Moje cycki, moja sprawa

16:49 bizimummy 0 Comments


Kojarzysz z reklam obraz karmiącej mamy? Szczęśliwa, uczesana, bez rzygów na bluzce. Dziecko równie szczęśliwe i czyste, aż za bardzo. I tak sobie razem szczęśliwie siedzą. Fajnie, prawda? Szkoda tylko, że ten obraz jest mi obcy. U mnie wyglądało to zupełnie inaczej.


Tak łatwo jest nam oceniać innych, a szczególnie inne matki. Bez zająknięcia kwestionujemy metody wychowawcze odbiegające od naszych norm. Żłobek? Najgorsze zło. Słoiczek? To poda tylko wyrodna matka. Mleko modyfikowane? Przecież to trucizna! Zaglądamy ludziom do kieszeni, łóżka, a nawet w cycki, żeby ochoczo skrytykować. Bo przecież tylko to, co ja robię, jest słuszne. Ile już przetoczyło się w Internecie dyskusji o karmieniu piersią i butelką. Wojny w tej kwestii toczą się od lat i nigdy się nie zakończą. Oczywiście tylko kp jest dobre, jakby goły cycek był wyznacznikiem szczęścia. Bez tego dziecko jest niekochane, niedopieszczone i w ogóle gorszego sortu.

Żeby było jasne, jestem za karmieniem piersią. Mleko matki jest dla dziecka najlepsze, bo tak to natura wymyśliła. Jednak, zamiast osądzać mamy, które sięgają po proszek i butelkę, zastanów się, czy ich przygoda z kp nie była okupiona cierpieniem. Dodatkowy kopniak nie jest im wcale potrzebny. Teraz opowiem Ci moją historię.

Szpital


Umówmy się, że sam poród i początek macierzyństwa to ogromny stres dla młodej mamy. Nie wiedziałam, co się dzieje. Nagle położyli mi dziecko na piersi i już. Mam cię i już zawsze będę za ciebie odpowiedzialna. Do tego każą Ci wyciągać cycki i karmić tak, jakbyś robiła to od zawsze. Normalka. Miałam z tym ogromny problem. Hanka nie chciała się przyssać. W ogóle nie łapała, a ja spięta ze łzami w oczach prosiłam o butelkę. Próbowałam, co chwilę przystawiałam. Były nakładki, sratki, ale nie dało rady. Oprócz tego nic mi z cycków nie leciało! Na szczęście położne nie naciskały, choć i tak było mi źle z myślą, że nie potrafię nakarmić własnego dziecka. W dniu wypisu do domu siedziałam na szpitalnym łóżku i ryczałam. Ryczałam z przerażenia, że zaraz wrócę do domu, gdzie położna mi nie pomoże. Tego dnia zadałam miliard pytań, żeby ogarnąć jakoś to wszystko. Zalecenie na do widzenia - proszę w domu odciągać do butelki i może tak zaskoczy.

Pierwszy tydzień w domu


Jak powiedziały, tak robiłam. Od razu po powrocie do domu usiadłam i odciągałam. Coś tam poleciało. Ok, może jednak dam radę. No to tak siedziałam z cyckami na wierzchu i pompowałam, ile wlezie. Nie było w tym żadnej intymności jak w reklamie. Czułam się jak krowa, a mój dzień sprowadzał się do tego, że karmiłam dziecko, myłam butelkę, odciągałam przez jakieś 30 - 40 minut, myłam laktator, karmiłam... I tak bez przerwy! Oczywiście cały czas próbowałam przystawić dziecię, ale nic. No wyć mi się chciało.

Po 3 dniach przyszedł nawał. Sylikony przy tym się chowają. Nagle z miseczki B zrobiło się ogromne D! Bolało jak cholera i pojawiła się gorączka. Nie mogłam dotknąć biustu i nawet swobodne zwisanie rąk wzdłuż tułowia było bardzo bolesne. Hanka nadal nie chciała pić ze źródła, więc nie rozstawałam się z laktatorem. Schodziło ze mnie tyle, że kilkoro dzieci mogłabym wykarmić. Co z tego, skoro w głowie cały czas krążyła myśl: Nawet własne dziecko Cię nie chce.

Przełom


Nawał pokarmu minął. Na szczęście udało mi się uniknąć zapalenia. Nie wyobrażam sobie nawet tego bólu. Po tygodniu Skiba wrócił do domu. Sam w tym czasie przebywał w szpitalu po poważnym wypadku. Jego obecność uspokoiła mnie i właśnie tego potrzebowałam. Położyliśmy się razem, on za mną. Przytuliłam Hankę, on głaskał mnie po głowie i nagle cud! Dziecię zaczęło ssać pierś! Poryczałam się z radości. Gdyby ten moment nie nastał akurat wtedy, nie wiem, czy odciągałabym jeszcze dla niej mleko. Poważnie, psychicznie miałam dosyć i nigdy jeszcze nie byłam w takiej rozsypce.

Spokój


Po tym pierwszym razie mogłam już odstawić laktator i butelkę. Ufff odetchnęłam i nawet pojawił się czas na odpoczynek. Karmiłam, kiedy tylko chciała. Wychodziło nam to dobrze i obraz karmiącej mamy coraz bardziej przypominał ten z reklamy. Nawet zaczęło mi to sprawiać przyjemność i nie traktowałam karmienia jak przykry obowiązek. Nie wiedziałam tylko, jak długo to potrwa.

Wątpliwości


Wątpliwości pojawiły się, kiedy Hanka skończyła 4 miesiące. Nagle coś jej się przestawiło i po dwóch minutach ciumkania odchylała się, uśmiechała do mnie i koniec z jedzeniem. Nie krzyczała, z brzuszkiem było wszystko ok i cały czas była zadowolona. Po prostu nie chciała jeść. Skoro wytrzymywała tylko 2 minuty, dawałam jej częściej pierś. Historia się powtarzała, a ja byłam już zmęczona, biegając po domu z gołymi cyckami. Wizyta u pediatry tylko pogłębiła moje wątpliwości. Dziecko przez miesiąc prawie nic nie przybrało na wadze, więc lekarz kazał dokarmiać modyfikowanym. Tak, wiem, że w Polsce pediatrzy gówno wiedzą o karmieniu piersią i co druga matka słyszy, że ma dokarmiać dziecko. Może powinnam wtedy pójść do doradcy laktacyjnego. Może... czasu nie cofnę. 

Nie tylko to mnie dręczyło. Brakowało mi wolności i to był poważny problem. Brzmi to bardzo egoistycznie, ale tak właśnie było. Macierzyństwo nie było moim życiowym celem. To znaczy biologicznie owszem i spełniłam swój obowiązek dyktowany instynktem rozmnażania. W rzeczywistości jednak tęskniłam za wieczornymi wyjściami i beztroską. Chciałam też, żeby moje ciało było znów moje, bo wtedy nie było i nie lubiłam go. 

To wszystko zbiegło się w czasie i przez 2 tygodnie myślałam o tym bez przerwy. Co mam zrobić? Karmić dalej czy odpuścić? Przez 14 dni przeczytałam wiele artykułów o kp i mm. Przy okazji trafiłam na idiotyczne dyskusje tych zawistnych bab, które chętnie wbiją szpilę i skrytykują. To jeszcze bardziej namieszało mi w głowie. Co chwilę podejmowałam temat ze Skibą, prosząc go o radę. Dzwoniłam do mamy i mówiłam o swoich wątpliwościach. To była bardzo trudna decyzja. 

Decyzja


Po wielu godzinach rozmów, nieprzespanych nocach, po wylaniu litrów łez, po przeczytaniu całego Internetu wzdłuż i wszerz, nie wiedziałam co mam zrobić. Z jednej strony chciałam być dobrą mamą, właśnie taką z reklamy, a z drugiej miałam dosyć, potrzebowałam przestrzeni i czasu dla siebie, chciałam odzyskać swoje ciało. Nawet nie wiesz, jak bardzo byłam zestresowana przez te 2 tygodnie. Usłyszałam i przeczytałam, że zrobię dziecku krzywdę, nie będę dobrą mamą, moje dziecko nie będzie czuło mojej miłości, nie będzie między nami więzi, jestem bezmyślną i wyrodną matką, bo powinnam karmić dziecko przynajmniej rok. Brzmi zachęcająco? 

Nie mogłam już dłużej o tym myśleć. Musiałam podjąć ostateczną decyzję. Wóz albo przewóz. Przed skończeniem przez Hanię 5 miesięcy przestałam karmić piersią. I wiesz co? Czułam się z tym rewelacyjnie! Dotarło do mnie, że moje cycki, to moja sprawa i nikt nie ma prawa mnie krytykować, ani podważać mojej miłości do dziecka. Czy zrobiłam jej krzywdę? Nie. Hania jest szczęśliwym dzieckiem i nic jej nie dolega. Czy jestem dobrą mamą? Tak, bo jestem szczęśliwa i ona to czuje. Czy czuje moją miłość? W każdej minucie! Czy jest między nami więź? I to jaka! Mama jest dla niej najważniejsza. 

Nie chcę namawiać żadnej mamy, aby przestała karmić piersią. Nigdy w życiu. Jednak jeśli, któraś koleżanka poprosi mnie kiedyś o radę, bo będzie tak samo zagubiona jak ja, doradzę jej, aby zrobiła to, co uważa za dobre dla siebie i dziecka i nie dała się tej okropnej presji. Podziwiam mamy, które karmią. Gratuluję im wytrwałości. Mnie jej brakowało. Nie toleruję jednak narzucania swojego zdania i mierzenia wszystkich swoją miarą. Chcesz karmić? Proszę bardzo, ale pamiętaj, że moje cycki, to moja sprawa, a mleko matki nie jest synonimem miłości. 


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: