Tata, partner, przyjaciel - najważniejsza rola faceta

08:55 bizimummy 5 Comments

Znajdziecie nas też na Bloglovin

W naszym domu panuje równouprawnienie, o które nie musiałam walczyć. Nie musiałam demonstrować, wykrzykiwać nośnych haseł czy szarpać się z kimkolwiek. Nie musiałam, bo to było zupełnie naturalne. Nawet nigdy nie rozmawialiśmy o podziale obowiązków. Oboje wiedzieliśmy, że domem będziemy zajmować się razem. 


W kwestii opieki nad Hanką również panuje równouprawnienie i nie wyobrażam sobie, żeby miało być inaczej. Przyznaję się bez bicia, że tata częściej odbiera dziecię ze żłobka niż ja. Przyznaję, że ja kąpię młodą od święta, zwykle robi to tata. Cóż, to tylko świadczy o tym, że tata jest niezastąpiony.

No i tak sobie pomyślałam: "A gdyby nagle musiał wyjechać?". Zimny dreszcz przeszedł po plecach, no bo jak to?! Wyjechałby do pracy, gdziekolwiek i co wtedy? Oczywiście, że poradziłabym sobie ze wszystkim. Bez faceta też się da. Miesiąc byłby pewnie totalnym chaosem, ale dałabym radę. A co przez ten miesiąc? Wyobraziłam to sobie:

Mieszkanie w ruinie - mamy dosyć specyficzne mieszkanie, w którym co chwilę coś się psuje. Ja nie wiem, czy pod budynkiem jest jakaś pieprzona żyła wodna czy o co chodzi, ale co chwilę coś. Jak nie kapie coś pod zlewem, to kapie z kranu. Jak nie nawala spłuczka w WC, to żarówki się przepalają. To samo dotyczy sprzętów! Mieliśmy taki okres, kiedy co miesiąc coś się psuło i musieliśmy wymieniać agd i inne. No przecież szału można dostać. I teraz weź tu chłopie wyjedź. Znając życie, w czasie jego nieobecności wszystko się zepsuje, a ja osiwieję...

Portfel w ruinie - ok przyznaję, nie należę do osób oszczędnych. Mam kasę, to wydaję. Nie mogę się powstrzymać, jeśli w grę wchodzą nowe bluzeczki, sukienki, spodenki. Oczywiście wszystko dla Hanki. Uwielbiam kupować jej książeczki, układanki i inne zabawki. Staram się zachować w tym wszystkim umiar, ale gdyby nie Skiba, jedyny trzeźwo myślący, to byłabym wiecznie bez kasy.

Ja w ruinie nerwowej - na ten temat mogę pisać i pisać. Zdarzają się nerwowe dni, normalne. Zdarza się, że mam wrażenie, że Hanka robi mi na złość i co chwilę muszę ją prosić, upominać. W takich chwilach Skiba jest niezastąpiony. Kiedy widzi, że zbliżam się do granicy wytrzymałości, zabiera Hankę i daje mi chwilę dla siebie. No lepiej być nie może! Druga kwestia, w której jest niezastąpiony, to wysłuchiwanie moich żali. Jest moim najlepszym przyjacielem, więc zapłakałabym się, gdybym nie mogła z nim pogadać. Kolejna ważna rzecz, to wieczny pośpiech. Każdego ranka staramy się zagiąć czasoprzestrzeń i próbujemy wyjść z domu punktualnie. We dwoje ledwo dajemy radę zorganizować się tak, żeby początek dnia był przyjemny i na luzie. Zwykle spieszymy się, denerwujemy, myślimy o stu rzeczach w tym samym czasie. Musimy doprowadzić siebie i dziecko do porządku. A jakbym miała to przeżyć bez niego? Nie chcę nawet o tym myśleć...

Ja w ruinie fizycznej - to w zasadzie związane jest z tym, co wyżej. Nie ma taty = nie mam czasu dla siebie. Nauczyłam się robić kilka rzeczy szybciej niż kiedyś, np. pomaluję się w 3 minuty. Taka standardowa tapeta i można wyjść z domu bez obaw, że wszystkie dzieci uciekną na mój widok. No ale bardziej już tego nie mogę skrócić! A gdyby Skiby nie było? Brrrrr aż mam dreszcze.

Dziecko w ruinie - i przechodzimy do najważniejszego punktu. Bez Skiby Hanka byłaby nieszczęśliwa. Uwielbia tatę. Spędza z nim sporo czasu (chwilowo więcej niż ze mną). Bawią się, wygłupiają, uczą. Pewne czynności są zarezerwowane dla taty, np. wspomniana na początku wieczorna kąpiel. Z tatą w ogóle jest inaczej. On inaczej rozmawia z Hanką, inaczej się z nią bawi. Nie wtrącam się. Fajnie, że mają swój język. Był taki czas, kiedy Skiba w poniedziałek rano wyjeżdżał w delegację i wracał dopiero w sobotę. Po dwóch tygodniach Hanka podchodziła do niego z rezerwą. Po trzech - nie mogłam wyjść sama z domu, bo był ryk. Trochę czasu minęło, zanim tata znów był ważny. Tata jest niezastąpiony.

Podziwiam mamy, których mężowie stale wyjeżdżają zawodowo. Szacun dla Was kobiety! Podziwiam mamy, które w ogóle żyją bez faceta. Jesteście THE BEST!
Piszcie, jak to u Was wygląda z organizacją wszystkiego.

PS. W tajemnicy powiem Wam, że sama potrafię wszystko naprawić w domu, ale lubię jak on to robi :)

5 komentarzy:

  1. Też podziwiam z całego serca takie mamy, które muszą na co dzień radzić sobie ze wszystkim same!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj jakbym o sobie czytała. Nic nie naprawię :) A kasa... jakoś mi tajemniczo znika z portfela i też zazwyczaj na ciuchy i książki dla Poli. Dobrze, że mąż ratuje (nie ogranicza za bardzo), zarabia dwa razy tyle co ja to też może na dziecko wydać :P Polka też przy nim jest spokojniejsza jakoś, albo wyczuwa, że mniej może.
    U nas tata jest niezastąpiony od pierwszych dni. On głównie kangurował (jakoś na mie Młoda byłą niespokojna), on kąpał. Zajmował się nieraz całymi dniami, gdy ja byłam w pracy, a on miał wolne czy szedł na nockę. Teraz ma trochę odpoczynku, ale też niemal codziennie zawozi i odwozi ją do przedszkola. Bez taty nie da rady ;)
    I nie wyobrażam sobie, że wyjeżdża na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas tata dużo pracuje, żeby zarobić na wszystko. Ja zajmuje się domem i dzieckiem. Kiedy potrzebuję gdzieś wyjechać, nie ma problemu i zostaje z małym tata. W domu też są takie czynności, które lepiej wykonuje on np. prasowanie. A teraz ja robię 2 tygodniowe szkolenie i tata przejął moje obowiązki. Wszystko jest kwestią elastycznego podejścia.

    OdpowiedzUsuń
  4. i to jest moim zdaniem idealny model Rodziny, Wiesz? Zawsze mi się taka marzyła.. a się nie udało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie ma co przekreślać marzeń. Wszystko jeszcze przed Tobą!

      Usuń