Od samego początku, kiedy Hanka pojawiła się na świecie, słyszymy pytanie: “kiedy drugie?”. Pytają znajomi, pyta rodzina. Już wtedy z przymrużeniem oka odpowiadaliśmy, że za 2 lata. Minęło 1,5 roku i nadal odpowiadamy: “za 2 lata”. Nie drażni mnie to pytanie. Raczej jestem obojętna i nie mam jeszcze ochoty krzyczeć, że nie jestem fabryką.

Oczywiście nie wykluczam powiększenia rodziny. Kiedyś pewnie to nastąpi. Tylko kiedy? 
Część rodziców twierdzi, że najlepiej jedno po drugim. Coś w tym pewnie jest. Nie zdążysz się odzwyczaić od nocnego wstawania, pieluch i marchewkowej papki, a tu już następne w kolejce. Przetrzymasz to i masz odchowaną, samodzielną dwójeczkę, która razem rośnie i wspólnie spędza czas. Nie stracisz też majątku, bo wszystkie rzeczy trzymasz po starszaku. Same plusy. Tylko ja głupia już wyprzedałam szafę Hanki. Nie zakładam, że w najbliższym czasie przydadzą mi się jej rzeczy. 
Inni twierdzą, że najlepsza różnica wieku to tak 3 lata. Brzmi całkiem fajnie. Starszak jest już na tyle duży, że chętnie zaangażuje się w pomoc przy młodszym rodzeństwie. Sama jestem starszą o 3 lata siostrą. Pamiętam, jak cały czas zaglądałam do łóżeczka brata i biegałam do mamy, żeby powiedzieć jej, co się aktualnie dzieje. Czułam się wtedy taka ważna. Później to się zmieniło. W podstawówce miałam swoje koleżanki, a młodszy zawsze się do nas przyklejał, czego oczywiście nie lubiłam. Do tego wiecznie się tłukliśmy. Do upadłego! 
A może większa różnica wieku? Wydaje mi się, popraw mnie, jeżeli jestem w błędzie, że im starsze pierwsze dziecko, tym większy luz mają rodzice. Dziecię idzie do szkoły, pojawiają się koledzy, z którymi chce spędzać czas i jakoś tak chyba można się lepiej zorganizować. Pojawiają się za to nowe obowiązki takie jak wspólne odrabianie lekcji. W takiej różnicy wieku widzę jeden problem – jak rozsądnie podzielić uwagę między starsze i młodsze dziecko tak, żeby to starsze nie czuło się pokrzywdzone? Z pewnością jest to możliwe.
Są jeszcze przypadki ekstremalne, gdzie różnica wieku jest naprawdę spora. U mnie tak właśnie jest. Otóż między mną a moim najmłodszym bratem (tak, jest nas troje) są 22 lata różnicy. Szał! Kocham tego chłopaka nad życie! On też mnie uwielbia. Niestety dzieli nas 350 km, więc nie widujemy się tak często, jakbym tego chciała. I to już jest zupełnie inna relacja. Nie będziemy sobie dokuczać, nie będziemy się tłukli, ale zawsze będzie mógł na mnie polegać. W przyszłości pewnie będę mu prawić matczyne wywody.

Jeśli znowu ktoś zapyta mnie, kiedy będzie drugie dziecko, odpowiem, że za dwa lata. Czy jest na to rzeczywiście idealny czas? Nie wiem. Najważniejsze, żebym sama była na to gotowa. Chociaż nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć 🙂