Terapia antystresowa dla matki

18:42 bizimummy 0 Comments

Wstaję rano, idę pod prysznic i zauważam, że skończył się mój szampon. Grrr...miałam wczoraj kupić i zapomniałam. Ogarniam się i przygotowuję Hankę do żłobka. Już chcę wychodzić z domu, a tu młoda łapie mój kubek z wodą i wylewa na siebie zawartość. Myślę, że ten poranek to jakiś kiepski żart. Przebieram ją, ale wiem, że spóźnię się do pracy. Po drodze korki. Nosz ku%@&#! 

W pracy coś ma być zrobione na już, coś na wczoraj. Zasuwam jak szalona. Wracam do domu - korki. Bo się zastrzelę! Jeszcze muszę szybko ogarnąć jakiś obiad, a Hanka właśnie postanowiła odstawić cyrk. Leży na ziemi, ryczy i w ogóle nie wiem o co jej chodzi. Stoję jak kołek i tak sobie myślę, że jeszcze chwila, a do drzwi zapukają panowie z twarzowym kaftanem. Cały dzień był kiepski i tak się zbierało i zbierało, aż w końcu się uzbierało i mamy wielkie jebudu! Oberwało się Skibie. Znasz to, prawda?

Nie jestem osobą cierpliwą. Nie lubię kiedy coś idzie nie po mojej myśli i wkurzam się bardzo szybko. Nie to, co Skiba. Trudno wyprowadzić go z równowagi. Tylko raz przy mnie podniósł głos i to już była sytuacja ekstremalna. Podziwiam go za ten spokój i opanowanie. Zazdroszczę mu tego. Jesteśmy totalnymi przeciwieństwami. Ma to sporo plusów. Ilekroć wpieniam się do granic możliwości, on jest moim uspokajaczem. Przy nim mogę się wyciszyć i nabrać dystansu do tej wkurzającej rzeczywistości.

No ale jak tu wytrzymać z 16-miesięcznym czortem? Właśnie teraz zaczął się etap kiedy Hanka pokazuje pazurki i to bardzo ostre. Do tego wychodzące zęby, które przede wszystkim objawiają się histerią. Ma swoje humorki i czasami naprawdę mam ochotę powiedzieć adios amigo i wyjść z domu. No sorry, jestem tylko człowiekiem. Do ideału mi daleko, ale na szczęście zdaję sobie z tego sprawę i próbuję jakoś nad tym zapanować, serio. Przepraszam, ale nie wierzę, że są mamy, które nigdy nie miały takiego jebudu. Chyba każda z nas ma jakiś próg tolerancji wszystkiego, co irytujące. U mnie ten próg jest bardzo niski, a Hanka skutecznie dokłada swoje trzy grosze.

A jak już zdarzy się taki dzień, że nerwy puszczają, to co z tym zrobić? Moja terapia składa się z czterech etapów. Skiba już je dobrze zna, więc jest przygotowany :D Najpierw muszę się wygadać i wyryczeć. To jest bardzo poważna sprawa, bo zaczynam od tego, że w drodze do pracy zepsuł mi się zamek w ulubionej torebce, a kończę na tym, że jestem beznadziejną matką i w ogóle do niczego się nie nadaję. Skiba cierpliwie słucha. Jak już wyleję wszystkie żale, przychodzi czas na kolejny etap, czyli "W weekend wychodzę". A co, należy mi się. Muszę się zregenerować na babskim wieczorze zakrapianym alkoholem. Skiba przytakuje, bo wie, że jest to konieczne. Trzeci etap, mój ulubiony, to czułości z Hanką. Przytulasy, całusy i jej uśmiech są lekiem na wszystko, poważnie. No i wreszcie ostatni etap - miły wieczór ze Skibą. On zawsze wie, że w taki dzień powinnam zjeść coś dobrego.

Nie jest lekko, ale dzięki niemu na pewno lżej. A ja załatwiam sobie miły wieczór i wychodne w weekend. Po takim zestawie resetującym znowu można mnie wkurzać. Oczywiście do czasu...

0 komentarze: