Nigdy nikogo nie pytałam, jak to jest być mamą i jak wygląda miłość do własnego dziecka. Nie pytałam, bo wiedziałam, że nie ma sensu. Żadne słowa nie oddadzą uczuć mamy. Trzeba to po prostu przeżyć. Był jeszcze jeden powód, dla którego nie zadawałam takich pytań. Dla mnie pojawienie się dziecka to był odległy temat. Za kilka lat, myślałam. 

Oczywiście życie zweryfikowało moje plany. Widok testu ciążowego z wynikiem pozytywnym ucieszył nas, ale wtedy to jeszcze do mnie nie docierało. Informacja od lekarza potwierdzająca obecność fasolki była jak kolorowe fajerwerki dla Skiby. Dla mnie to była bomba, którą ktoś właśnie spuścił na mój świat i zrównał wszystko z ziemią. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak wszystko się zmieni.
Lubiłam swoje życie. Lubiłam tę spontaniczność, kiedy nagle zrywaliśmy się ze Skibą, wskakiwaliśmy na motocykl i pędziliśmy przed siebie tak po prostu, bez celu. Lubiłam to, że jeśli miałam ochotę wyjść, to wychodziłam i nie tłumaczyłam się nikomu, nie kombinowałam, bo nie byłam wtedy za nikogo odpowiedzialna. Odpowiadały mi imprezy do rana, jazda na longboardzie przez cały dzień. Było mi z tym dobrze, a tu nagle bum – już tego nie będzie. Egoistyczne? Tak, zawsze byłam egoistką. Musiałam to wszystko przetrawić.
Czytałam wielokrotnie o tym, jak bardzo mamy kochają od początku fasolkę, która się w nich rozwija. Ja tak nie miałam. Przez pierwszy trymestr myślałam, że w ogóle nie chcę. Początek ciąży był dla mnie trudny. Czułam się jak inkubator, w którym rozwija się nowe życie. Dbałam o siebie, zwracałam uwagę na to, co jem. Przecież chciałam, żeby nienarodzone jeszcze dziecko dobrze się rozwijało. Akceptowałam swój stan i towarzyszące mu dolegliwości. Brakowało tylko miłości.
Coś się jednak zmieniło. Pierwsze wyczuwalne ruchy dziecka, rączka z widocznymi paluszkami na USG. Coś zaczęło się dziać, przywiązywałam się do małego człowieczka. Przełomowym momentem była wieść, że będziemy mieli córkę. Wtedy dopiero zaczęłam się cieszyć. Gdyby był chłopiec, również bym się cieszyła. Chyba bardziej chodziło o określenie płci, które w pewien sposób określiło tożsamość dziecka. Tego mi chyba brakowało, żeby zrodziły się jakieś uczucia.
Czy to już była miłość? Nie. Oswajałam się, mówiłam do małej istotki, myślałam o wyprawce i uwijałam gniazdo dla naszej trójki. Cieszyłam się, ale cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam to, ile rzeczy już niedługo się zmieni. I przyszedł wyczekiwany dzień. Pierwszy raz zobaczyłam Hanię, mogłam ją dotknąć, przytulić. Czułam ten ogromny ciężar odpowiedzialności, który spadł na moje barki. Burza hormonów nie ułatwiała sprawy.
Pamiętam, że w dniu wypisu ze szpitala byłam przerażona. Mam tak po prostu wrócić do domu z nowym członkiem rodziny? Przecież nie mam pojęcia, co mam robić! Wróciłam i… ryczałam. Nie wspominałam o tym jeszcze, ale 10 dni przed porodem Skiba miał poważny wypadek w pracy. Wylądował unieruchomiony w szpitalu i nie mógł mnie wspierać w czasie narodzin Hani. Nie było go też z nami przez pierwsze 10 dni jej życia. Tym bardziej ryczałam.
Gdzie była ta fala miłości zalewająca mamy, kiedy tylko ujrzą swoje dziecko? Nie czułam nic takiego, a przynajmniej nie tak intensywnie. Przyjechała do mnie moja mama, żeby mi pomóc zapanować nad wszystkim. Obserwowałam, jak brała Hanię na ręce, w jaki sposób do niej mówiła, a ja starałam się to powtarzać. Wtedy coś zaskoczyło. Pojawiła się iskierka, zauroczenie. Patrzyłam na nią i nie mogłam oderwać wzroku. Wszystko zmieniło się, kiedy Skiba wrócił do domu cały i zdrowy. Jego radość i to jak patrzył na tę kruszynę, obudziło we mnie ogromne pokłady miłości. Chyba potrzebowałam tej rodzinnej chwili, kiedy byliśmy wszyscy razem.
Czy to źle, że nie było miłości od samego początku? Nie! Czy jestem przez to gorszą mamą? Zdecydowanie nie! Kocham Hankę nad życie i nie wyobrażam sobie, jakby miało jej z nami nie być. Jestem najlepszą mamą, bo wszystko, co robię, robię z miłością. Każda z nas jest najlepszą mamą na świecie. Nie ma nic złego w tym, że kobiety się boją, że te piękne uczucia pojawiają się później. Widzicie wszędzie obrazki szczęśliwych kobiet w ciąży? To wcale nie pomaga. Rzeczywistość może być inna, ale nie czujmy się przez to gorsze.