Łacinę podwórkową znam i czasem rzucę sobie mięchem, a co! Jakaś pani lekkich obyczajów pojawi się, kiedy się wkurzę, albo nazwa członka męskiego ciała wyrwie mi się w emocjach. Psioczę też na ludzi pod nosem. Do świętości mi daleko i wcale nie chcę być święta. Tak mi dobrze.



Psioczenia pod nosem nikt mi nie zabroni. W końcu gdzieś te złe emocje muszą mieć ujście. Jednak jako mama muszę panować nad swoim ciętym językiem, szczególnie w domu. Nie chcę, żeby Hanka przywitała kiedyś kogoś słowami “Ceść uju”. Nie mam problemu z pilnowaniem siebie. Nie chcę też przy niej narzekać. Myślisz, że to dziwne? Otóż nie. Chcę, żeby potrafiła się cieszyć z drobnych codziennych rzeczy. Nie chcę wychować małego hejtera, dla którego wszytko jest bez sensu.

Zastanawiasz się, do czego zmierzam? Już spieszę z wyjaśnieniami. Jakiś czas temu zobaczyłam na Facebooku post dosyć popularnej blogerki. Przytoczyła w swoim poście komentarz użytkownika, który ją skrytykował. O ile takie rzeczy na co dzień mnie nie obchodzą, tak tym razem zatrzymałam się i zaczęłam czytać. Oczy mi prawie wyszły z orbit ze zdziwienia, kiedy przeczytałam dyskusję pod tym postem. Głos zabrały przede wszystkim mamy w obronie owej blogerki i muszę przyznać, że nauczyłam się od nich nowych przekleństw. Serio, nie miałam pojęcia, że jest ich aż tyle! To był hejt w najczystszej postaci, zdeptanie drugiego człowieka brutalnymi słowami. Każdy komentarz nakręcał kolejne kobiety i zachęcał do publikacji coraz to dziwniejszych obelg. Czytając to, wyobrażałam sobie te mamy, jak między jedną a drugą łyżką zupy podawanej właśnie swojemu maluchowi, publikowały swoją twórczość. Komiczne i tragiczne.

Dlaczego o tym piszę? Zastanawiałaś się kiedyś, jak wyglądałaby Twoja internetowa historia, wszystkie Twoje wypowiedzi zebrane do kupy? Czy potrafisz z ręką na sercu powiedzieć: “Niczego się nie wstydzę”? Może nie pamiętasz jakiegoś grzechu. Internet nie zapomina.

W sytuacji, którą opisałam wyżej, nie jest nawet istotne to, że to matki. Dzieci raczej nie będą im tego wypominać. Za to ktoś inny może to zrobić. Zwykle w swoich aktualnościach widzę, że znajomy polubił jakiś post, a koleżanka coś skomentowała. Czasem zaciekawiona tematem kliknę i przeczytam co tam Kasia czy Basia napisała. Gdybym zobaczyła, że ktoś z moich znajomych obraża kogoś bezmyślnie… sorry, ale nie mamy o czym rozmawiać. Nie chcę dawać cichego przyzwolenia na takie zachowanie i nie chcę być kojarzona z taką osobą.

A teraz nieco inna sytuacja. Udostępniamy na Facebooku tysiące informacji o nas samych – gdzie się uczymy, gdzie pracujemy, gdzie lubimy jadać czy się bawić. Wśród znajomych często mamy kolegów z pracy i przełożonych, osoby pracujące w naszej branży, a nawet klientów czy kontrahentów. Chciałabyś, żeby ktokolwiek z nich zobaczył Twój popis językowy? Raczej nie. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, ale takie sytuacje mogą się skończyć nawet spektakularnym zwolnieniem z pracy. Wśród komentarzy matek znalazłam nauczycielki szkolne i przedszkolne, handlowców, pielęgniarkę. Informacje o miejscu pracy miałam podane na tacy. Czy ich przełożeni byliby dumni? Wątpię.

Kolejna sytuacja zawodowa – szukasz pracy. Pracodawca dostaje Twoje CV i sprawdzenie kandydata nie kończy się na rozmowie kwalifikacyjnej. A może wrzucimy nazwisko w Google i zobaczymy, co się pojawi? Oooo całkiem pokaźna lista, na której jest też hejtujący komentarz godny pożałowania. I nie ważne jest, że to stara sprawa sprzed trzech lat. Nie łudź się, że pracodawcy tego nie robią. Myślisz, że nadal masz szanse na wymarzoną pracę? Szanse maleją.

Komentarze na fanpage’ach mogą zobaczyć wszyscy. Sprawdzenie jakiegoś forum czy innego serwisu też nie stanowi problemu. Komentarze na blogach są widoczne dla każdego. Zastanów się 5 razy, zanim cokolwiek opublikujesz, a przede wszystkim szanuj drugiego człowieka, nie pozwól się sprowokować do tak słabego zachowania. Nie jesteśmy anonimowi w Internecie!

Blog to moja przestrzeń, do której Cię zapraszam. Dziękuję, że chcesz ze mną spędzić tych kilka chwil. Odwiedzasz mnie kolejny raz? To mi schlebia! Z szacunku do Ciebie, do drugiego człowieka w ogóle, nie rzucę w Ciebie mięsem. Nie przeczytasz tutaj wulgarnych wpisów. Nie pozwolę też, żeby inni Cię obrażali, tak jak nie pozwolę, żeby ktokolwiek obrażał mnie. W mojej przestrzeni obowiązują moje zasady.

Udostępnij ten wpis swoim znajomym. Pokaż im, że nie zgadzasz się z takim zachowaniem. Niech poznają konsekwencje obrażania innych. Liczę, że następnym razem przemyślą swoje słowa.