Muzyka łagodzi obyczaje. Albo nie

17:46 bizimummy 0 Comments



Muzyka zawsze mi towarzyszy. Nienawidzę, kiedy tłem do codzienności jest telewizor. Chaos informacyjny i bijące po oczach kolory nie pozwalają mi się zrelaksować. Za to muzyka jest dla mnie najlepszym lekarstwem na zmęczenie czy zszargane nerwy. Wyłączam się, słucham i wszystko w głowie układa się samo.



A wszystko zaczęło się jakieś 17 lat temu, kiedy stałam się świadomym słuchaczem. Wtedy już nie tylko podsłuchiwałam, co tam gra w głośnikach dorosłych, ale miałam już pierwszych ulubionych artystów. Backstreet Boys... i chyba nie muszę nic więcej dodawać. Kto mi odda te nieprzespane noce, kiedy rozmyślałam o Nicku! Z łezką w oku wspominam Britney Spears i jej rewelacyjne układy taneczne, które wraz z koleżankami próbowałyśmy opanować. Dobrze, że wtedy jeszcze nie było możliwości nagrywania wszystkich życiowych głupot. Ktoś mógłby teraz to wykorzystać. W tych czasach każda dziewczyna była Crazy i Lucky. 

Później zaczęła się fascynacja kulturą uliczną i hip-hopem. Jako 11-latka woziłam się po dzielni niczym dziewczyna z ferajny, a od Młodych gniewnych odróżniało mnie tylko to, że grzecznie szłam do szkoły, nie wagarowałam i miałam same piątki :D To było prawdziwe gangsterskie życie, które podkreślała kaseta Liroya w walkmanie. Tak poważnie to mając lat 12, znałam na pamięć wszystkie teksty Paktofoniki. Nie dopiero po obejrzeniu filmu! 

I nastał czas buntu, podwójnego buntu. Jestem już pokoleniem, które zaliczyło gimnazjum. Masakra!
Zbiór gówniarzy w jednym budynku, którzy myślą, że są już nie wiadomo jak dorośli, bo nie są już w podstawówce. Ja oczywiście też tak myślałam, więc się buntowałam przeciwko każdemu. Do tego w tym czasie zaliczyliśmy 2 przeprowadzki do innego miasta. Wiesz, co to znaczy w tym wieku? Możesz współczuć mojej mamie. Do panujących nastrojów idealnie pasował punk rock i ciężki metal. Nie mogło oczywiście zabraknąć glanów i czarnych ciuchów. Ależ ja się buntowałam! Byłam opryskliwa niczym Krystyna Pawłowicz, a w chwilach słabości ryczałam w poduszkę do piosenek Myslovitz. Bo w miłości mi nie wyszło!Też mi bunt...

W końcu się uspokoiłam. Nadszedł czas rozpocząć naukę w liceum, co już było totalnie innym etapem życia. Po pierwsze zaczęły się imprezy. Po drugie pojawiły się poważne związki. Ta, poważne. Tak czy inaczej, w tym czasie na mojej playliście można było znaleźć wszystko. W dalszym ciągu lubiłam rockowe brzmienie, choć innego dnia miałam ochotę pobujać się do kawałków Molesty, a w weekend pląsałam w rytmie house. Się działo.

Ta miłość do muzyki nie gaśnie i na szczęście Skiba też ją podziela. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, kiedy odkryłam na jego liście np. Marka Grechutę. Ten facet zaskakuje mnie cały czas. Słuchamy wszystkiego zależnie od nastroju. Faworytem jest jednak rap i muzyka elektroniczna. Ile wieczorów przeleżeliśmy razem w salonie, słuchając muzyki. A to w ogóle taka nasz tradycja, kiedy pojawia się w domu nowa płyta. Lubimy też ze sobą tańczyć. Wiesz, że potrafimy wybrać się na imprezę tylko we dwoje, żeby się wyszaleć? To jest rewelacyjne. 

Podsumowując te moje muzyczne zwierzenia, mam nadzieję, że kiedy Hanka będzie przechodziła przez te wszystkie dziwne etapy w życiu, będę ją lepiej rozumiała. Może dzięki temu przejdziemy przez to łagodniej? Będę szczęśliwa, jeżeli kiedyś zechce z nami spędzić wieczór i słuchać muzyki. Już teraz lubi się bujać i machać ręką do rapu. Mała gangsterka ;)

0 komentarze: