Jeszcze nie kobieta i już nie dziewczyna

21:32 bizimummy 0 Comments


Pamiętam, że kiedy miałam 20 lat, zastanawiałam się, kim jestem. Nie byłam już nastolatką, ale kobietą jeszcze się nie czułam. Fiu-bździu w głowie, choć często przemawiał rozsądek. 20-letnia dziewczyna. To był dziwny etap w moim życiu. Brakowało mi mojego JA.



Niby już dorosła. Mając 18 lat, mieszkałam już sama. Tak nam się sprawy poukładały. Kiedy byłam w klasie maturalnej, moja mama postanowiła wyjechać do UK i od planów do realizacji minął zaledwie tydzień. Ja zostałam z myślą, że za kilka miesięcy będę musiała podejść do matury. Nie mam pretensji. Wręcz przeciwnie, to była świetna decyzja, która miała ogromny wpływ na moje życie, ale na szczęście jej skutki są pozytywne. Szkoła życia. Mogłam wtedy dać się ponieść imprezom, ale nie zrobiłam tego.  Mogłam olać szkołę i robić to, na co mam ochotę. Na szczęście miałam łeb na karku. Na studiach jednak widziałam sporą przepaść między mną a rówieśnikami. Oni żyli imprezami, a jedynym zmartwieniem było to, czy uda się naciągnąć ojca na 300 zł, żeby kupić sobie kolejną parę butów. Ja byłam samodzielna już od dawna. Studia dzienne łączyłam z weekendową pracą w galerii handlowej. Imprezy też były. Nie odmawiałam sobie tego, tym bardziej że zawsze byłam towarzyska. Mimo wszystko podchodziłam do tego z rozsądkiem.

Nie czułam się jednak jeszcze kobietą. Pomimo dorosłego życia, z facetem, a raczej chłopakiem u boku, czegoś jeszcze brakowało. Pojawiły się plany na przyszłość. Pierścionek, ślub. Poważna sprawa. Kiedy zastanawiałam się, czy powinnam, ogarniał mnie jakiś dziwny dreszcz. Ale jak, to już mam się związać na całe życie? Do tego jeszcze nie dojrzałam. I cały czas zadawałam sobie pytanie, kim jestem? Bo przecież jeszcze nie kobietą.

Potem zmieniło się całe moje życie. Zmiana pracy, końcówka studiów, związek się rozpadł, a ja uległam urokowi Skiby. Zaczęliśmy wspólnie budować przyszłość. Bez pytania czy będziesz ze mną chodzić, pełną parą, zupełnie na poważnie. Ale ja w dalszym ciągu momentami czułam się jak gówniara, a nie dorosła kobieta. Kim wtedy byłam?

Szybko okazało się, że jestem w ciąży. Dopiero wtedy coś się zmieniło i zaczęłam patrzeć na siebie jak na kobietę. Zmieniały się moje kształty, zmieniła się też moja twarz. Poważniejszy wygląd zobowiązywał. Stałam się członkiem grupy przyszłych mam. To już bardziej pasuje do kobiety niż do dziewczyny. Przełomowym jednak momentem były narodziny Hani, dzięki którym poczułam się 100% kobietą. Tak też zaczęłam być traktowana przez otoczenie. Bo jednak mama, to można ją traktować serio. Sam poród i silne emocje z nim związane, a także burza hormonów już po mają przeogromną moc i przestawiają sporo w głowie. Już nie byłam dziewczyną czy w zasadzie nie wiadomo kim, ale stałam się kobietą. 

Od tego czasu, niemal przez 2 lata, sporo się zmieniło. Przewartościowałam swoje życie, bo zaczarowała mnie mała istotka. Dla niej wszystko. Jestem bardziej wyrozumiała i wrażliwa. Przywiązuję wagę do zupełnie innych rzeczy niż kiedyś. Chcę zupełnie inaczej spędzać czas. Rodzina jest najważniejsza. Polubiłam bardzo siebie i uważam, że mam piękne ciało. Czuję się bardziej seksi. Zawartość mojej szafy nabiera charakteru i małymi krokami staram się wyrosnąć z miliarda par jeansów, by coraz częściej wciągać na siebie sukienki i spódnice. Nawet zawartość mojej kosmetyczki się zmieniła. Oprócz kilku kremów i balsamów ujędrniających pojawiła się czerwona szminka, której wcześniej bałam się strasznie. Nie miałam na tyle odwagi, nie byłam na tyle dojrzała, żeby pewnie czuć się w takim kolorze. Po pomalowaniu ust patrzyłam w lustro i nagle wszystko zmywałam, bo źle się czułam. Teraz czuję się bardzo dobrze. Gdyby nie Hania nadal tkwiłabym w stanie zawieszenia. Dziewczyna czy kobieta? 


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: