Gdy mama MUSI szukać pracy

15:55 bizimummy 1 Comments


Poszukiwania nowej pracy z założenia są stresujące. Wysyłasz setki CV, czekasz, aż telefon się odezwie, a jak już się odezwie, to przed Tobą rozmowa kwalifikacyjna, na której musisz dobrze wypaść. Po pierwszej rozmowie mieli oddzwonić, nie oddzwonili. Po drugiej oddzwonili, ale podziękowali, bo wybrali kogoś, kto "wpisuje się w charakter firmy". Frustracja rośnie, a Ty nadal musisz szukać.


Większy komfort psychiczny mają osoby, które szukają nowej pracy, bo pragną zmian, chcą się rozwijać, ale jeszcze nie pożegnały się z obecnym pracodawcą. Wiedzą, że mają czas i przede wszystkimi wypłatę. Najczęściej jednak szukanie pracy wiąże się z przymusem i presją czasu. Spotkałam się już z wieloma historiami, kiedy to mama po urlopie macierzyńskim nie miała już do czego wracać, lub przepracowała miesiąc i firma powiedziała goodbye. W takiej sytuacji presja i stres są jeszcze większe. Przecież masz w domu maluszka, któremu trzeba zapewnić żłobek/opiekunkę i miliard innych rzeczy, na które pieniądze dosłownie uciekają Ci z portfela. Kredyt na mieszkanie sam się nie spłaci, no i nie samą miłością człowiek żyje.

Jak to było u mnie? Wiedziałam, że wrócę do pracy i bardzo tego chciałam. Im bliżej było do końca macierzyńskiego, tym bardziej się cieszyłam. Potrzebowałam tego bardzo dla higieny psychicznej. Pamiętam, jak pierwszego dnia pracy jechałam rano autobusem i całą drogę uśmiechałam się do wszystkich. Pełna zapału i pomysłów ekscytowałam się jak nastolatka na koncercie Justina Biebera. Potem wielkie przywitania, opowiadanie co i jak, kupa śmiechu. Byłam w swoim żywiole. Aż tu nagle trzeciego dnia zebrano nas wszystkich w sali konferencyjnej, by oznajmić, że firma będzie zamknięta i wypowiedzenia czekają. WTF? Ale jak, co, w ogóle, o co chodzi? Był ryk, żal i trochę alkoholu. Jedyne o czym myślałam to: I co ja niby mam teraz zrobić? Mama, ledwo skończyła urlop macierzyński, w domu dziecko i Skiba połamany po wypadku. Nie wiedzieliśmy wtedy też czy on będzie mógł wrócić do pracy i kiedy ewentualnie to nastąpi. Koniec świata!

Jeden wieczór zmarnowałam na użalanie się nad sobą i swoim losem. Jeden, bo wiedziałam, że więcej nie mogę. W ogóle jestem osobą, która nie czeka, tylko bierze sprawy w swoje ręce. Pozbierałam się do kupy, odświeżyłam CV i zaczęłam działać. Nie będę rzucać hasłami o pewności siebie, wierze we własne kompetencje itd. Przecież doskonale o tym wiesz. Przedstawię Ci za to 3 kroki, dzięki którym znalazłam w ekspresowym tempie nową pracę. Oto one:

1. Uruchom znajomości. Zawsze z uniesioną głową powtarzałam, że nie będę nic załatwiać przez znajomości. Bzdura! To nie te czasy. Ktoś z Twoich znajomych pracuje w tej samej branży? Odezwij się do niego. Nie musi Cię polecać, ale może znać oferty pracy, których nie znajdziesz w Internecie, bo akurat koleżanka z działu złożyła wypowiedzenie. Może opowiedzieć Ci o firmie i procesie rekrutacji, żebyś przygotowała się do spotkania. Pierwsze co zrobiłam, to napisałam do kilku znajomych. Po trzech dniach miałam umówione spotkanie.

2. Wykorzystaj serwisy społecznościowe. Znasz GoldenLine lub LinkedIn? Tworzysz swój profil, takie internetowe CV, budujesz sieć kontaktów, możesz dołączać do grup tematycznych i sprawdzać oferty pracy. To tak w skrócie. Od razu zaktualizowałam swoje profile, które już od dawna tam wiszą. Dzięki temu dostałam kilka zaproszeń bezpośrednio od firm na rozmowy kwalifikacyjne.

3. Stwórz listę firm. Listę firm z mojej branży stworzyłam już dawno temu i wiedziałam, do których chcę się zgłosić. Wchodziłam na ich strony i sprawdzałam, czy mają ofertę, na którą mogę aplikować. Często firmy nie wrzucają ofert pracy na portale ogłoszeniowe jak pracuj.pl, ale umieszczają je na swoich stronach w działach karierowych. Warto również w ten sposób szukać. 

Moja historia zakończyła się szczęśliwie. Po tygodniu od otrzymania wypowiedzenia miałam już zagwarantowaną nową pracę. Przez ten tydzień zaliczyłam 3 spotkania. Po spotkaniach otrzymałam 3 oferty i musiałam wybrać jedną. Wybrałam firmę, do której dostałam się po znajomości. To był bardzo intensywny i nerwowy tydzień, ale istotne było szybkie działanie. Później odbierałam jeszcze sporo telefonów z propozycjami spotkania. Co jest najważniejsze w takich sytuacjach? Żeby się nie załamywać, tylko działać! 

1 komentarz: