Nie krzywdzę dziecka - list czytelniczki

13:09 bizimummy 0 Comments


Wasz głos jest dla mnie najważniejszy! Kiedy opublikowałam wpis Moje cycki, moja sprawa, nie spodziewałam się tylu komentarzy, będących poparciem dla mojej "spowiedzi". To niesamowite, że tekst na tyle Was poruszył, że postanowiłyście opowiedzieć również swoje historie. Dzisiaj mam dla Was opowieść czytelniczki, która napisała do mnie i zgodziła się na publikację. Chcę się tym z Wami podzielić, bo historia jest dosyć smutna. Smutna, ponieważ właśnie najbliższa rodzina, a w tym mąż, nie zaakceptowali decyzji czytelniczki i niestety nie miała w nich wsparcia, co jest istotne przy problemach z karmieniem piersią.

Witam, cieszę sie kiedy czytam takie wpisy o karmieniu, które Pani opublikowała. 4 miesiące temu urodziłam - w szpitalu, brak pokarmu, położne naciskając mi z całej siły sutki, z których nie leciało żadne mleko, poklepywały i mówiły - karmić, mleko jest. Synek próbował, gryzł, wszystko na nic, ciągle głodny, a ja przy każdej próbie podania mu piersi starałam się nie krzyczeć z bólu, brodawki pękały, krwawiły. W końcu po powrocie do domu pojawiło się mleko, a właściwie jego nawał, z tym że ja dalej nie mogłam karmić, bolało jak cholera, nakładki nic nie pomagały. Każdy w rodzinie najmądrzejszy, bo przecież mleko matki jest najlepsze. I tak podobnie jak Pani każdy dzień to pół godziny z laktatorem, 10 min karmienia i tak w kółko. Mój synek właściwie noce przesypiał, a mi po prostu nie chciało się wstawać i odciągać pokarm o 3 w nocy, wiec pokarmu było coraz mniej. Na dodatek niecały miesiąc po porodzie pojawiły się egzaminy na aplikacji radcowskiej, z których za nic w świecie nie chciałam opuścić. W końcu z laktatorem elektrycznym w jednej ręce i z książka w drugiej zaczęłam się uczyć, ale już nie tak jak wcześniej. Czytałam, czytałam i nic. Pojawił się stres i jeszcze mniej mleka. Postanowiłam po miesiącu zrezygnować z karmienia mlekiem naturalnym, oczywiście wbrew rodzinie męża i ciągle słyszałam jak biedne jest moje dziecko na jakimś paskudnym, sztucznym mleku i co ze mnie za matka. Po zakończeniu przygody z karmieniem zdałam wszystkie egzaminy śpiewająco, nie tracąc roku. Wróciła jasność umysłu i wszystko do normy.
Przez ten cały czas byłam oceniana negatywnie przez swoich najbliższych, mąż poddał się presji teściowej i sam chodził obrażony, jak bardzo krzywdzę jego syna. 
Ale czy krzywdziłam? Chcę dla swojego dziecka jak najlepiej, jak każda matka. Poświęcam mu każdą wolną chwilę. Nie uważam, że przez karmienie mm jestem w czymś gorsza. Pokarm zanikał, a ja nie byłam w stanie wykarmić swojego małego głodomora, nie mogłam tez si skupić, a wszyscy oczekiwali ode mnie ze pogodzę rolę matki z egzaminami i wszystkiego się nauczę z dzieckiem przy piersi. Mały był na butelce od początku, przez miesiąc mleko naturalne z czym ludzie w koło też maja problem - bo jak to tak karmić plastikiem, nie będzie więzi pomiędzy matką a dzieckiem, nie czuje bliskości. Po takich słowach, siedziałam i płakałam, czy rzeczywiście moje dziecko nie bedzie czuło we mnie matki? Hormony po porodzie buzowały, a wszyscy mnie zadręczali.
Teraz jestem dumna ze swojej decyzji, choć szkoda, bo w założeniu chciałam karmić 6mcy. Lekarz zalecał dokarmianie, nie patrzyłam co powiedzą inni, nie chciałam dawać dziecku ledwie wyciśniętych 20 ml i dopajać 40 ml mm.  
Dziękuje Pani za wpis, oby więcej takich kobiet, które nas w ten sposób nie oceniają. Mam nadzieję, że kolejne dziecko będę w stanie wykarmić dłużej, choć nie ukrywam, ze o laktację walczyć, tak jak to zalecają w poradniach, nie będę. Wiem, ze mam cudownego syna i łączy nas niesamowita więź bez jego ssania moich piersi. Nikt mi tego nie zabierze, tym bardziej żadna nawiedzona, starsza pani.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
- polubić fanpage Bizimummy (klik)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: