Tak tylko wtrącę, jestem w ciąży

15:42 bizimummy 6 Comments

Nadchodzi czas kiedy postanawiasz zrobić test ciążowy. Zrobiłaś co trzeba według instrukcji i czekasz parę minut na wynik. W tym czasie albo odstawiasz taniec szamanów wokół testu leżącego na podłodze z nadzieją, że będą dwie kreski, albo siedzisz w kącie i nerwowo obgryzasz paznokcie licząc na jedną kreskę. O, są dwie. I tutaj też mogą wystąpić dwie reakcje - płaczesz ze szczęścia lub ryczysz jak bóbr bo życie się kończy. Ja na początku miałam to drugie. 


No dobra, po szoku, radości i łzach trzeba jeszcze potwierdzić informację u lekarza. Sympatyczny pan doktor na to: "No gratki! Na maj masz termin". I tu znowu włącza się jedna z dwóch reakcji. I kiedy już się uporasz z emocjami i zaczniesz trzeźwo myśleć, zastanawiasz się co będzie dalej. Ja najpierw pomyślałam o pracy. No jak ciąża? Przecież parę miesięcy temu zaczęłam nową pracę! Poza tym lubię swoją pracę i teraz co - macierzyński, wypad z obiegu na rok czy jakoś tak??? Izka weź się w garść i jakoś damy radę. Teraz tylko trzeba powiedzieć szefowej...

Tak właśnie, moim szefem była kobieta. Czy to dobrze? Nie wiem. Nie wiem czy lepiej przekazuje się takie informacje mężczyźnie czy kobiecie. To pewnie zależy od wielu czynników - czy sami mają dzieci, w jakim są wieku, czy są otwarci i empatyczni. Ważne są też nasze relacje z przełożonym. Ja akurat miałam to szczęście, że moja szefowa była super babką. Nie zmienia to faktu, że bałam się jak cholera. Nie wiedziałam jak zareaguje i oczywiście cały czas chodziło mi po głowie pytanie czy będzie mnie jeszcze chciała jak już skończę urlop macierzyński.

Czacha dymiła, ręce się pociły a ja chodziłam cały dzień po biurze i czaiłam się jak dzika kuna żeby wyłapać odpowiedni moment na tę radosną nowinę. Nikomu innemu jeszcze nie mówiłam. I całe szczęście. Kiepsko byłoby gdyby ktoś mnie uprzedził. Tak czy siak dzień zmarnowany. Ja się denerwowałam niepotrzebnie, a przecież nie powinnam i nie mogłam się skupić na pracy. Dopiero przed wyjściem z biura stwierdziłam, że teraz to już muszę powiedzieć i nie ma innej opcji. No i poszłam. Reakcja szefowej na słowa "jestem w ciąży" zszokowała mnie. Tak, zszokowała, bo spodziewałam się piorunów z oczu i takich historii a usłyszałam, że super, że jestem w fajnym wieku na dziecko, że mam się nie przejmować, że dam sobie radę. No zdębiałam. Szykowałam się jak na wojnę a tu taka kumpelska rozmowa, która podniosła mnie na duchu. Jestem szczęściarą.

Cóż, więcej doświadczeń związanych z głoszeniem cudownej nowiny nie mam. Zdarzyło się raz, ale myślę, że mogę coś doradzić w tej kwestii.

  1. Nie bój się - taaa, łatwo powiedzieć. To oczywiste, że przejmujesz się przyszłością, czy będziesz miała pracę, czy wszystko się ułoży. Nie to jest jednak teraz najważniejsze. Najważniejsza jesteś Ty i maluszek.
  2. Bądź fair - nie ukrywaj informacji o ciąży aż ktoś sam zwróci uwagę, po czym szybko rzucisz L4. Twój szef/szefowa musi się przygotować do Twojego zwolnienia/urlopu macierzyńskiego. Musi rozplanować prace, pomyśleć o zastępstwie na ten czas. Ja usłyszałam: "Dobrze, że mówisz już teraz, bo zaplanuję sobie wszystko". 
  3. Najpierw szef - chcesz się pochwalić koleżankom z pracy? No fajnie, tylko jeśli nie masz pewności, że zatrzymają tę informację tylko dla siebie to może lepiej wstrzymaj się. Zawsze "przez przypadek" wieści mogą dojść do szefa, a więcej nerwów będzie Cię kosztowało tłumaczenie się dlaczego nie powiedziałaś wcześniej.
  4. Przygotuj się - przygotuj się do rozmowy z szefem. Zastanów się jak długo chciałabyś pracować, jak długi będzie Twój urlop macierzyński. Ja w czasie tej przyjemnej rozmowy od razu zaznaczyłam, że chcę pracować jak najdłużej (udało się do 34 tc) i na urlopie będę przez 7 miesięcy. Jasna informacja co i jak jest cenna dla szefa.
  5. Nie obwiniaj się - nie rób sobie jaj i nie przepraszaj, że zaszłaś w ciążę. Takie życie.
  6. Wykaż się - jeżeli chcesz i możesz pracować w czasie ciąży to świetnie. Wykorzystaj ten czas i pokaż, że jesteś cennym pracownikiem. Koledzy z pracy z szefem na czele będą tęsknić ;)
To optymistyczny, ale możliwy scenariusz. Słyszałam już wiele historii o tym jak szef się zdenerwował albo przyszła mama wiedziała, że już nie będzie dla niej miejsca w firmie. Niestety takie sytuacje mają miejsce. Możemy liczyć na to, że zachowując się fair tak samo będziemy traktowani.

PS moja obecna szefowa pewnie zamarła jak zobaczyła tytuł wpisu :D

6 komentarzy:

  1. U mnie wypadło tak, że moja szefowa dowiedziała się ode mnie przez telefon. Nie chciałam mówić na samym poczatku, bo to różnie z wczesną ciążą bywa, ale lekarz dał zwolnienie, to nie miałam wyboru. Musiałam zadzwonić, ze od jutra nie pracuję. Szefowa zareagowała całkiem spoko (a przynajmniej odniosłam takie wrażenie), gorzej z koleżankami z pracy, które nie wiedzieć czemu były obrażone.
    Nie wiem, czy mam gdzie wracać, pewnie nie, ale martwić się tym będę za ponad rok :) Najważniejsze, że po miesiącach starań czekamy na drugiego Maluszka, a pracę zawsze się jakąs znajdzie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Najważniejsze, że będzie Maluszek! Nie zawsze poinformowanie o ciąży można rozegrać tak jakby się chciało. Jeżeli lekarz mówi, że nie można pracować no to nie i koniec.

      Usuń
    2. U mnie oprócz zagrożonej ciąży (na szczęście teraz jest ok), była jeszcze kwestia dojazdu do pracy. Za Poznań, pociągiem, tramwajem, busem- 2 godz w jedną stronę :/

      Usuń
  2. a już się brałam za gratulacje.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to miałaś szczęście, że tak się wszystko miło ułożyło. Fajna szefowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę każdej przyszłej mamie żeby tak przebiegała rozmowa o ciąży ;)

      Usuń