Odkąd jestem mamą, każdy dzień jest taki cudowny. Jestem przepełniona miłością i słodkością. Wszyscy mi zazdroszczą, że tak pięknie układa nam się życie. Każda chwila okraszona jest kwiatuszkami, serduszkami i motylkami. Dobra, bez jaj! 


Od kilku miesięcy codziennie przeżywam dzień świstaka. I to się w ogóle nie zmienia! Jest tylko mała różnica między weekendem a dniem powszednim. Różnica polega na tym, że w weekend nie mogę zawinąć się do pracy na 8 godzin i nie myśleć o tym, co się dzieje w domu.

Powiecie, że wymyślam, że przecież dziecko rośnie, uczy się nowych rzeczy, że wszystko się zmienia. Owszem, rośnie i bardziej rozrabia, ale nie ma to wpływu na ogólny plan dnia. Gorzej – wszystko musi być ustawione pod małego skrzata. Bo jak jest drzemka, to siedzimy i czekamy, aż się wyśpi waćpanna. Ile razy spóźniliśmy się gdzieś ponad godzinę, bo Hanka postanowiła spać o wiele dłużej niż zwykle!
Jak to dokładnie u mnie wygląda? Przeżyjmy razem dzień.
7.00 – dzwoni budzik. Otwieram leniwie jedno oko i sprawdzam, czy Hanka jeszcze śpi. Leży i się nie rusza. Jest dobrze, mogę włączyć drzemkę.
7.05 – kolejna drzemka.
7.10 – kolejna drzemka.
7.15 – drzemka.
7.20 – o k#$%!#! Sprint do łazienki. W tym czasie Skiba zrobi kawę, przygotuje młodej mleko i nawet zrobi mi kanapkę! 
8.00 – stoję przed szafą od kilku minut i błagam, żeby wyskoczył z niej zestaw ciuchów. Po co pomyśleć dzień wcześniej o stroju?
8.10 – dalej stoję.
8.25 – za 10 minut muszę wyjść, a tu jeszcze muszę się pomalować! Hanka w tym momencie coś zmajstruje i trzeba ją przebrać. Świetnie.
8.40 – szczęśliwie wychodzimy z domu. Ufff…
9.00 – 17.00 – odpoczywam! Tzn. jestem w pracy. W tym czasie nie myślę o tym, że trzeba zrobić zakupy, posprzątać czy załatwić domowe sprawy. Nie myślę też o dziecku! Mogę wypić gorącą kawę i dobrze mi z tym.
15.00 – kłamałam. Jednak myślę o Hance. Tęsknię za nią i przeglądam jej zdjęcia.
17.00 – wychodzę z pracy. Cholera, trzeba jeszcze zrobić zakupy, posprzątać i coś załatwić! Mogłam pomyśleć o tym wcześniej…
17.30 – olałam zakupy. Skiba będzie musiał zrobić. Dotarłam do domu. Otwieram drzwi i wita mnie cudowny uśmiech Hanki.
17.30 – 20.00 – jestem cała jej. Wygłupiamy się, budujemy domek z klocków, czytamy książeczki. Jest też druga wersja, czyli Hanka marudzi i ryczy co chwilę, a my mamy dosyć.
20.00 – młoda wykąpana, nakarmiona i już słodko zasypia. Druga wersja – wykąpana, nakarmiona i drze się wniebogłosy.
Optymistycznie możemy założyć, że po 20.00 mamy wolne. Życie jest piękne i wino się nie kończy. Taaa…
21.00 – Skiba włącza film na odmóżdżenie. Mamy gdzieś sprzątanie i inne sprawy. Trzeba się zrelaksować.
21.15 – Hanka się przebudziła. Lecę ją utulić.
21.25 – lecę utulić Hankę.
21.50 – Skiba leci utulić Hankę.
22.00 – jaki to był film? Nie wiem, zasnęłam.

I tak każdego dnia. Przyznam szczerze, że nawet mi to pasuje 😉
Brzmi znajomo? Jak to wygląda u Was?