Dzień z życia matki

15:31 bizimummy 8 Comments


Odkąd jestem mamą, każdy dzień jest taki cudowny. Jestem przepełniona miłością i słodkością. Wszyscy mi zazdroszczą, że tak pięknie układa nam się życie. Każda chwila okraszona jest kwiatuszkami, serduszkami i motylkami. Dobra, bez jaj! 


Od kilku miesięcy codziennie przeżywam dzień świstaka. I to się w ogóle nie zmienia! Jest tylko mała różnica między weekendem a dniem powszednim. Różnica polega na tym, że w weekend nie mogę zawinąć się do pracy na 8 godzin i nie myśleć o tym, co się dzieje w domu.

Powiecie, że wymyślam, że przecież dziecko rośnie, uczy się nowych rzeczy, że wszystko się zmienia. Owszem, rośnie i bardziej rozrabia, ale nie ma to wpływu na ogólny plan dnia. Gorzej - wszystko musi być ustawione pod małego skrzata. Bo jak jest drzemka, to siedzimy i czekamy, aż się wyśpi waćpanna. Ile razy spóźniliśmy się gdzieś ponad godzinę, bo Hanka postanowiła spać o wiele dłużej niż zwykle!

Jak to dokładnie u mnie wygląda? Przeżyjmy razem dzień.

7.00 - dzwoni budzik. Otwieram leniwie jedno oko i sprawdzam, czy Hanka jeszcze śpi. Leży i się nie rusza. Jest dobrze, mogę włączyć drzemkę.
7.05 - kolejna drzemka.
7.10 - kolejna drzemka.
7.15 - drzemka.
7.20 - o k#$%!#! Sprint do łazienki. W tym czasie Skiba zrobi kawę, przygotuje młodej mleko i nawet zrobi mi kanapkę! 
8.00 - stoję przed szafą od kilku minut i błagam, żeby wyskoczył z niej zestaw ciuchów. Po co pomyśleć dzień wcześniej o stroju?
8.10 - dalej stoję.
8.25 - za 10 minut muszę wyjść, a tu jeszcze muszę się pomalować! Hanka w tym momencie coś zmajstruje i trzeba ją przebrać. Świetnie.
8.40 - szczęśliwie wychodzimy z domu. Ufff...
9.00 - 17.00 - odpoczywam! Tzn. jestem w pracy. W tym czasie nie myślę o tym, że trzeba zrobić zakupy, posprzątać czy załatwić domowe sprawy. Nie myślę też o dziecku! Mogę wypić gorącą kawę i dobrze mi z tym.
15.00 - kłamałam. Jednak myślę o Hance. Tęsknię za nią i przeglądam jej zdjęcia.
17.00 - wychodzę z pracy. Cholera, trzeba jeszcze zrobić zakupy, posprzątać i coś załatwić! Mogłam pomyśleć o tym wcześniej...
17.30 - olałam zakupy. Skiba będzie musiał zrobić. Dotarłam do domu. Otwieram drzwi i wita mnie cudowny uśmiech Hanki.
17.30 - 20.00 - jestem cała jej. Wygłupiamy się, budujemy domek z klocków, czytamy książeczki. Jest też druga wersja, czyli Hanka marudzi i ryczy co chwilę, a my mamy dosyć.
20.00 - młoda wykąpana, nakarmiona i już słodko zasypia. Druga wersja - wykąpana, nakarmiona i drze się wniebogłosy.

Optymistycznie możemy założyć, że po 20.00 mamy wolne. Życie jest piękne i wino się nie kończy. Taaa...

21.00 - Skiba włącza film na odmóżdżenie. Mamy gdzieś sprzątanie i inne sprawy. Trzeba się zrelaksować.
21.15 - Hanka się przebudziła. Lecę ją utulić.
21.25 - lecę utulić Hankę.
21.50 - Skiba leci utulić Hankę.
22.00 - jaki to był film? Nie wiem, zasnęłam.

I tak każdego dnia. Przyznam szczerze, że nawet mi to pasuje ;)
Brzmi znajomo? Jak to wygląda u Was?

8 komentarzy:

  1. Ojjj znam to znam, tylko nasz dzień zaczyna się o 6 :) I jestem zmuszona ogarniać wszystko sama ;) Ale fakt, od poniedziałku do piątku jest dzień świstaka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak miałam, jeszcze w maju. Mój dzień zaczynał się o 5.30, o 6.10 już leciałam na pociąg (Młoda albo spała z tatą, albo na szybko ją szykowałam i do babci). W pociągu codziennie odsypiałam, w pracy 8-16 jadłam śniadanie, obiad i oprócz pracy oddawałam się rozrywkom internetowym jak było luźniej, po pracy trochę czasu z Młodą, wykąpać i spać. Albo nie spać, bo Polka już nie malutka, więc potrafi zasnąć nawet o 23, co nie przeszkadza jej w urządzaniu nocnych jazd.
    Wakacje 24h z Polką dały mi w kość, więc teraz odpoczywam :P Dziś po odstawieniu jej do przedszkola zaliczyłam zakupy, fryzjera i jeszcze się wyspałam :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam Hanię :) Drzemek nie włączam, ale walczę z nią żeby się wyszykowała do przedszkola i zawsze biegiem lecimy na ostatnią chwilę, żebym sama zdążyła do pracy. Po pracy nie chce mi się ostatnio jeździć na zakupy więc ile mogę wykorzystuję męża. Jadę odebrać Hanię, z którą kłócę się, bo albo nie chce posprzątać zabawek, którymi bawiła się w sali, albo nie chce się sama ubierać, albo w ogóle nie chce iść do domu. Gdy dotrzemy do naszych włości za drzwiami czeka drugi Mały. Gdy przekraczam próg, nie odstępuje mnie na krok dopóki nie pójdzie spać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo to masz ciekawie :D Podziwiam za cierpliwość z dwójeczką!

      Usuń
  4. Mamy prawie identyko tylko ja jescze nie pracuje...wogole nie wiem jaki jest dzien bo nie ma sensu to wiedziec -totalnie prawie to samo codziennie! Kiedys na nauke jazdy nie poszlam bo mi sie dni pomylily :)

    OdpowiedzUsuń