Hejtujesz? Znasz konsekwencje?

12:47 bizimummy 13 Comments



Łacinę podwórkową znam i czasem rzucę sobie mięchem, a co! Jakaś pani lekkich obyczajów pojawi się, kiedy się wkurzę, albo nazwa członka męskiego ciała wyrwie mi się w emocjach. Psioczę też na ludzi pod nosem. Do świętości mi daleko i wcale nie chcę być święta. Tak mi dobrze.


Psioczenia pod nosem nikt mi nie zabroni. W końcu gdzieś te złe emocje muszą mieć ujście. Jednak jako mama muszę panować nad swoim ciętym językiem, szczególnie w domu. Nie chcę, żeby Hanka przywitała kiedyś kogoś słowami "Ceść uju". Nie mam problemu z pilnowaniem siebie. Nie chcę też przy niej narzekać. Myślisz, że to dziwne? Otóż nie. Chcę, żeby potrafiła się cieszyć z drobnych codziennych rzeczy. Nie chcę wychować małego hejtera, dla którego wszytko jest bez sensu.

Zastanawiasz się, do czego zmierzam? Już spieszę z wyjaśnieniami. Jakiś czas temu zobaczyłam na Facebooku post dosyć popularnej blogerki. Przytoczyła w swoim poście komentarz użytkownika, który ją skrytykował. O ile takie rzeczy na co dzień mnie nie obchodzą, tak tym razem zatrzymałam się i zaczęłam czytać. Oczy mi prawie wyszły z orbit ze zdziwienia, kiedy przeczytałam dyskusję pod tym postem. Głos zabrały przede wszystkim mamy w obronie owej blogerki i muszę przyznać, że nauczyłam się od nich nowych przekleństw. Serio, nie miałam pojęcia, że jest ich aż tyle! To był hejt w najczystszej postaci, zdeptanie drugiego człowieka brutalnymi słowami. Każdy komentarz nakręcał kolejne kobiety i zachęcał do publikacji coraz to dziwniejszych obelg. Czytając to, wyobrażałam sobie te mamy, jak między jedną a drugą łyżką zupy podawanej właśnie swojemu maluchowi, publikowały swoją twórczość. Komiczne i tragiczne.

Dlaczego o tym piszę? Zastanawiałaś się kiedyś, jak wyglądałaby Twoja internetowa historia, wszystkie Twoje wypowiedzi zebrane do kupy? Czy potrafisz z ręką na sercu powiedzieć: "Niczego się nie wstydzę"? Może nie pamiętasz jakiegoś grzechu. Internet nie zapomina.

W sytuacji, którą opisałam wyżej, nie jest nawet istotne to, że to matki. Dzieci raczej nie będą im tego wypominać. Za to ktoś inny może to zrobić. Zwykle w swoich aktualnościach widzę, że znajomy polubił jakiś post, a koleżanka coś skomentowała. Czasem zaciekawiona tematem kliknę i przeczytam co tam Kasia czy Basia napisała. Gdybym zobaczyła, że ktoś z moich znajomych obraża kogoś bezmyślnie... sorry, ale nie mamy o czym rozmawiać. Nie chcę dawać cichego przyzwolenia na takie zachowanie i nie chcę być kojarzona z taką osobą.

A teraz nieco inna sytuacja. Udostępniamy na Facebooku tysiące informacji o nas samych - gdzie się uczymy, gdzie pracujemy, gdzie lubimy jadać czy się bawić. Wśród znajomych często mamy kolegów z pracy i przełożonych, osoby pracujące w naszej branży, a nawet klientów czy kontrahentów. Chciałabyś, żeby ktokolwiek z nich zobaczył Twój popis językowy? Raczej nie. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, ale takie sytuacje mogą się skończyć nawet spektakularnym zwolnieniem z pracy. Wśród komentarzy matek znalazłam nauczycielki szkolne i przedszkolne, handlowców, pielęgniarkę. Informacje o miejscu pracy miałam podane na tacy. Czy ich przełożeni byliby dumni? Wątpię.

Kolejna sytuacja zawodowa - szukasz pracy. Pracodawca dostaje Twoje CV i sprawdzenie kandydata nie kończy się na rozmowie kwalifikacyjnej. A może wrzucimy nazwisko w Google i zobaczymy, co się pojawi? Oooo całkiem pokaźna lista, na której jest też hejtujący komentarz godny pożałowania. I nie ważne jest, że to stara sprawa sprzed trzech lat. Nie łudź się, że pracodawcy tego nie robią. Myślisz, że nadal masz szanse na wymarzoną pracę? Szanse maleją.

Komentarze na fanpage'ach mogą zobaczyć wszyscy. Sprawdzenie jakiegoś forum czy innego serwisu też nie stanowi problemu. Komentarze na blogach są widoczne dla każdego. Zastanów się 5 razy, zanim cokolwiek opublikujesz, a przede wszystkim szanuj drugiego człowieka, nie pozwól się sprowokować do tak słabego zachowania. Nie jesteśmy anonimowi w Internecie!

Blog to moja przestrzeń, do której Cię zapraszam. Dziękuję, że chcesz ze mną spędzić tych kilka chwil. Odwiedzasz mnie kolejny raz? To mi schlebia! Z szacunku do Ciebie, do drugiego człowieka w ogóle, nie rzucę w Ciebie mięsem. Nie przeczytasz tutaj wulgarnych wpisów. Nie pozwolę też, żeby inni Cię obrażali, tak jak nie pozwolę, żeby ktokolwiek obrażał mnie. W mojej przestrzeni obowiązują moje zasady.

Udostępnij ten wpis swoim znajomym. Pokaż im, że nie zgadzasz się z takim zachowaniem. Niech poznają konsekwencje obrażania innych. Liczę, że następnym razem przemyślą swoje słowa.

13 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć.
    Totalnie się zgadzam i też unikam takich żenujących hejtów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo potrzebny wpis, nasze komentarze świadczą o nas i są naszą wizytówką. Hejtu nie toleruję, konstruktywną krytykę na poziomie zawsze uszanuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cóż, ludzie nie znają konsekwencji publikowanych słów. Pomijam kwestię szacunku, bo w ogóle nie mieści mi się w głowie, jak można siedzieć przed komputerem i wylewać żale publicznie.

      Usuń
  3. No właśnie to jest to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że to co napiszą w internecie to zostaje pod ich nazwiskiem, a sprawdzanie Twojego fb przez pracodawców to już chyba norma. Ja nieznoszę słownej agresji. Nigdy tego nie rozumiałam i brzydziłam się tym. Jeśli w rozmowie ze mną ktoś zaczyna rzucać do mnie mięsem, dla mnie oznacza to koniec dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostaje pod nazwiskiem i jest ogólnie dostępne! Ja co jakiś czas sprawdzam w Google co się wyświetla pod moim nazwiskiem. Oczywiście nie hejtuję, ale może się okazać, że ktoś się podszywa pode mnie czy opublikował coś na mój temat. Warto monitorować swoją markę osobistą

      Usuń
  4. Czasami warto się pięć razy zastanowić zanim coś napiszemy. Mimo, że wiele razy miałam niesamowitą ochotę komuś coś napisać, oczywiście w kulturalny sposób, zawsze rezygnowałam z obawy, że w odpowiedzi na mój komentarz zobaczę falę przekleństw i obelg. W dzisiejszych czasach naprawdę nie warto uczestniczyć w publicznych "przekomarzaniach się". Nie znoszę chamstwa, więc unikam wdawania się w internetowe dyskusje. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie najgorsze jest to, że reakcją na konstruktywną krytykę często jest wylew szamba. Masz rację, lepiej unikać takich sytuacji. Nasze zdanie i tak niczego nie zmieni, a będzie jedynie pożywką dla hejterów.

      Usuń
  5. Bardzo mądry post. Dziwię się, że ten problem nie jest poruszany częściej. Internet nie zapomina. Owoce jednego gorszego dnia mogą wyjść za dziesięć lat i to w najmniej oczekiwanym momencie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomyślałam sobie o mojej internetowej działalności i szczerze to nie mam sobie co zarzucić. Mowa nienawiści przeraża mnie w pewnym stopniu właśnie dlatego, że tak jak piszesz, takim nienawistnikiem mogą być zwykłe kobiety które uśmiechają się do piesków na ulicy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Staram się nie hejtować, właśnie z wymienionych przez Ciebie powodów. A jeśli już hejtuję, to bez wyzwisk — raczej krytyka, czasem nawet konstruktywna. Jeśli z wyzwiskami, to tylko w rozmowie w cztery oczy. Czasami naprawdę chcę, żeby ktoś wiedział, co dokładnie o nim myślę, ale nie muszą przy okazji dowiadywać się o tym wszyscy nasi wspólni znajomi na Facebooku.
    Co ciekawe, te same zasady dotyczą publicznego okazywania uczuć. Jeśli będziesz udostępniać znajomym i nieznajomym zbyt dużo prywatnych zdjęć i miłosnych wyznań, to to prędzej czy później odwróci się przeciwko Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mądry wpis, zgadzam się z każdym słowem! Odkąd sama jestem posiadaczką bloga, to patrzę nawet inaczej na krytykę - gdy wchodzę na cudzy wpis, w którym coś mi się nie podoba, staram się docenić inne rzeczy, bo wiem, że ta osoba włożyła wiele pracy w jego przygotowanie. Rzucanie mięsem w sieci świadczy przede wszystkim o naszej kulturze i ograniczeniu umysłowym - nie potrafisz czegoś wyrazić w sposób nie kalający cudzego wzroku? Z całego wpisu najbardziej rozbawiło mnie zdanie: Nie chcę, żeby Hanka przywitała kiedyś kogoś słowami "Ceść uju". :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Inaczej podeszłyśmy do tematu, a mimo to bardzo podobnie. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś i cieszę się, że myślimy podobnie :-)

    OdpowiedzUsuń