Histeria mała, histeria duża

17:03 bizimummy 9 Comments


Od trzech tygodni zmagamy się z histeriami 17-miesięcznej Hanki. Nie jest to problem pojawiający się codziennie, ale kilka spektakularnych akcji mamy za sobą. Bunt dwulatka? Nieeee, to jeszcze nie może być to... chyba.



Jej nocne wybryki tłumaczę sobie wychodzącymi trzonowcami, no bo jak inaczej. Dziecko nagle budzi się o północy i drze się wniebogłosy, nie można jej uspokoić, a ona biedna tak się zanosi, że nie może złapać oddechu. Krótko mówiąc, mamy noc z głowy. Jak już jest po wszystkim, ma bardzo niespokojny sen, więc rodzice, a w zasadzie tata, nie śpi w ogóle. Pojawiły się też takie mniejsze histerie w ciągu dnia. Zaczyna się od tego, że czegoś nie chcemy jej dać, np. telefonu. Walka o jakąś rzecz jest zawsze zacięta i kończy się płaczem.

Jak to dokładnie u nas wygląda? Wielka histeria trwa do 30 minut. Za pierwszym razem nie mogliśmy sobie z nią poradzić, więc przeciągnęło się do godziny. Cokolwiek jej zaproponujemy, jest na nie. Nie możemy jej dotknąć, bo jeszcze bardziej płacze i wygina się na wszystkie strony. W zasadzie to nawet nie jest płacz, tylko przeszywający wrzask, który zdziera jej gardło. Natomiast mała histeria przebiega nieco łagodniej. Radzimy sobie z nią w ciągu 15 minut. Tutaj też dotykanie Hanki nie jest wskazane. Płacz miesza się z wrzaskiem, ale nie jest to aż tak dramatyczne. Znasz to?

Nie jestem pedagogiem i nie czytam poradników o wychowywaniu dzieci. Wydaje mi się, że nie ma sensu. Każde dziecko jest inne i metodą prób i błędów trzeba sprawdzić, co działa na małego urwisa. Zdradzę Ci, co się sprawdza w naszym domu, choć Ameryki raczej nie odkryłam :)

- NIE REAGUJĘ - łatwo powiedzieć, ale serce pęka, kiedy Hanka tak wrzeszczy i widzę, że sama nie wie, co się dzieje. Na początku próbowałam ją przytulać, mówić do niej. Bez sensu. To jeszcze bardziej ją nakręcało. Inna kwestia to te mniejsze histerie, którymi próbuje coś na nas wymusić. Reakcja pokaże jej, że może tak robić, bo zawsze dostanie to, co chce.

- JESTEM BLISKO - zawsze w tych trudnych sytuacjach jestem obok niej. O ile wielka histeria nie wymaga mojej asekuracji, bo zwykle Hanka stoi w jednym miejscu i ryczy, tak w przypadku tej mniejszej muszę ją pilnować, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Ostatnio rzuciła się na podłogę w kuchni, gdzie są płytki. Chwila moment i może uderzyć gdzieś głową. Druga sprawa to próba wyładowania emocji, co też może być niebezpieczne. Hanka jest silną babą, potrafi złapać krzesło i cisnąć nim przed siebie. Zawsze jestem przy niej, żeby powstrzymać ewentualne pokazy siły.

- NIE DENERWUJĘ SIĘ - przyznaję, że cały czas z tym walczę. Na początku było mi trudno zachować spokój. Bezsilność jest strasznie frustrująca. Kiedy wszystko, co robisz, jest odrzucane przez dziecko, to naprawdę można się wkurzyć. Z każdą kolejną taką sytuacją lepiej panuję nad swoimi nerwami. Dzięki temu Hanka szybciej się uspokaja.

- WYCZUWAM MOMENT - Hanka w tych swoich histeriach ma taki moment, kiedy zaczyna się uspokajać. Jest parę sekund ciszy. Wtedy też zapłakanymi oczami patrzy na mnie i wiem, że mogę zadziałać. Przytulenie jej jeszcze nie wchodzi w grę, bo wszystko zacznie się od nowa. Najlepiej działa tekst: "Hania gdzie jest twój miś?". Młoda zasuwa do pokoju po misia, przytula się do niego i możemy zacząć rozmawiać.

- ROZMAWIAM I PRZYTULAM - siadam na podłodze, Hanka przychodzi do mnie i wtula się we mnie mocno. Zawsze wtedy mam wrażenie, że ona doskonale wie, że ten cyrk był bez sensu i nie powinna tak robić. Przytulam ją i zaczynam mówić, że nic się nie stało, wszystko już w porządku. Później mówię jej, że dana rzecz nie służy do zabawy, że ma mnóstwo zabawek, którymi może się bawić, że nie powinna tak robić, bo może sobie zrobić krzywdę i że bardzo ją kocham. Przytulamy się tak kilka minut, aż Hanka sama odchodzi ode mnie w dobrym humorze i zaczyna się bawić.

To nie jest łatwy etap w życiu dziecka. Mam nadzieję, że już teraz uda nam się zwalczyć te wybryki i nie będziemy mieli problemu w przyszłości. Tak właśnie metodą prób i błędów odkryliśmy sposób, jak radzić sobie z histeriami Hanki. Podziel się swoimi sposobami! Może będę mogła udoskonalić swoją metodę :)

9 komentarzy:

  1. Ojj ciężki temat, ciężki. To nie jest łatwy etap w życiu dziecka, ale i rodzica. U nas pomagało nazywanie emocji, taka próba wczucia się w uczucia dziecka w danym momencie. Wystarczyło powtarzanie, np "jesteś zdenerwowana" itd. Teraz, jak jest starsza, pomaga zapewnienie, że jestem obok i w każdej chwili może się przytulić jeśli będzie chciała - bo czasem próba podejścia i przytulenia kończy się warczeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo dobry pomysł :) Spróbuję tak powtarzać Hani.

      Usuń
    2. A mi się wydaje, że te komunikaty mogą narobić troszkę szkód. Mówienie "jak się uspokoisz to cię przytulę" to zapewnienie, że jestem, ale tylko wtedy, kiedy zrobisz to, co zechcę. Mówienie, że mi przykro to generowanie ogromnego poczucia winy a przecież autorka napisała, że córka sama wie po fakcie, że jej zachowanie nie było najlepsze.
      Według mnie bardzo może pomóc nazywanie uczuć wraz z dzieckiem, ale już po, na zimno. Najlepiej wtedy, gdy się przytulacie :) druga sprawa - warto spróbować wymyślić z dzieckiem jak najwięcej sposobów radzenia sobie ze złością i regularnie o nich przypominać (tak, żeby w chwili złości mogła je łatwo przywołać z pamięci). Uczenie umiejętności nazywania uczuć jest bardzo ważne, bo w procesie tym bierze udział kora nowa w mózgu, a właśnie ona odpowiada za poznawczą kontrolę zachowaniai jest niezbędna w kontroli emocji. Póki jej nie uruchomisz to córka będzie działać na poziomie emocjonalnym.
      Pozdrawiam i życzę dużo siły!
      PS to,co robisz dotychczas jest super ;)

      Usuń
  2. Podejscie masz swietne. W trakcie histerii powiedz Hani.ze jak sie uspokoi to Ja przytulisz i wtedy porozmawiaj. Jak sie czulas ze Ci.przykro itd itp.
    Ja histerii jeszcze nie mam ale tylko patrzec jak sie pojawia ;) No i musze cwiczyc cierpliwosc... Do dzieci w przedszkolu mialam a do swojego ancymona jakos kiepsko :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z natury nie mam cierpliwości :D
      Dzięki za radę. Skorzystam ;)

      Usuń
  3. Nie doradzę, bo nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji... Matka-szczęściara ze mnie, dopadnie mnie pewnie zwielokrotniony bunt nastolatki;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skok rozwojowy? Albo z jakimiś emocjami nie może sobie poradzić.
    My mieliśmy etap histerii w II połowie sierpnia, po anginie. Częste krzyki, ani podejść, ani odejść. Ale minęły.
    A postępujesz dobrze i tak samo robię. Tylko, że Polka już krzyczy i często są to na zmianę "idź sobie" z "mamooo". I weź tu zrozum co masz zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń