Kiedy dawno temu myślałam o swojej przyszłości, rodzinie i pracy, zakładałam, że dziecko pojawi się, jak już skończę 27/28 lat. Wiecie, jak to jest, najpierw studia, kariera i milion innych rzeczy. Stało się to trochę wcześniej, bo w ciążę zaszłam, kiedy miałam 24 lata. Nie ukrywam, że nie było to planowane, ale dobrze, że tak się sprawy potoczyły.


24 lata to dobry wiek na ciążę, pomyślisz. Jasne, że dobry. Świetnie się czułam, byłam cały czas aktywna zawodowo i nie tylko. Coś tu jednak nie grało. Nie byłam przecież smarkulą z gimnazjum z brzuchem tylko dorosłą kobietą. Nadal jednak coś nie grało. Mam koleżanki, które jeszcze wcześniej urodziły dzieci, a mi ciągle coś nie grało.

Według GUS w 2014 roku urodziło się ponad 376 tys. dzieci. Kobiety w wieku 20 – 24 lata urodziły nieco ponad 60 tys. maluchów. Najwięcej, bo przeszło 129 tys. dzieci urodziły mamy między 25 a 29 rokiem życia. Na drugim miejscu są kobiety w grupie wiekowej 30 – 34, które urodziły ponad 117 tys. dzieci. Widzicie różnicę? Byłam w zdecydowanej mniejszości.

Nie chcę wnikać, dlaczego kobiety później decydują się na dzieci. Motywy wielu mam raczej są mi znane. Nie oceniam, bo to nie moja sprawa. Opowiem Wam za to, z jakimi problemami borykam się jako młoda mama, a dokładnie chodzi o 3 problemy:

  1. Jestem najmłodsza – tak, wszędzie jestem najmłodsza! Na placu zabaw, w poczekalni przed gabinetem lekarza, w sklepie na dziale dziecięcym. W szkole rodzenia też byliśmy najmłodszą parą. Teraz już się tym nie przejmuję, ale na początku było to dosyć krępujące. Wiele razy pytano mnie o wiek i po odpowiedzi słyszałam z politowaniem: “Oooo, ale jesteś młodziutka”. Poważnie? Zawsze miałam wrażenie, że te starsze mamy cisną we mnie piorunami z oczu. Nie było to przyjemne i przełożyło się na to, że nie kumpluję się z mamami z osiedla. Nie umawiałyśmy się na wspólne spacery, kawy czy zakupy. Nie czułam nigdy potrzeby integrowania się. Jedynie pogadam sobie z sąsiadkami, które mają synów w wieku Hanki. Lubię towarzystwo moich bezdzietnych znajomych. 
  2. Jestem głupsza – no przecież taka młoda, to nic nie wie. Trzeba jej koniecznie doradzić. A przepraszam, czy to, że jestem parę lat młodsza, oznacza, że nie mam instynktu macierzyńskiego? Zaskoczę wszystkich, bo mam. Wychowywanie dziecka idzie mi chyba całkiem dobrze, więc dziękuję za życzliwe rady. 
  3. Jestem gorsza – nie wiem, co robię, wracając do pracy po 8 miesiącach urlopu macierzyńskiego. Nie wiem, co robię, wysyłając dziecko do żłobka. Wiecie ile nasłuchałam się komentarzy? “Takie maleństwo do żłobka? Ja bym jeszcze nie wracała do pracy”. Świetnie, nie wracaj, Twoja sprawa. Ja pozostanę nieodpowiedzialna i będę pracować.

Te 3 problemy sprawiały, że nie czułam się komfortowo i trochę czasu zajęło mi, zanim olałam sprawę i przestałam się przejmować. Chyba nikt nie lubi dziwnych spojrzeń i komentarzy. W końcu zrozumiałam, że przecież mój wiek niesie za sobą same plusy! O plusach jednak innym razem.