Za co nie lubię mojego dziecka

20:10 bizimummy 16 Comments



Kocham moje dziecko nad życie, żeby było jasne. Lubię spędzać czas z Hanką, bawić się z nią, ale są momenty, kiedy najnormalniej w świecie jej nie lubię. Serio. Myślę wtedy: "byle do 19 i pójdzie spać". Czasem tak jest, że pomimo sympatii nie masz akurat ochoty na spotkanie z kimś, bo tak. Bo ostatnio często się widywaliście i potrzebujesz przerwy. Do dziecka nie zadzwonię i nie powiem: "Sorki, dzisiaj nie dam rady. Spotkamy się jutro". No nie, muszę zacisnąć zęby i wytrzymać. Nawet jeśli poziom frustracji osiągnął już szczyt.


Dlaczego czasem nie lubię Hanki? To jest związane z jej wiekiem i wiem, że zaraz będzie lepiej, przynajmniej staram się tak pocieszać. Będzie starsza i zaprzestanie pewnych czynności, które obecnie doprowadzają mnie do furii! Oczywiście tłumaczenie i pokazywanie nic nie daje. Po prostu tak ma i już. Do rzeczy:

Wypluwanie jedzenia

Stoję przy garach pół dnia. Tydzień temu obiad bardzo jej smakował i wyczyściła talerz na błysk. Postanawiam, więc ugotować to samo z nadzieją, że zadowolę królewskie podniebienie. Zasiadamy do stołu, Hanka macha głową i powtarza nie, nie, nie. To akurat norma, więc nie zniechęcam się. W końcu udaje mi się ją namówić, żeby wsadziła łychę do dzioba i co?! I wypluwa! Bo w tym tygodniu już jej nie smakuje! 

Inna sytuacja - w tygodniu, kiedy wracamy z pracy, jadamy obiadokolację około 18. Hanka nie chce wtedy jeść z nami i nie zmuszamy jej do tego, bo przecież wciągnęła całe menu żłobkowe. Jednak zawsze podejdzie i coś od nas skubnie. No i podchodzi i pokazuje, że chce. Ok, skoro chce, to dostanie. Daję jej kęsa, a ona wypluwa i wszystko leci na podłogę. No szlag mnie trafi!

Rzucanie przedmiotami

Tak, ja wiem, że niemowlak rzuca przedmiotami, bo tak poznaje otoczenie. Ja wiem, że w późniejszym etapie tak okazuje złość. Rzeczywiście, kiedy Hanka się wkurzy, to lubi sobie czymś rzucić i to akurat może mieć po mnie. Kiedyś rzuciłam w gościa kubkiem i popielniczką, bo akurat były pod ręką a nerwy mi puściły. Zresztą idealnym sposobem na rozładowanie emocji jest ciśnięcie w ścianę zabytkową porcelaną IKEA. Ale na miłość boską, moje dziecko rzuca wszystkim! Na przykład sprzątamy po zabawie i zbieramy klocki do pudła, a Hanka nie potrafi normalnie ich wrzucić, tylko musi pieprznąć z całej siły. Hałasu przy tym co niemiara. Bębenki w moich uszach już tak ucierpiały przez te 1,5 roku, że zaraz ogłuchnę na amen. W ogóle najlepiej się rzuca przedmiotami, które robią najwięcej rumoru - drewniane klocki, plastikowe zabawki i pilot od telewizora. 

Kopanie 

Przebieram Hankę lub zmieniam jej pieluchę i wtedy radośnie zaczyna machać nogami. Nie jest to takie zwykłe machanie, tylko dosyć mocne i szybkie. Zawsze zgarnę kopniaka z pięty w brzuch albo biust! Nie robi tego oczywiście specjalnie, ale irytuje mnie to niemiłosiernie. Za każdym razem tłumaczę jej, że to boli, a ona cały czas swoje. Jeszcze trochę i będę do niej podchodziła uzbrojona w ochraniacze...

Jęczenie

Taaa uwielbiam ten stan. Ledwo otworzy rano oczy i już jęczy. To będzie piękny dzień, myślę wtedy. Nic jej nie pasuje, sama nie wie, o co jej chodzi i weź, zrozum dziecko. W takie dni Hanka na wszystko reaguje piskiem i swoim "nie, nie nie". Nie da się jej dogodzić. Zwalam to na wychodzące zęby i modlę się, żeby ten etap był już za nami. Ja też miewam gorsze dni. Zdarza się każdemu. Ale ręce człowiekowi opadają, jak wszelkie próby rozweselenia brzdąca kończą się niepowodzeniem.

Za te cztery rzeczy nie lubię mojego dziecka. Na domiar złego te cztery rzeczy występują zawsze razem, jednego dnia! Sorry, ale święty by nie wytrzymał, gdyby najpierw dziecię wypluwało jedzenie na podłogę po długich staraniach w kuchni, następnie skopałoby go z uśmiechem na buzi i na koniec testowałoby odporność na hałasy. I to wszystko opatrzone całodniowym marudzeniem. Brawo ja, że po całym dniu nie trzeba mnie owijać kaftanem.

I w tym wszystkim nie chodzi o żalenie się. Nie chodzi o narzekanie na swoje dziecko, które przecież powinno być dla mnie całym światem. Chodzi o najzwyklejsze uczucia, które towarzyszą nam każdego dnia. Bo skoro mogę czasem nie lubić koleżanki, to mogę też nie lubić Hanki. Ale kocham moje dziecko nad życie, żeby było jasne.

16 komentarzy:

  1. Nie pocieszę Cię, nie będzie lepiej. Później będzie gadającą i jęczącą trzylatką, albo kręcącą się w kółko po pokoju i nie mogącą usiedzieć nawet 5 minut na tyłku w spokoju. Albo będziesz miała szczęście i Cię to ominie :P
    Tez ostatnio, chyba w zeszłym tygodniu, pisałam o 5 powodach, przez które czasem nie lbię swojego dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O muszę przeczytać, bo ominęło mnie :)
      A Hanka już nie może wysiedzieć 5 minut...

      Usuń
  2. Bardzo fajny wpis i wcale się nie dziwię! Każdemu czasem puszczają nerwy. Niedługo malutka wyrośnie ze wszystkiego i jak to zazwyczaj bywa..jeszcze się zatęskni, nawet za tymi humorkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd ja to znam :) Zawsze wcinała ze smakiem - ostatnio "be, nie", pluć zaczęła sama i na wszystko, potem sama wstawia się do kąta i mówi "nunu", chyba zaczyna łapać, że to źle, a przynajmniej taką mam nadzieję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobnie jak Ty, kocham moje dzieci nad życie, ale wiadomo, że czasem jest różnie. Ostatnio córka z premedytacją rozbiła talerz, nie że przypadkiem jej wypadł czy coś. Złapała i uderzyła z całej siły. Mam wrażenie, że chciała sprawdzić, co się stanie. Była lekko zszokowana, że roztrzaskał się na mnóstwo drobnych kawałków. Było też zalanie klawiatury (musiała iść do wymiany) oraz próba wspinania się po zasłonach. ;p ;) Nie ma nudy. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak to jest z tymi dziećmi. My pewnie też je czymś wkurzamy, ale i tak nas kochają!

    OdpowiedzUsuń
  6. Heh... Jakbym czytała o sobie. Dzis mam kryzys. Dzis bardzo nie lubie.swojego Antka. Dzis mam dosc. Jeczenie od rana. Tez zwalilam na zeby :/ Jedzenie be. No chyba ze akurat sie czyms zainteresuje to cos wpadnie do buziaka... A o kopaniu mnie po cycach nie wspomne bo rzeczywiscie-irytujace!!! I to jeszcze z jaka premedytacja On to robi???!!!
    Kupię kilka ton cierpliwości! Cena nie gra roli!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh gdybym tylko wiedział, gdzie można kupić cierpliwość... też bym się zaopatrzyła ;)

      Usuń
  7. Czasami kot wyprowadza mnie z równowagi, a takie rzeczy to już w ogóle. Ja nie jestem cierpliwa, nie wytrzymałabym nerwowo. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja kocham takie zdrowe podejście, jakie przedstawiłaś!
    można nie lubić. ważne, że miłość zawsze dominuje!

    OdpowiedzUsuń
  9. Amen, siostro. Dokładam do tego jeszcze celowe zrzucanie mi okularów z twarzy i walenie we mnie czym popadnie. Same old, same old...

    OdpowiedzUsuń
  10. Dodam jeszcze gryzienie, szarpanie mnie za bluzkę (cycyyyyy!) i skakanie po kanapie grożące w każdej sekundzie upadkiem... Wrrr!

    OdpowiedzUsuń
  11. Apropo kopania: jak mnie to wkurza! :) Plus jeszcze - oczywiście nie celowe, ale boli jak diabli - pociągnięcia za włosy, uderzenia głową w moją głowę, siadanie mi na kolanach jak kucam by zawiązać dziecku but, wskakiwanie na mnie itp. Po prostu ból fizyczny bycia matką! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie ze skrajnosci, w skrajnosc. Albo aniolek, albo diabelek. Ten typ tak ma.

    OdpowiedzUsuń