Bardzo (anty)świąteczny tekst

11:01 bizimummy 1 Comments



Grudzień to taki miesiąc, kiedy wszyscy spieszą się podwójnie, denerwują się podwójnie i rozczarowują się podwójnie. A wszystko przez święta, które nie dla każdego równają się z selfie na tle choinki, fotami ładnie zapakowanych prezencików i bobasami przebranymi w mikołajowe fatałaszki. Dla niektórych święta i w ogóle cały grudzień to przerąbany czas i ja jestem właśnie w tej grupie.


Pośpiech

Z reguły czasu nie mam. Praca, dziecię, znowu szkoła, bo sobie wymyśliłam kolejne studia. Ale grudzień, to jakieś przegięcie pały! Zacznę od tego, że ten miesiąc w zasadzie kończy się 24 dnia z chwilą, kiedy siadamy do stołu. W związku z tym w pracy jest dwa razy więcej do zrobienia, bo każdy czegoś chce jeszcze przed świętami. No to zaiwaniam te 8 godzin, żeby o normalnej porze wrócić do domu, ale nie zawsze jest tak kolorowo i nadgodzinki chętnie się do mnie przytulają. Pamiętam, jak na początku studiów pracowałam w galerii handlowej w wielkim sklepie, w którym można kupić w zasadzie wszystko. W każdym innym miesiącu po zamknięciu sklepu wychodziliśmy przed 23 do domu. W grudniu wychodziliśmy o 2, a nawet 3 w nocy, bo trzeba było wszystko ogarnąć po przejściu huraganu przez sklep! Łączę się w bólu ze wszystkimi pracownikami galerii handlowych.

Szkoła też nie odpuści i przedświąteczny weekend, który chciałabym poświęcić na porządki, spędzę na uczelni. To jest ten weekend... Mycie okien? Pffff nie ma szans, zresztą kto wymyślił mycie okien zimą? Poczekam na wiosny. Generalne porządki w domu? No chyba jak zarwę nockę. Szybka przejażdżka z odkurzaczem i mopem wystarczy. Poza tym wiesz, jak to jest z dzieckiem. Posprzątasz, a po 5 minutach mieszkanie znowu wygląda, jakby wybuchła w nim bomba.


Nerwy

W zasadzie pośpiech wiąże się z szarganymi nerwami. Nie masz kiedy odpocząć, bo cały czas myślisz o tym, ile jeszcze musisz zrobić, czego nie zdążyłaś odhaczyć na liście. Grudzień jednak dostarcza mi o wiele więcej nerwów niż pozostałe miesiące. Na dźwięk dzwoneczków w świątecznych piosenkach zaczyna mi lecieć piana z pyska. Na widok śnieżynek, Mikołajów, reniferów i całego świątecznego inwentarza mam serdecznie dosyć. Żeby ograniczyć do minimum styczność ze świątecznymi akcentami, nie włączam w grudniu radia ani telewizora. Świąteczne reklamy są sto razy bardziej durne. 

Nie zapominajmy, że grudzień to miesiąc prezentów. Najpierw denerwujesz się prezentami na 6 grudnia. Myślisz co komu podarować, czy będzie się podobało, czy fajne i oczywiście tanie, no bo nie będziesz przecież dwa razy wydawać majątku. Po mikołajkach czujesz już gwiazdkową presję. Pod choinkę chyba wypada dać coś odjechanego? Latasz po sklepach, szukasz tego wyjątkowego prezentu i wkurzasz się, bo pełno ludzi, nie ma gdzie zaparkować, w sklepie nie było tego, czego szukasz. Dziękuję za taką świąteczną atmosferę. Od kilku lat robię zakupy przez Internet, więc przynajmniej mogę uniknąć tłumów. Ale to też nie jest takie kolorowe. Znajdź najpierw odpowiedni sklep, a potem czekaj na przesyłkę, denerwując się, że cholerka... może nie dojdzie do świąt. Wszyscy masowo zamawiają, a biedni kurierzy rozwożą paczki 24 h. 

Rozczarowanie

Grudzień to miesiąc rozczarowań. Jest ich wiele, np. kiedy wymyślisz sobie super prezent dla drugiej połówki, a później sprawdzasz jego cenę. I zamiast wypasionego gadżetu będą znowu skarpetki, bokserki i inne standardy. Sama nie możesz okazać rozczarowania po odpakowaniu prezentów, bo nie wypada, ale możesz zauważyć to rozczarowanie u innych. Dzieci się nie szczypią i potrafią zrobić niezłą awanturę, jeżeli kucyk Pony nie jest w tym kolorze, który został uwzględniony w liście do grubego. Maluchy nie ukrywają emocji, co w zasadzie jest urocze, ale w czasie świąt może być dla nas niezłym kopniakiem. Uff całe szczęście to mnie jeszcze nie dotyczy, bo Hanka na razie cieszy się ze wszystkiego. 

Dla mnie rozczarowaniem jest zawsze pakowanie prezentów. Myślę sobie, że w tym roku opakowanie zagra pierwsze skrzypce. Mam jakąś wizję, a kiedy już zabieram się do roboty, to w połowie wiem, że nic z tego nie będzie. Serio, nienawidzę pakowania prezentów. Nie mam zdolności manualnych, więc jest krzywo, poklejone z każdej strony i wygląda byle jak. A ja naprawdę się starałam. Efekt nigdy nie odpowiada moim wyobrażeniom.

Największym rozczarowaniem jest jednak brak śniegu. Zawsze na początku grudnia słyszę, jak ludzie się zastanawiają: Ciekawe czy w tym roku będzie biało na święta. Poważnie, nie pamiętam, kiedy ostatnio mieliśmy białe święta. I tak sobie myślę, że będzie parę dni wolnego, pójdziemy na sanki, Hanka będzie miała fun. A tu co? No nic. Żeby nie było, 9 grudnia 2015 roku termometr w Poznaniu wskazywał 11 stopni. 


Wiedziałam, że grudzień będzie dla mnie trudny. Zawsze to samo. Wszędzie światełka, Mikołaje, śnieżynki i renifery, a ja tego nie znoszę! George Michael w zeszłe święta podarował gościowi serce, a on mu je zwrócił. Biedny chłopina się nacierpi, jak co roku i nigdy się nie nauczy. Wiesz, że ten kawałek ma 30 lat?! Nie było mnie jeszcze na świecie, a już wszyscy śpiewali Last christmas. Nienawidzę tych wszystkich świątecznych piosenek. Nie znoszę grudnia i świąt, ale przeżyję, zacisnę zęby i przetrwam ten czas. A zrobię to dla nich. Dla niego i dla niej.

PS nie przygotuję zestawień prezentów, nie wrzucę fotek świątecznych pierników, bo ich nie piekę. Nie wybiorę się też z Hanką na świąteczną sesję zdjęciową. Przepraszam.

1 komentarz: