco. 10 dni przed TĄ CHWILĄ Skiba miał poważny wypadek w pracy i trafił do szpitala ze zmiażdżoną stopą. Ze szpitala wyszedł dopiero 10 dni po narodzinach Hanki i miał unieruchomioną nogę. Wszystko dobrze się skończyło. Jest cały, zdrowy i chodzi. Jednak z przyczyn od nas niezależnych, nie mógł uczestniczyć w porodzie. Rozważałam nawet opcję rodzenia w tym samym szpitalu, parę pięter wyżej, jednak po oględzinach oddziału byłam trochę przerażona warunkami. Wspólnie zdecydowaliśmy, że powinnam jechać do innego szpitala, bo to ja mam się dobrze czuć.

Zaczęło się. Pojechałam do wybranego szpitala totalnie przerażona. Nie wiedziałam, co się wydarzy, jak to będzie wyglądało tak naprawdę. Żadne filmy o porodach nie oddają w najmniejszym stopniu emocji, które mogą towarzyszyć kobiecie w takiej chwili. Zaprowadzili mnie do sali porodowej. Ładnie, przyjemnie. Położna przygasiła światło, włączyła cicho muzykę. W tym czasie podłączyli mnie do KTG i już spokojnie leżałam. Pomimo coraz częstszych skurczy próbowałam się skupić na pytaniach, które mi zadawała. Słyszałam tylko jej głos. Muzyka do mnie nie docierała. Po godzinie zaproponowała mi kąpiel, żeby uśmierzyć ból. Świetnie. Przez kolejną godzinę spędzoną w wannie myślałam tylko o sobie i dziecku. Skupiłam się na swoim ciele i starałam się wsłuchać w jego rytm. Wdech, wydech. Byłam sama. Położna pobiegła do drugiej sali. Nie potrzebowałam nikogo. Po godzinie musiałam się przenieść na fotel. Pojawiła się druga położna. Po chwili dołączyć też lekarz. Wdech, wydech, parcie. Przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje. Jedna położna mówi, że świetnie. Druga ściska moją rękę i mówi, że dam radę. Dałam. Położyli mi Hanię na piersiach. Byłam tak zapłakana przez ból i szczęście, że nie widziałam jej dobrze. I nagle przyszedł błogi spokój. Przytulałam ją. Zrobiło się cicho i już o niczym nie myślałam. Cieszyłam się tą chwilą.

Gdzie w tym wszystkim był Skiba? Nie myślałam o nim, nie pomógłby mi w żaden sposób i jego obecność nie miałaby znaczenia. Byłam skupiona na sobie i na tym, co mówią położne. Nic więcej nie miało znaczenia. W jednym momencie strasznie mi go brakowało. Kiedy już było po wszystkim, a my leżałyśmy razem w łóżku i po otrzeźwieniu z emocjonalnego pijaństwa, wpatrywałam się w nią i nie wierzyłam, że już ją mam. Wtedy właśnie brakowało mi jego ramion i głaskania po głowie. 

Nie wiem, jak mogłabym się czuć, gdyby był ze mną. Wiem już natomiast, jak może wyglądać poród i jakie towarzyszą temu emocje. Krew, pot i łzy to mało powiedziane. Czy chciałabym, żeby w tym uczestniczył? Nie wiem. Pewnie kiedyś będziemy musieli o tym porozmawiać. Na pewno nie chciałabym odbierać mu dumy, towarzyszącej pierwszym sekundom życia dziecka. 


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: