Nikt nie każe Ci obcować z dziećmi!

11:48 bizimummy 0 Comments


Są ludzie, którzy w ogóle nie chcą mieć dzieci. Wizja małego śliniącego się człowieczka, biegającego po mieszkaniu jest dla nich straszna i ja jak najbardziej to rozumiem. Nie chcesz, nie czujesz tego. Ok, nie ma problemu. Są też ludzie, którzy mieć dzieci nie powinni. To już inna para kaloszy, bo często jednak mają ze szkodą dla dziecka. W tej grupie są też osoby, które na szczęście nie mają dzieci, ale jest ryzyko, że kiedyś będą miały. Ostatnio miałam wątpliwą przyjemność przebywać w towarzystwie takiej osoby.


Pora obiadowa, jestem w pracy. Z szanownym kolegą wybieramy się na obiad do pobliskiej restauracji. Byliśmy tam już kilka razy, więc wiemy, że jedzenie jest dobre. Siadamy przy stoliku, obok siedzą 2 panie, matka i córka. Córka dorosła kobieta. Po wspólnych zakupach postanowiły zjeść razem obiad. Restauracja jest duża i gdzieś w głębi jest mały kącik zabaw dla dzieci. Na wyposażeniu jest też krzesełko dla dziecka i wysokie krzesło dla starszych maluchów. Restauracja przyjazna dzieciom. W pobliżu kącika z zabawkami siedzi mama z rocznym dzieckiem. Maluch zadowolony, ale parę razy jęknął, tylko tyle. Dorwał się do drewnianych klocków i kilka razy stuknął klockiem o stół. W ogóle nie zwróciłam na to uwagi, ale jako matka potrzebuję silniejszych bodźców. W porównaniu do mojej Hanki to spokojne i grzeczne dziecko. Towarzyszący mi niedzieciaty kolega również nie zwrócił na to uwagi, a to już świadczy o tym, że dźwięki nie były zbyt głośne. Jednak siedzące obok panie miały chyba bardzo wrażliwy słuch, więc się zaczęło.

- Boże! Człowiek przychodzi do restauracji i chce spokojnie zjeść, ale nie można. 
- No widzisz córcia, teraz tak jest.
- Jak się matka nie potrafi zająć bachorem, to niech siedzi w domu. Co to w ogóle ma być?! Jakieś krzyki, łomot. Ja chcę mieć święty spokój.
- Córcia to jest efekt tego bezstresowego wychowania dzisiaj.

Do tego ton tych wypowiedzi i maniera, która doprowadza mnie do szału! Wiesz, takie ciumkanie z zaciśniętym ustami.

Ale się we mnie gotowało! Każde ich kolejne słowo doprowadzało mnie do takiej furii, że stół kolanami unosiłam, a paznokcie wbijałam w krzesło. Zapytasz, dlaczego nie zwróciłam im uwagi? Bo mam niewyparzoną gębę i od słów pewnie przeszłybyśmy do rękoczynów, a biedny kolega musiałby nas rozdzielać. Cały czas myśl o tej sytuacji powoduje u mnie skok ciśnienia.

Po pierwsze, jak kobiety mogą rzucać tak wrednymi hasłami w stronę innych kobiet? Gdzie się podział jakikolwiek szacunek do drugiego człowieka? Ich roszczeniowa postawa odrzucała mnie. Bo JA chcę mieć święty spokój. Bo JA przyszłam do restauracji. Brawo, rozwinąć dla Ciebie czerwony dywan? Oczywiście mówiły to na tyle głośno, że nawet wspomniana mama mogła to usłyszeć...

Po drugie, przytakująca na wszystko matka, starsza kobieta, wkurzyła mnie podwójnie. O ile kobieta w moim wieku może mieć trociny w głowie i być rozpieszczoną babą (często takie spotykam), tak starsza pani, która też wychowała dziecko (jak widać jednak słabo), nie powinna się zgadzać na tak bezczelne teksty. Ba, powinna uspokoić swoją córkę i wytłumaczyć jej, że nie ma się czym przejmować, a nie dokładać jeszcze swoich trzech groszy. Rozumiem, że pani córka jako małe dziecko, siedziała cicho w kącie i nigdy nie wydawała z siebie dźwięków. Gratuluję.

I po trzecie, w zasadzie najważniejsze, nikt nie kazał im siedzieć w tej właśnie restauracji. To było centrum Poznania, tuż przy rynku. W okolicy setki restauracji i musiały wybrać akurat tę przyjazną dzieciom. Ile w dużych miastach znajdzie się takich restauracji? Kilka, kilkanaście maks? Większość nie ma krzesełek dla dzieci, a tym bardziej kącika zabaw, o menu dla maluchów już nawet nie wspominam. Mamy nie mają wielkiego wyboru, za to bezdzietni owszem. Mogą pójść wszędzie. Po co zatem chodzą do miejsc, w których z góry wiadomo, że mogą pojawić się dzieci? Poważnie, nikt nie mówi, że wszyscy mają kochać dzieci. Nie chcesz, możesz ich śmiało unikać. Nie mam nic przeciwko lokalom, w których dzieci nie są mile widziane. Ten temat poruszyła u siebie Karolina z bloga Młoda Mama w Dolinie Hipsterów (klik). Zajrzyj koniecznie! Powiem więcej, jest wiele restauracji, do których po prostu z dzieckiem nie pójdę, bo wiem, że może komuś przeszkadzać np. podczas biznesowego lunchu. Nie będę walczyć o przystosowanie wszystkich lokali do potrzeb dzieci. Niech ludzie mają wybór. Ja również, kiedy wychodzę ze znajomymi i nie ma z nami Hanki, wybieram lokal, w którym szanse na spotkanie dzieci są niewielkie, bo chcę odpocząć i tyle. Jeśli jednak wybierasz takie miejsce, licz się z tym, że maluchy się tam pojawią. To Twój wybór, więc dostosuj się do warunków i nie obrażaj nikogo. 

Mam tylko jeden apel skierowany do wszystkich. Po prostu szanujmy się nawzajem. Nie każę Ci zachwycać się moim dzieckiem. Nie każę Ci spędzać z nim czasu. A Ty nie obrażaj mnie i innych mam tym bardziej, jeśli nie masz pojęcia o macierzyństwie. Trzymam mocno kciuki, żebyś nigdy nie musiała zgłębiać tej wiedzy. Tak będzie lepiej dla wszystkich. 



Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: