Miłość, której nie chciałam

14:35 bizimummy 26 Comments

Nigdy nikogo nie pytałam, jak to jest być mamą i jak wygląda miłość do własnego dziecka. Nie pytałam, bo wiedziałam, że nie ma sensu. Żadne słowa nie oddadzą uczuć mamy. Trzeba to po prostu przeżyć. Był jeszcze jeden powód, dla którego nie zadawałam takich pytań. Dla mnie pojawienie się dziecka to był odległy temat. Za kilka lat, myślałam. 


Oczywiście życie zweryfikowało moje plany. Widok testu ciążowego z wynikiem pozytywnym ucieszył nas, ale wtedy to jeszcze do mnie nie docierało. Informacja od lekarza potwierdzająca obecność fasolki była jak kolorowe fajerwerki dla Skiby. Dla mnie to była bomba, którą ktoś właśnie spuścił na mój świat i zrównał wszystko z ziemią. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak wszystko się zmieni.

Lubiłam swoje życie. Lubiłam tę spontaniczność, kiedy nagle zrywaliśmy się ze Skibą, wskakiwaliśmy na motocykl i pędziliśmy przed siebie tak po prostu, bez celu. Lubiłam to, że jeśli miałam ochotę wyjść, to wychodziłam i nie tłumaczyłam się nikomu, nie kombinowałam, bo nie byłam wtedy za nikogo odpowiedzialna. Odpowiadały mi imprezy do rana, jazda na longboardzie przez cały dzień. Było mi z tym dobrze, a tu nagle bum - już tego nie będzie. Egoistyczne? Tak, zawsze byłam egoistką. Musiałam to wszystko przetrawić.

Czytałam wielokrotnie o tym, jak bardzo mamy kochają od początku fasolkę, która się w nich rozwija. Ja tak nie miałam. Przez pierwszy trymestr myślałam, że w ogóle nie chcę. Początek ciąży był dla mnie trudny. Czułam się jak inkubator, w którym rozwija się nowe życie. Dbałam o siebie, zwracałam uwagę na to, co jem. Przecież chciałam, żeby nienarodzone jeszcze dziecko dobrze się rozwijało. Akceptowałam swój stan i towarzyszące mu dolegliwości. Brakowało tylko miłości.

Coś się jednak zmieniło. Pierwsze wyczuwalne ruchy dziecka, rączka z widocznymi paluszkami na USG. Coś zaczęło się dziać, przywiązywałam się do małego człowieczka. Przełomowym momentem była wieść, że będziemy mieli córkę. Wtedy dopiero zaczęłam się cieszyć. Gdyby był chłopiec, również bym się cieszyła. Chyba bardziej chodziło o określenie płci, które w pewien sposób określiło tożsamość dziecka. Tego mi chyba brakowało, żeby zrodziły się jakieś uczucia.

Czy to już była miłość? Nie. Oswajałam się, mówiłam do małej istotki, myślałam o wyprawce i uwijałam gniazdo dla naszej trójki. Cieszyłam się, ale cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam to, ile rzeczy już niedługo się zmieni. I przyszedł wyczekiwany dzień. Pierwszy raz zobaczyłam Hanię, mogłam ją dotknąć, przytulić. Czułam ten ogromny ciężar odpowiedzialności, który spadł na moje barki. Burza hormonów nie ułatwiała sprawy.

Pamiętam, że w dniu wypisu ze szpitala byłam przerażona. Mam tak po prostu wrócić do domu z nowym członkiem rodziny? Przecież nie mam pojęcia, co mam robić! Wróciłam i... ryczałam. Nie wspominałam o tym jeszcze, ale 10 dni przed porodem Skiba miał poważny wypadek w pracy. Wylądował unieruchomiony w szpitalu i nie mógł mnie wspierać w czasie narodzin Hani. Nie było go też z nami przez pierwsze 10 dni jej życia. Tym bardziej ryczałam.

Gdzie była ta fala miłości zalewająca mamy, kiedy tylko ujrzą swoje dziecko? Nie czułam nic takiego, a przynajmniej nie tak intensywnie. Przyjechała do mnie moja mama, żeby mi pomóc zapanować nad wszystkim. Obserwowałam, jak brała Hanię na ręce, w jaki sposób do niej mówiła, a ja starałam się to powtarzać. Wtedy coś zaskoczyło. Pojawiła się iskierka, zauroczenie. Patrzyłam na nią i nie mogłam oderwać wzroku. Wszystko zmieniło się, kiedy Skiba wrócił do domu cały i zdrowy. Jego radość i to jak patrzył na tę kruszynę, obudziło we mnie ogromne pokłady miłości. Chyba potrzebowałam tej rodzinnej chwili, kiedy byliśmy wszyscy razem.

Czy to źle, że nie było miłości od samego początku? Nie! Czy jestem przez to gorszą mamą? Zdecydowanie nie! Kocham Hankę nad życie i nie wyobrażam sobie, jakby miało jej z nami nie być. Jestem najlepszą mamą, bo wszystko, co robię, robię z miłością. Każda z nas jest najlepszą mamą na świecie. Nie ma nic złego w tym, że kobiety się boją, że te piękne uczucia pojawiają się później. Widzicie wszędzie obrazki szczęśliwych kobiet w ciąży? To wcale nie pomaga. Rzeczywistość może być inna, ale nie czujmy się przez to gorsze. 

26 komentarzy:

  1. Matki to największy i najgorszy gang na świecie. Dla większości nie wypada mówić tego co napisałaś. To tabu tak samo jak długość oczyszczania się po porodzie, tak samo wstydliwe i niedopuszczalne jest mówienie o tym na głos. Wywoływałam zgorszenie mówiąc wprost jak ciężko było mi zaakceptować moją ciążę, jak bardzo cierpiałam z wyrzutów sumienia podczas komplikacji i jak ciężko mi było na początku po porodzie. Tak jak tobie pomógł mi mój partner. Teraz planujemy drugie dziecko, w pełni świadomie i z pełnym zaangażowaniem.

    Takie posty są potrzebne po to by wszystkie kobiety takie jak my wiedziały, że nie są same. Że nie wszystkie stają się podręcznikowymi matkami od razu po ujrzeniu testu. Chyba nawet trochę mnie zainspirowałaś do napisania własnego wpisu na ten temat, mam nadzieję że cię to nie urazi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi miło, że zainspirowałam Cię tym tekstem. Pisz! Chętnie przeczytam.
      Dziękuję za wyrazy poparcia. Masz rację, trzeba o tym rozmawiać. Społeczna presja na bycie szczęśliwą ciężarną, a potem matką jest ogromna.

      Usuń
  2. Nie wiem jak mają inne mamy, ale to, co piszesz mnie nie dziwi. Ja to rozumiem. Nie ma w tym nic złego, że uczucia do własnego malucha zrodzą się dopiero, gdy się go pozna. W moich oczach tak się dzieje często. Ale czy taka miłość nie jest dojrzalsza? Podobnie jest w związkach, gdy miłość narodzi się z czasem to trudniej ją zniszczyć. Jest trwalsza.
    Świetnie, że zdecydowałaś się na taką "spowiedź" :)
    BTW chyba wpadł nam w oko ten sam obrazek: http://www.agumama.pl/jak-wazne-jest-przygotowanie-do-ciazy/ ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcie od wczoraj przewinęło mi się kilka razy :D

      Usuń
  3. Podziwiam. Za to, że dałaś radę chociaż to było z zaskoczenia. Ja wiem tylko jak to jest mieć planowane ciąże, a i tak zawsze pojawiają się jakieś watpliwości. Podziwiam też za samodzielność przy i po porodzie. Mój M był ze mną do chwili wyjazdu na nagłą cesarkę i był całe 3 tygodnie po porodzie. On głównie się mną opiekował i zajmował Polką. Nie wyobrażam sobie radzić sobie z Maleństwem sama. Miałaś trudny start, ale jak widać miłość i tak Cię opanowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :*
      Teraz wiem, że już raczej nic mnie nie ruszy :D

      Usuń
  4. Dziękuję Ci za poruszenie tego trudnego tematu - niestety większość mam nie przyznaje się do swoich prawdziwych uczuć. Ja miałam dokładnie to samo co Ty, tylko z drugim dzieckiem. Nie wstydzę się o tym mówić, jednak wiele osób patrzy na mnie jak na kosmitkę. Jesteśmy dobrym przykładem tego, że miłości można się nauczyć. U mnie miłość przyszła z czasem, bo choć w ciąży planowałam i urządzałam swój świat na przyjście młodego to jakoś nie czułam euforii jak przy pierwszej ciąży... To ogromny problem być z takimi uczuciami osamotnionym, a niestety bardzo rzadko jest tak, że można się tym z kimkolwiek podzielić...
    Trzymaj się mocno i ucałuj Hanusię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy o tym rozmawiać. Powinnyśmy uświadamiać inne mamy, które boją się przyznać do słabości. To nic złego.
      Całusy przekazane :)

      Usuń
  5. Cieszę się, widząc więcej takich artykułów. Cieszę się, że część mam coraz chętniej przyznaje się do swoich słabości, do tego, że nie są idealne od początku i nigdy nie będą. Przecież jesteśmy tylko ludźmi, a gdy słucham niektórych matek, które to się dziwią, gdy usłyszą np.: jak można nie zjeść po swoim dziecku? Jak może denerwować Cię, że coś niechcący rozlało?
    No cóż, każdy jest inny. U mnie było podobnie. Jakkolwiek chciałam dziecka, tak gdy przyszło co do czego czułam się... zagubiona. W drugiej ciąży, również chcianej, czuję się podobnie, może nawet gorzej ze względu na problemy uczuciowe z mężem.
    Każda z nas ma prawo do błędów i nauki, jak starać się ich unikać. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagubienie wydaje mi się zupełnie normalne. Nagle wszystko się zmienia. Wychodzimy ze swojego bezpiecznego kąta i nie wiemy, co nas czeka.
      Trzymaj się i życzę Ci wyprostowania spraw z mężem! :*

      Usuń
  6. U mnie było podobnie. Cała rodzina szczęśliwa, wszyscy gratulują "że w końcu poznam co to prawdziwe szczęście", przecież w tym wieku (36 lat) to każda tylko marzy o dziecku. A ja nie. Lubiłam swoje życie takie, jakie było a ciąża była totalnym zaskoczeniem (eh, ci lekarze i ich peognozy, że "pani to będzie ciężko"). Ryczałam po zobaczeniu kreski na teście, ryczałam jeszcze miesiąc po urodzeniu syna. Miłość przyszła. Ale trzeba było czasu i wsparcia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak było także z moją Hania która teraz ma 6 Tygodni. Ciąża była zaskoczeniem nie chciałam w niej teraz być gdyż mam 2latke w domu a maz tylko w weekend w domu. Nie wiedziałam czy dam rade. Jednak wszystko się zmieniło gdy ciąża była zagrożona. Modlilam się o to by odnosić do terminu i mieć malutka przy sobie. Lecz uczucia nie było. Pojawiło się ok 2 Tyg po porodzie. Teraz Kocham swoją Hanie nad życie. Tylko obwiniam się ze na początku ciazy jej nie chcialam i teraz znów modlę się żebyśmy wygrali walkę z jej chorobą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Staraliśmy się z mężem o dziecko 1,5 roku. Od początku byłam zafascynowana, tym ze noszę nowe życie, tak jak do tej pory z resztą. Ale nie było we mnie czegoś takiego, żeby "mówić do brzucha ", bo skoro nie widzę kogoś, to jak mam do niego mówić i co mówić.. . Niektóre mamy robią to okropnie przesadnie,cały dzień opisują brzuszkowi..ale chyba nie wiedzą, że to nie ma różnicy czy ja mówię do tego brzucha, czy z kimś rozmawiam- liczy się tylko barwa naszego głosu :)
    tak samo martwię się jak karmić dziecko...czy być uwiązaną na cyca i mieć wycięte z życia 3/4 dnia (Ha! bo zależy czy nie będzie chciał jeść co godzinę) czy karmić butelką, mieć czyste , nierozciągnięte bluzki..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nawet jak Pani będzie karmić butelka to i tak może Pani mieć wyjęte z życia 3/4 dnia, bo maluszek będzie potrzebował bliskości, Pani zapachu, bicia serca. Teraz z perspektywy czasu to niewiarygodne jak ta mała istotą jest od nas uzależniona i tylko my mamy jesteśmy w stanie dać im najwięcej bezpieczeństwa i to tylko nasza obecnością i pprzytuleniem. bez względu na to jaka Pani decyzje podejmie to i tak będzie Pani najlepszą mama dla swojej pociechy. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Jak dobrze wiedziec, ze sa takie mamy. Mialam tak samo. Kiedy urodzil sie moj syn, nie przezylam TYCH emocji, o ktorych tak czesto czytalam. NIe pokochalam odrazu. Moze to dziwne, ale mowilam, za co mam go kochac? Za to ze jestem padnieta, zmeczona, nienawidze siebie, myslac, ze jestem zla matka, ze nie daje rade, ze on caly czas wrzeszczy i doprowadza mnie do szalu? Nie moglam pokochac po prostu... Milosc przyszla powoli, z czasem. I kocham go za cos :) za wredny charakter, za doprowadzanie mnie do szalu, za wzaski i smiech, za piekne oczy i za nie dawanie mi buziaka :) za tulenie i calusy tak mocne, za "mama" i "tata" i za to ze jest moj. I chociaz czasami mam ochote wyjsc i nie wrocic, lezac przy nim kiedy spi, dziekuje Bogu za to, ze go mam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest kolorowo, ale nie wyobrażam już sobie życia bez małego złośnika :D
      Trzymaj się ciepło! :*

      Usuń
  10. Cieszę się, że są odważne mamy które poruszają ten temat. Ja miałam podobnie. Mąż cieszył się od samego początku a ja zamiast się cieszyć akceptowałam sytuację ale wielkość zmian jaka nas czekała przerażała mnie okropnie mimo tego że zdecydowaliśmy się świadomie na dziecko. Ja też jestem ogromną egoistką i mam ogromny zal do siebie za to że na porodowce po kilkunastu godz męczarni położna cały czas powtarzała, że już niedługo zobacze dziecko, że przyjdzie ten fantastyczny moment, że dziecko będzie ze mną a ja myślałam tylko o tym żeby zrobili cokolwiek żeby przestało mnie bóleć, nawet w tych emocjach wykrzyczałam mężowi żeby zabrali "go" czyli dziecko ode mnie ze go nie chce... Tego żałuje meczy mnie to do tej pory. Nie cieszyłam się i nie czekałam na ten czas żeby go zobaczyć tylko żeby się już skończył ten bol...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze ze masz odwage pisac o takich rzeczach :) ze mna bylo podobnie pozytywny wynik testu wywolal u mnie atak paniki ryczalam jak bobr swiat mi sie zawalil. Wszystko sie zmienilo gdy okazalo sie ze ciaza jest zagrożona kiedy lekarz podczas usg powiedzial ze serduszko bije poczułam ulge. Zloscilam sie ze ciaza mnie ogranicza po porodzie tez ryczalam nie potrafilam nic ogarnac. A dzis no coz nie wyobrażam sobie zycia bez Hani :) tego jej usmiechu krzyku charakterku. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O matko jakbym czytala o sobie... Ciesze sie ze w koncu takie artykuły widza swiatlo dzienne. Czulam sie wyrodna matka bo tez mnie ta wiadomosc zaskoczyla... Malo z tego chcialam zeby ta druga kreska z testu zniknela! Mały ma osiem mcy. Czasami nadal mi ciezko ze nigdzie nie moge sie ruszyc... Ze nie ma tego spontanu ze wszystko musi byc podporzadkowane malemu... Ale za chwile to mija i gdy sie usmiechnie to jest inaczej :) Ludzie za bardzo koloryzuja macierzynstwo. A to wcale nie jest latwe zadanie... Poozdrawiam cieplutko :) Trzymaj sie! A imie corci piekne! Sama chcialam tak nazwac ale wyszedl... Antoś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiech Hanki rozbraja mnie na kawałki i jest lekiem na wszystko. Pewnie, że to nie jest łatwe zadanie. Co więcej, to zadanie na całe życie. Nie możemy zaprotestować, zwolnić się i wyjść :D
      Antoś to piękne imię dla chłopca. Sama miałabym problem z wyborem imienia, gdyby miał być chłopak :)
      Moc buziaków dla Was :*

      Usuń
    2. Ja nie lubie tekstu z reklamy... Mamy nigdy nie biora zwolnienia. Dziala na mnie jak plachta na byka! Ale... Taka jest prawda :D Bede Cie tu podczytywac :)
      Zycze.duuzo sily cierpliwosci i troszkę spokoju i czasu dla siebie :) Mimo wszystko! :)
      Pozdrawiamy :)

      Usuń
    3. Dzięki i zapraszam serdecznie :) Dzisiaj pojawi się nowy post ;)
      Tobie życzę tego samego! :*

      Usuń
  13. Ja miałam inaczej... miłość do brzucha, oczywiście bez gadania do niego..., miłość do tych małych ruchów, rączek, paluszków. .. przy pierwszym.
    pragnienie drugiego... mimo wszystko.. żeby razem byli.
    Druga aktywna już w brzuchu dziecinna miała ciężko - z aktywną zawodowo, studiująca mamuśka, wiec jak 'wyszla' w 5 minut ... to się zaczęło.
    Kiedyś myślałam, że jestem w stanie przetrwać wszystko, dziś wiem, że jednak nie.
    Mała budziła się przez 15 m cy co 1.5 godz, przy przebieraniu darla się jakby jej ktoś robił krzywdę. ulewala, bo jak pierwsze, na cynku, nie najadała się więc cycus był ciągłe i ciągłe. ... nie chciała butli. Najlepsze smoczki nie pomagały. I to wszystko nie były kołki. To potrzeba... mamy. Starszy już nie wiedział co ma robić, żeby jego jedyna mama wróciła. Tłumaczyłam, ale 4 latkowi ... nie zawsze pomagalo.
    Mała gryzą, kopala, płakała, a ja i tak kochałam ponad. Jak ruszyła w wieku 11 m cy. .. to była wszędzie. Z czego 2 razy w szpitalu po upadku z niewielkich wysokości, ale poważnie.

    To było straszne, myślałam, że wyrośnie, a ona szybciej, głośniej. ... pediatra powiedział, że mój pomysł z kaskiem po domu jest jak najbardziej ok.
    Zostałam sama.
    Teraz ma prawie 3 lata i więcej do niej dociera. Nie ma ADHD. A ja żałuję, że nie miałam wcześniej tego egoizmu, którego nauczyła mnie moja najkochansza córcia,
    Bywało, że nie chciałam jej kochać, ale gdybym umiała z odrobiną opisywanego przez Was egoizmu podejść do moich dzieci, bardziej ludzko przetrwała bym te parę (6) lat.

    Nie zapominajcie o sobie:)) samotna mamuśka kochanej dwojeczki.

    Poozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieto jesteś niesamowita! Trzymam za Ciebie mocno kciuki. Przykro mi, że tak Ci się sprawy poukładały, ale jesteś wielka i dajesz radę. Moc buziaków dla Ciebie i trzymaj się ciepło! :*

      Usuń
  14. Chyba każdej miłości trzeba się nauczyć. Każdy musi. Jedni robią to szybciej, inni później, a jeszcze inni wcale. Tak się życie układa

    OdpowiedzUsuń
  15. Miłości do pierwszego dziecka też musiałam się uczyć, powolutku. Poznawaliśmy się dzień po dniu. Teraz wybiera ciągle tatę, to on go przebiera i podaje jedzenie. Kocham tak z daleka i jest mi często przykro, ale cieszy mnie ta męska domowa relacja i rozczula jak bardzo mały za tatą przepada. Miłość do drugiego dziecka pojawiła się od razu, zupełnie mnie to zaskoczyło. I ogrom, i szybkość. Nic nie musiałam, nie nastawiałam się na nią, ot tak, była. W "gratisie" z dzieckiem. A przecież w ciąży ryczałam dwa tygodnie, bo to chłopiec a ja chcę dziewczynkę. Głupia, jaka głupia.

    OdpowiedzUsuń