Mama i miejski syf

21:16 bizimummy 0 Comments


Nie wyobrażam sobie mieszkać gdzieś daleko od miasta. To znaczy, nie mieszkam w głośnym centrum, tylko na spokojnym osiedlu na uboczu, no ale jednak w dużym mieście. Zawsze ceniłam sobie to, że mam dostęp do wszelkich wygód, rozrywek, edukacji czy pracy. Kocham moje miasto. Uwielbiam Poznań pomimo kilku wad, które wcześniej cierpliwie tolerowałam, ale odkąd jestem mamą, doprowadzają mnie do szału. Zbyt idealnie nie może być... Z czym mierzą się mamy w mieście? Przede wszystkim z głupotą ludzi. Konkrety znajdziesz poniżej:

Off-road na chodniku


W terenowy wózek się nie zaopatrzyłam, a szkoda. Są w mieście takie miejsca, że łatwiej byłoby zarzucić wózek na plecy i przejść ten kawałek niż próbować pokonać ów dystans tradycyjnie, co może się skończyć trwałym uszkodzeniem bryki młodocianej. O ile ja tylko okazyjnie bywam w takich miejscach z wózkiem, tak inne mamy tam mieszkają i każdego dnia muszą przeżywać rajd po dzikich terenach miejskich. Paranoja. 

Schody jak w Casino de Paris

Wszędzie schody! W sklepach, urzędach, przychodniach itd. No przecież szału można dostać. I weź się teraz wdrapuj z wózkiem, a później schodź. Matka na "urlopie" macierzyńskim też musi iść na zakupy, załatwić coś w urzędzie, a u lekarzy bywa już na tyle często, że przybija z nimi piątkę, kiedy wchodzi do gabinetu. Czy nie można by tak choć odrobinę tego ułatwić i zrobić podjazdy? To przy okazji apel uwzględniający osoby niepełnosprawne. A do tego wysokie krawężniki! No ja pierdzielę, może niech miasto zacznie robić takie na 50 cm?!

Do Merca nie podskoczysz

Uwielbiam szanownych kierowców. Ba, to jest miłość przeogromna, szczególnie kiedy widzę, jak parkują. Jest ulica i chodnik. Wzdłuż chodnika jest wydzielony pas jako parking (parkowanie równoległe). Nooo ale szanowny kierowca wypasionego Merca ma w zadzie zasady ruchu drogowego i parkowania. On musi wjechać pod samo wejście sklepu, więc parkuje prostopadle do chodnika i wjeżdża maską na ów chodnik, co uniemożliwia pieszym swobodne przejście. Ja rozumiem, że ewentualny mandat będzie dla tego kierowcy niczym paragon ze sklepu - bez znaczenia, bo go stać. Rozumiem też, że komfort kierowcy jest ważniejszy. Zapytam tylko czy ów kierowca będzie zadowolony, kiedy podniosę wózek, postawię na masce jego samochodu, a następnie sama przejdę się kilka razy śladami wózka? Da się to zrealizować. Sorry, ale co ja mam kuźwa zrobić? Lecieć dookoła albo po ulicy, bo jakiś baran nie myśli? To się zdarza notorycznie! Ostatnio, kiedy właśnie spacer po chodniku uniemożliwił mi samochód zastawiający przejście, naskrobałam sympatyczny list z pozdrowieniami i zostawiłam za wycieraczką. Wracając do domu pół godziny później, samochód stał poprawnie w innym miejscu. 

Zasłane chodniki

Kojarzysz ten kawał, w którym Jasiu nie mówił "R"? Idzie do mamy i mówi: Mamo zasłałem łóżko. No peszek. Tak właśnie miejskie chodniki są udekorowane psimi odchodami. To nie jest kwestia jednej kupki. To jakaś zasrana plaga! Serio, spacer z wózkiem to slalom między ekskrementami. Wiesz, co to znaczy wydłubywać gówno z kółek wózka? No pozdrawiam. Problem jest jeszcze poważniejszy, kiedy dziecię zaczęło chodzić i niechętnie siedzi w wózku podczas spacerów. Musisz mieć oczy dookoła głowy, żeby nie wróciło do domu z kupą w kieszeni kurtki. Bezmyślność ludzi bardzo mnie boli. Może komuś nie przeszkadza, że trawnik pod oknem jest obsrany, ale mi tak. Skoro ze źle zaparkowanym samochodem pomogło zostawienie kartki za wycieraczka, to może teraz należałoby narobić komuś na wycieraczkę? 

Śmieć na śmieciu

Po sąsiedzku mam szkołę. Kiedy dzieciary kończą lekcje, zahaczają o pobliski sklep z płazem, aby uzupełnić zapasy na drogę - chipsy, ciastka, batony itd. Bo przecież w szkole nie mogą. Dokładnie wiem, czym małolaty się żywią, bo później widzę te wszystkie opakowania na chodniku i w krzakach. Świetnie, zasypmy się śmieciami i będzie pięknie, kolorowo. Jest również bardzo miło podczas spaceru z dzieckiem, kiedy co chwilę zrywam się i wykrzykuję: Hania tego nie ruszaj! Ręce opadają. Nie śmiecą tylko dzieci. Śmiecą również ich rodzice, z których biorą przykład. Zawsze dbałam o swoje otoczenie. Nie śmiecę i nie rozumiem, dlaczego inni to robią. Żyjemy w tym syfie wszyscy! 


To moje miejskie bolączki, które doskwierają mi 100 razy bardziej, odkąd jestem mamą. Najgorsze jest to, że te wszystkie problemy wynikają z głupoty ludzi. Masz psa? Sprzątaj po nim. Ty załatwiasz się w toalecie i jest ok, ale pies sam po sobie nie posprząta. Zjadłaś właśnie batonika? Włóż papierek do kieszeni czy torebki i wyrzuć, kiedy trafisz na śmietnik. Przecież to wszystko jest takie proste! Świat byłby piękny, gdyby ludzie zaczęli myśleć. A co Tobie doskwiera?


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, daj mi o tym znać ;) Każdy sygnał od Ciebie i innych czytelników jest dla mnie bardzo ważny i sprawia, że chcę być coraz lepsza. Aby docenić moją pracę, możesz:
- skomentować wpis tutaj
- skomentować wpis na fanpage Bizimummy
polubić fanpage Bizimummy (klik)
- udostępnić wpis swoim znajomym

0 komentarze: