UWAGA! Dziecko w restauracji

13:43 bizimummy 0 Comments


Każdy rodzic wie, że dzieci są nieprzewidywalne. Zdarza się, że w najmniej odpowiednim momencie Hanka odstawi cyrk, a ja zalana purpurą muszę uciekać z nią z miejsca publicznego. I na nic zdadzą się ciche modły o to, żeby tym razem się udało i nie marudziła. Jeśli ma kiepski dzień, to nic jej nie pasuje i koniec.

Wyjścia do restauracji są trudne. Po pierwsze ciężko znaleźć miejsce odpowiednie dla dziecka. Nie wymagam kącików zabaw, ale niewiele restauracji ma na wyposażeniu krzesełko dla dziecka, co jest podstawą, by w miarę spokojnie zjeść obiad. Przewijak to też marzenie trudne do spełnienia, chociaż doskonale wiemy, że nie kosztuje miliard, a w toaletach lub ich pobliżu zwykle znajdzie się miejsce, żeby go zainstalować. Trudno też znaleźć restaurację, która serwuje dania dla dzieci, no ale nie wymagajmy zbyt wiele. Po drugie nieprzychylne spojrzenia obsługi lub innych gości restauracji, mówiące: Kobieto ogarnij swoje dziecko, też nie należą do przyjemnych. Na szczęście nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś zwrócił nam uwagę, ale wzdychanie obsługi na widok jedzenia spadającego na podłogę owszem. No cóż, tak je 1,5-roczne dziecko.

Zaczynamy w domu

Lubimy chodzić do restauracji i próbować nowych rzeczy, więc nie będziemy sobie tego odmawiać ze względu na dziecko. Powiem więcej, mimo trudności zabieramy Hankę ze sobą, bo przecież gdzieś musi się nauczyć, jak się zachowywać. Ta nauka zaczyna się już w domu, kiedy wspólnie siadamy przy stole. Staramy się razem jeść posiłki jak najczęściej, chociaż zorganizowanie wspólnego czasu w tygodniu nie jest łatwe. Oboje pracujemy, a Hanka chodzi do żłobka, gdzie najada się do syta. Mimo wszystko, jeżeli ona nie ma ochoty na drugi obiad (czasami pochłania wszystko), to siada z nami i wcina jakąś przekąskę. Nigdy nie włączamy telewizora w czasie posiłków! To jest czas dla nas, kiedy możemy spokojnie porozmawiać i po prostu być ze sobą. 

Przygotowanie

Dom jednak to nie to samo, co restauracja. W miejscu publicznym dziecko może się zachowywać zupełnie inaczej i musimy być przygotowani na każdą ewentualność. Moja podstawowa zasada, to jeśli Hanka ma zły dzień i cały czas marudzi, odpuszczamy, bo wiem, że nie wyjdzie to na dobre jej, nam i pozostałym klientom. Jeśli jednak jej nastrój sprzyja wyjściom z domu, wybieramy przyjemne miejsce. Pomijam już te kąciki zabaw, krzesełka i przewijaki. Wybieramy miejsce, w którym nie będziemy przeszkadzać np. w biznesowym spotkaniu. Bez sensu też wybierać wykwintną restaurację, w której dzieci rzadko bywają. Myślę o takich rzeczach, bo kiedy umawiam się ze znajomymi w lokalu, to chcę odpocząć i wizja dzieci biegających między stolikami średnio mi odpowiada. Wiesz, matka nie musi lubić wszystkich dzieci.

Wybraliśmy miejsce, więc trzeba się spakować. Taaa... każde wyjście z dzieckiem wiąże się z zabraniem połowy domu i w ogóle przygotowania trwają, jakbyśmy wybierali się na biegun północny, ale musimy być przygotowani na wszystko. Po pierwsze mokre chusteczki - niezastąpione w każdej sytuacji, szczególnie w czasie jedzenia. Po drugie pieluchy, ubranie na zmianę i śliniak. Uwierz, wszystko się przyda przy małym szkrabie. Zabieram też przekąski dla małej np. chrupki kukurydziane czy wafle ryżowe, banana, wodę w kubeczku. Jeśli nie będzie miała ochoty jeść z nami obiadu, to nie będzie się czuła pokrzywdzona. I najważniejsze - zabawki. Oczekiwanie na posiłek może być dla dziecka nudne. Warto zainteresować czymś malucha w tym czasie. Nie zabieramy ze sobą grających zabawek ani takich, którymi może rzucić i narobić hałasu. Szanujmy innych gości restauracji. Świetnie sprawdzają się układanki, puzzle, maskotki i książeczki. Takimi zabawkami nie będziemy nikomu przeszkadzać, a nawet 30 minut oczekiwania zleci migusiem. 

Znowu się zaczyna...

A co, kiedy zaczyna się dramat? Cierpliwość nie jest cnotą Hanki. Siedzimy w jednym miejscu, czekamy, nic się nie dzieje, zabawki przestały ją interesować i zaczyna się nudzić. W tej sytuacji jedno z nas wychodzi z nią, żeby się przejść, pokazać jej coś ciekawego. Na szczęście nawet przejeżdżający tramwaj jest ciekawy. Po paru minutach można wrócić do środka i jest ok, a zabawki znowu ją interesują. Kiedy jednak płacz rozhula się na całego i nie da się uspokoić malucha, jedynym rozwiązaniem jest opuszczenie lokalu. Dobre jedzonko zabieramy do domu :)

Nie odmawiaj sobie przyjemności ze względu na dziecko. To wszystko można połączyć i każdy będzie zadowolony. Nie przejmuj się też nieprzyjemnymi spojrzeniami. Takie osoby albo nie mają jeszcze dzieci, albo już zapomniały jak to jest. Im wcześniej zaczniesz odwiedzać z maluchem takie miejsca, tym lepiej. Jak już napisałam wcześniej, gdzieś dziecko musi się nauczyć odpowiedniego zachowania.

0 komentarze: