Strach - cena matczynej miłości

13:37 bizimummy 0 Comments




Jest późny wieczór i Hania od kilku godzin śpi. Przez cały dzień była radosna, pełna energii. Szczęśliwe dziecko. Nagle budzi się z płaczem. Coś jest nie tak. Wiem to doskonale, bo to nie jest zwykły płacz. Matki wiedzą takie rzeczy. Biorę ją na ręce i czuję, że jest rozpalona. Sprawdzam temperaturę - wysoka gorączka. Skąd?!


Nie wiem, co się dzieje. Totalnie zdezorientowana i przestraszona przytulam ją i próbuję uspokoić. Zaczynam zbijać gorączkę. Udaje się, jest lepiej. Hanka uspokaja się i wtulona we mnie zasypia. Po głowie krąży miliard myśli o niej, o jej zdrowiu. Emocje schodzą, a ja czuję, że zaraz poleją się łzy. To wszystko przez strach.

Uprzedzę Cię od razu - nie jestem panikarą. Nie jestem też przewrażliwioną matką, której serce podchodzi do gardła, kiedy dziecko się przewraca. Nie należę do grupy osób, które same doszukują się problemów i wszystkim się przejmują. Wręcz przeciwnie! Gdybym miała przypisać sobie jakieś motto, to brzmiałoby "olej to". Nie lubię zawracać sobie głowy głupotami. Zdecydowanie lepiej cieszyć się każdym dniem. I w zasadzie cały czas tak jest, ale nie potrafię nie bać się o moją córkę.

Pierwszy raz poczułam matczyny strach, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Czy wszystko będzie w porządku? Czy dziecko będzie zdrowe? Czy nie będzie żadnych komplikacji? Znasz to uczucie? Pewnie też o tym myślałaś. Te pytania same przychodziły mi do głowy, nagle. Oczywiście nie snułam czarnych scenariuszy, ale zawsze gdzieś te obawy były. Nie mogłam się ich pozbyć. Im bliżej daty porodu, tym częściej towarzyszył mi strach przed nieznanym. Czy sobie poradzę? Jaką będę mamą? Bałam się okropnie. 

Ciąża przebiegała wzorowo, a Hankę urodziłam w parę chwil. Lepiej być nie może, myślałam. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że od momentu narodzin Hanki już zawsze będzie mi towarzyszył strach.

To jest strach o jej życie i zdrowie. Strach, który powoduje, że w czasie, kiedy ona choruje, ja nie śpię, a czuwam. Wiecznie w stanie gotowości. Byle jęk przez sen stawia mnie na równe nogi. Ale to nie dotyczy tylko jej zdrowia. Boję się czy nikt jej nie skrzywdzi. Boję się o to za każdym razem, kiedy nie ma jej przy nas.

Radzę sobie ze stresem, z obowiązkami, z brakiem czasu i zmęczeniem. Każdy uśmiech, buziak i uściski Hanki wynagradzają wszystko. Jest jednak coś, z czym nie potrafię sobie poradzić. Coś, co sprawia, że czasem nie mogę zasnąć, albo zagryzam poduszkę i szybko wycieram łzy, żeby nikt nie zauważył. To strach, który towarzyszy matczynej miłości. Zresztą komu ja to mówię. Jesteś mamą? Doskonale mnie rozumiesz.

0 komentarze: