Jak się żyje z brodą

16:18 bizimummy 0 Comments



Sama chciałam. Sama go zachęcałam i dopingowałam. No i sama sobie jestem winna. To tak jakby zaprosić do domu kobietę i powiedzieć: Weź go sobie. Jest Twój. Ja będę dzielnie znosić Wasze wybryki. I znoszę z uniesioną głową. A wszystko zaczęło się jakieś 16 miesięcy temu, kiedy Skiba postanowił, że zapuści brodę...


Życie z brodaczem nie jest łatwe, o nie. Niby fajnie, niby ciacho, ale ile ja się muszę nacierpieć. Broda notorycznie kradnie jego czas! Bo musi ją wyczesać, bo musi przyciąć z chirurgiczną precyzją, bo musi coś tam wetrzeć, czymś nasmarować. Wiesz jakie to czasochłonne? Po wszystkim stoi w łazience przed lustrem i dumny jak paw podziwia swój zarost. Pręży się do tego lustra, ogląda z każdej strony, zupełnie jak koksiki na siłce. Fakt, że ładna, miękka i przyjemna w dotyku, w przeciwieństwie do koksików.

Wrócę jeszcze do łazienki, bo to poważny problem, kiedy facet ją zajmuje, a ja akurat mam ochotę wypróbować nowy makijaż. Przecież wiadomo, co jest ważniejsze. Wtedy myślę sobie, że wejdę tam, stanę obok niego i tak cichaczem przepchnę go sprzed lustra. No to wchodzę, a w umywalce co? Szok i niedowierzanie, bo chyba jakiś chomik w niej wybuchł! No wziął, zrobił puf i zostało tylko futerko. Rezygnuję. Wejdę, jak posprząta. Na szczęście zawsze zostawia łazienkę w stanie idealnym.

Problemów z brodą jest o wiele więcej. Nosiłaś albo nosisz aparat na zębach? Ja nigdy nie nosiłam, ale moi znajomi owszem. Spotkanie w restauracji było dla nich raczej krępujące. Zasłaniali usta, nie chcieli się uśmiechać, bo bali się, że coś zostało im na  aparacie. Z brodą jest podobnie. Za każdym razem, kiedy coś jemy, słyszę pytanie: Mam coś na brodzie? Czasem ma. Przynajmniej wiem, kiedy zjadł jakieś ciacho, bo zawsze trochę lukru zaplącze się w zarost. Kiedyś wybraliśmy się do Dark Restaurant, gdzie dania je się w totalnych ciemnościach. Pierwsze co usłyszałam, kiedy usiedliśmy przy stoliku to: Na pewno będę miał wszystko na brodzie. Cóż, poszło mu wtedy lepiej niż przy włączonym świetle.

Aaaa i to jeszcze nie koniec. Napisałam na początku o obcej babie w domu? To wyobraź sobie, że dokładnie tak to wygląda. Siedzę obok niego na kanapie, a on gładzi ją i gładzi, i gładzi i... Tak w nieskończoność! Halo czy mam być zazdrosna? Siedzę obok i może tak gładzić... np. moją głowę ;) A jak już wyrwie się z letargu i zauważy, że jestem obok, to co z tego mam? Łaskotki! Każde muśnięcie brodą kończy się takim oto chichotem.

Tak właśnie wygląda życie z brodaczem. Powiem Ci szczerze, że uwielbiam tę długą brodę. Lubię ją gładzić i szarpać. Podoba mi się to, że tak o nią dba. Bo z brodą jest jak z długimi włosami u faceta - musi być zadbana. No i ciacho jest z tego mojego drwala ;)

0 komentarze: